Redakcja
Kontakt
Strażak
Prenumerata
Ceny reklam i ogłoszeń
Wrzesień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Sierpień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Lipiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Czerwiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Maj 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Archiwum
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008
Listopad 2008
Październik 2008
Wrzesień 2008
Sierpień 2008
Lipiec 2008
Czerwiec 2008
Maj 2008
Kwiecień 2008
Marzec 2008
Luty 2008
Styczeń 2008
Grudzień 2007
Listopad 2007
Październik 2007
Wrzesień 2007
Sierpień 2007
Lipiec 2007
Czerwiec 2007
Maj 2007
Kwiecień 2007
Marzec 2007
Luty 2007
Styczeń 2007
Wcześniejsze numery

Zasypani w wykopie PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 3
KiepskiBardzo dobry 

Kiedy dwaj pracownicy, skończywszy montaż rury, postanowili wyjść z owego rowu, opierając się o jedną z jego ścian za pomocą łopat, jak czynili to wcześniej, wtedy nastąpiło jej oberwanie. Obydwaj zostali przygniecieni aż po szyję (niemalże w pozycji stojącej) zwałem gliny o ponad metrowej szerokości.

Był 18 sierpnia 2008 roku. Pracownicy wykonujący instalację kanalizacyjną do będącego w budowie ośrodka zdrowia w Gostycynie (pow. tucholski, woj. kujawsko-pomorskie) zeszli do wykopu, by założyć ostatnią w tym dniu rurę z PCV. Na zewnątrz czekał operator z koparką, który po zakończeniu przez nich czynności na dnie wykopu miał ją uruchomić i zasypać kolejny, gotowy odcinek kanalizacji. Struktura gruntu w niemal trzymetrowej głębokości i półmetrowej szerokości rowie wydawała się solidna: od powierzchni ziemi w dół zalegała prawie dwumetrowa warstwa gliny, niżej, do samego dna widoczny był żwir (o rozmaitym rozdrobnieniu). Być może złudna wytrzymałość górnej warstwy gruntu na ścianach wykopu spowodowała, że układający kanalizację na jego spodzie czuli się bezpiecznie. Obecnie nie wiadomo, co tak naprawdę sprawiło, że ścian nie oszalowano. Kiedy dwaj pracownicy, skończywszy montaż rury, postanowili wyjść z owego rowu, opierając się o jedną z jego ścian za pomocą łopat, jak czynili to wcześniej, wtedy nastąpiło jej oberwanie. Obydwaj zostali przygniecieni aż po szyję (niemalże w pozycji stojącej) zwałem gliny o ponad metrowej szerokości.

Image
Za koparką na dalszym planie zawalony wykop
Informacja o zdarzeniu do PSK PSP w Tucholi wpłynęła o godzinie 16.46. Dyspozytorka, pełniąca w tym dniu dyżur, natychmiast wysłała na miejsce zdarzenia dwa zastępy: GLBA z OSP Gostycyn oraz SLRt z JRG w Tucholi i powiadomiła dowódcę JRG. Niemal jednocześnie zostały zadysponowane dwie karetki tucholskiego pogotowia ratunkowego, a także dwa patrole policji: z posterunku w Gostycynie i z komendy powiatowej w Tucholi.

Tymczasem w tragicznym wykopie jako pierwsi podjęli próbę wydostania osób zasypanych trzej młodzi chłopcy, świadkowie zdarzenia. Mimo najlepszych chęci kopanie szło im bardzo ciężko, gdyż glina stawiała opór. Kilka minut później do zdarzenia dojechali strażacy z miejscowej OSP, którzy niezwłocznie przystąpili do akcji ratowniczej. Przybyły z nimi naczelnik st. asp. Wiesław Anhalt wydał polecenie odkopywania zasypanych, którzy byli już nieprzytomni, za pomocą łopat, a w pobliżu ich ciał tylko przy pomocy  rąk. A ponieważ ich głowy znajdowały się na wierzchu, polecił również, aby rozpocząć, już w wykopie, wentylację oddechową z użyciem worka samorozprężalnego (ambu). Upłynęły kolejne minuty, gdy na miejsce trwającej akcji przybyły zespoły ratownictwa medycznego, zastęp SLRt oraz policja. Po kilkunastu minutach od chwili rozpoczęcia akcji ratowniczej przez strażaków, z zawalonego wykopu udało się wydostać pierwszego z poszkodowanych, którego przejęli ratownicy medyczni, bezzwłocznie przystępując do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Podczas tych działań, na skutek doznanych wrażeń zasłabł jeden z młodych ludzi, którzy jako pierwsi próbowali nieść pomoc zasypanym. Strażacy natychmiast podali mu tlen z zestawu R-1. Na miejsce akcji wezwano także śmigłowiec medyczny z Bydgoszczy oraz drugi zastęp - GBA z OSP w Gostycynie. Zdarzeniem zainteresował się też powracający z dyżuru, ordynator oddziału chirurgicznego szpitala tucholskiego. Zajął się on udrożnieniem dróg oddechowych za pomocą rurki intubacyjnej i resuscytacją drugiej osoby poszkodowanej, kiedy wyciągnięto ją na zewnątrz zarwanej części rowu. Wówczas do miejsca wypadku dojechał dowódca JRG PSP, który nakazał odsunięcie wszystkich osób postronnych poza podwórze, gdzie prowadzono działania ratunkowe. Zastęp GBA z OSP Gostycyn otrzymał zadanie zabezpieczenia lądowiska dla śmigłowca medycznego. Zabiegi mające na celu przywrócenie czynności życiowych (powrót samoczynnego oddechu i krążenia) u pierwszego z wydobytych mężczyzn, po ponad dwudziestu minutach, zostały przerwane ze względu na zbyt duże obrażenia i rozległe krwotoki wewnętrzne – lekarz stwierdził jego zgon. Wówczas przeniesiono respirator (urządzenie do wykonywania automatycznego oddechu) do drugiej z ofiar wypadku. Jednak i tu, mimo stosowania także defibrylatora (elektrowstrząsów) działania ratunkowe nie przyniosły oczekiwanego skutku. Prawdopodobnie z tych samych przyczyn - rozległych obrażeń i krwotoków wewnętrznych - będących rezultatem zgniecenia klatki piersiowej. Po ponad 40 minutach batalii o życie - obydwaj lekarze uznali dalsze prowadzenie zabiegów resuscytacyjnych za bezcelowe. Ofiar wypadku nie udało się ocalić.

Następnie strażacy przykryli zwłoki folią plastikową i wraz z policjantami wygrodzili taśmą bezpieczeństwa cały teren wokół wykopu kanalizacyjnego. W dalszym toku działań na miejsce wypadku przybyli: grupa dochodzeniowo-śledcza i zastępca komendanta powiatowego policji w Tucholi, inspektor Państwowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy, lekarz sądowy, ekipa zakładu pogrzebowego (karawan) oraz prokurator. Podczas oględzin prokuratorskich i czynności koronera strażacy zasłonili widoczne z ulicy zwłoki, gdzie zebrało się liczne grono gapiów, stawiając samochód pożarniczy w poprzek podwórza. Tragedia ta wzbudziła również duże zainteresowanie mediów.

Image
Część wykopu z niedokończoną kanalizacją

Zalecenia i wnioski praktyczne:

    Pierwszy dowódca straży pożarnej, przybyły na miejsce wypadku, gdzie zostali przysypani ludzie winien wykonać wstępne rozpoznanie i przekazać z niego zwięzłą oraz możliwie dokładną informację do PSK lub CPR, gdyż często bywa tak, że osoba zgłaszająca, działając pod wpływem silnych emocji przekazuje bardzo zdawkowe informacje i rozłącza się. W tym przypadku ze zgłoszenia nie wynikało ile osób potrzebuje pomocy i w jakich warunkach zostali oni przysypani. Toteż podczas rozpoznania trzeba ustalić: liczbę i stan osób zasypanych, czy są to dzieci czy osoby dorosłe, warunki, w jakich się one znajdują (np. w żwirowni, w studni, w wykopie itp.), usytuowanie miejsca zdarzenia i czy istnieje bezpośredni dojazd do niego oraz dalsze potrzeby w zakresie siły i środków. Trzeba też pamiętać o niezbędnych służbach (zespoły pogotowia ratunkowego, policja) – czy są już na miejscu.

    Kolejną kwestią jest zabezpieczenie miejsca zdarzenia, które możemy wykonać poprzez oznakowanie terenu działań taśmą bezpieczeństwa, pachołkami lub zaporami drogowymi (jeśli je posiadamy), a także dodatkowo przenośnymi lampami błyskowymi (zwłaszcza w nocy). Do czasu zakończenia akcji ratowniczej lampy błyskowe powinny być włączone także w autach pożarniczych. Gdy na miejsce przybędą lub będą tam przed nami funkcjonariusze policji, wówczas możemy się do nich zwrócić o pomoc i odsunięcie na odpowiednią odległość oraz niedopuszczanie do miejsca wypadku gapiów, którzy mogą nam przeszkadzać.

    Prace ratownicze przy odkopywaniu przysypanych osób powinny być przemyślane. Wskazane jest, by były one wykonywanie ręcznie, przy wykorzystaniu łopat, szufli oraz dłoni w pobliżu ciał. Pomocne mogą tu okazać się kilofy, łomy i narzędzia typu chuligan, zwłaszcza w przypadku gruntu twardszego i spójnego (gliny). Operując jednak nimi należy zachować dużą ostrożność, nie stosując ich zbyt blisko organizmów osób przysypanych. Ostrożność musimy zachować także wtedy, gdy szanse na wydobycie żywych ludzi są niewielkie, ponieważ dla ich rodzin będzie ważne, by ciała ofiar zostały wydobyte w całości.

    W przypadku gdy działania ratownicze są prowadzone w głębokim wykopie albo w żwirowni, z niepewną strukturą gruntu, konieczne jest stosownie prowizorycznych szalunków ścian z poziomymi rozporami, np. z desek, płyt stalowych, bądź innych mocnych elementów, by grunt nie obsuwał się zasypując na powrót poszkodowanych oraz zagrażając ratownikom.

    Jeżeli jest dostęp do poszkodowanych, to już w czasie odkopywania ich (w wykopie, studni, żwirowni) trzeba podjąć próbę wdrożenia określonych procedur pierwszej pomocy, czyli: udrożnienia dróg oddechowych, założenia kołnierza ortopedycznego, prowadzenia oddechu zastępczego za pomocą ambu, wspomaganego 100 proc. tlenem z zestawu R-1 PSP. A gdy zostanie odsłonięta klatka piersiowa ratowanej osoby, a pod nią będzie twarde, równe podłoże, wtedy należy rozpocząć pośredni masaż serca. Możliwość podjęcia wymienionych czynności ratunkowych będzie zatem zależeć od warunków, w jakich będą znajdowali się poszkodowani, położenia ich ciał i dostępu do nich, a także doznanych przez nich urazów. Niekiedy lepszym rozwiązaniem może okazać się najpierw wydostanie rannych z „zawału”, a później przystąpienie do resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

    Musimy sobie także zdawać sprawę, iż akcje ratownicze podczas tragicznych zdarzeń, kiedy nie udaje się uratować ich ofiar są bardzo traumatycznym przeżyciem również dla ratowników, w tym także strażaków z OSP. Kiedy powrócą oni do remizy i żywo dyskutują o zdarzeniu i akcji, dając przy tym kontrolowany upust własnym emocjom, uznaje się to za objaw właściwy. Negatywnym zachowaniem zaś jest unikanie na ten temat rozmów i zamykanie się w sobie oraz izolowanie się od innych. Wówczas może okazać się, iż u strażaka zachowującego się w ten sposób potrzebna jest interwencja psychologa. Negatywnymi sposobami odreagowania są również: spożywanie alkoholu, odurzanie się narkotykami, agresja w stosunku do osób najbliższych (rodziny) itp. Powinni o tym pamiętać komendanci i naczelnicy OSP, a także pozostali druhowie wyjeżdżający do wszelkiego rodzaju zdarzeń. Narażeni są tu zwłaszcza członkowie jednostek włączonych do KSRG ze względu na szerszy zakres zadań i większ¹ częstotliwość wyjazdów ratowniczych. Uważam, że obecnie nie jest żadnym wstydem chodzenie do psychologa, gdyż nie tylko schorzenia ciała winno się leczyć, ale również duszy. W myśl przysłowia „w zdrowym ciele zdrowy duch” i na odwrót.

Tekst i zdjęcia:
Krzysztof Łangowski

< Poprzedni   Następny >
Popularne
 
 

Created by Internetowy Instytut Informacji @ 2007