|
Okres wyraźnego zmniejszenia się liczby straży mamy już chyba poza sobą. Dawno minęły lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia, kiedy strażackie szeregi topniały poprzez likwidowanie zakładowych OSP w prywatnych przedsiębiorstwach, kiedy zamierała działalność w małych, terenowych stowarzyszeniach, którym brakowało bazy i sprzętu, aby sprostać rosnącym wymaganiom. Minął też czas, w którym słabsze jednostki wykruszały się nie mogąc sprostać normom prawnym (choćby przy rejestracji w sądzie rejestrowym). Dzisiaj zdarzają się, oczywiście, przypadki rozwiązywania się tu i ówdzie straży, ale zauważalny jest także proces powstawania nowych jednostek. Można więc powiedzieć, że naturalne ruchy kadrowe nie są już powodem do niepokoju lecz bodźcem do tego, by istniejący potencjał otaczać opieką, wzmacniać i coraz lepiej dostosowywać do społecznych potrzeb. Mówiąc prosto: nieprzemyślane, prowadzone na wyrost zwiększanie liczby straży nie jest nam dzisiaj potrzebne. Potrzebna jest ciągła praca nad jakością działania. Jakość bowiem będzie nas zabezpieczać przed utratą kolejnych OSP i jednocześnie może wpływać na naturalny rozwój również strażackich szeregów. Na szczęście jakość, mimo mocno jeszcze odczuwalnych niedostatków ekonomicznych, poprawia się w naszych stowarzyszeniach bardzo widocznie. Na pierwszym planie dostrzegamy znaczącą poprawę wyposażenia w sprzęt, umundurowanie i elementy ochrony osobistej strażaków. Coraz więcej straży ochotniczych dysponuje wysokiej klasy urządzeniami, specjalistyczną odzieżą ochronną, poprawia się też, mimo niemałych trudności, wyposażenie w niezłej jakości samochody. Straży w ogólnej masie praktycznie nie przybywa, ale trwają budowy i kapitalne remonty strażnic. Patrząc na ten stan rzeczy można odnieść wrażenie, że w OSP dzieje się dobrze. Czy ma to nas już w pełni zadowalać i satysfakcjonować? W pewnym zakresie widoczny postęp można traktować jako sytuację zadowalającą. Z drugiej zaś strony trzeba brać pod uwagę postęp we wszystkich dziedzinach życia i potrzebę dostosowania się do rosnących standardów cywilizacyjnych, gospodarczych, ekonomicznych, czy kulturowych. Gdyby ochotnicze straże pożarne funkcjonowały na poziomie, dajmy na to, sprzed trzydziestu lat, mówilibyśmy o całkowitym krachu społecznej ochrony przeciwpożarowej. Dzisiaj jednostki muszą być dostosowane do współczesnych technologii, budownictwa, a także w coraz szerszym zakresie do stawiania czoła przeróżnym zagrożeniom chemicznym, ekologicznym, technicznym i wywołanym przez siły przyrody. To, że w strażach przybywa coraz więcej skutecznego sprzętu, że strażacy są coraz lepiej przystosowani do walki z groźnymi zdarzeniami losowymi, nie oznacza, że mogą bez obaw realizować rosnące z każdym rokiem zadania stawiane przez społeczeństwo. To fakt, że strażacy ochotnicy (zwłaszcza z jednostek krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego) coraz bardziej swoim wyglądem i działaniem zbliżają się do kolegów z PSP, ale nie sposób wyobrazić sobie dzisiaj, aby ktoś tylko dlatego, że jest ochotnikiem, przystępował do działań z przestarzałym nieskutecznym sprzętem lub w ubraniu nie spełniającym żadnych kryteriów bezpieczeństwa. A tak, niestety, jeszcze czasem się dzieje. Mimo znaczącej z jednej strony poprawy, do stanu satysfakcjonującego jeszcze nam trochę brakuje. Jeszcze trzeba znaleźć dużo pieniędzy, aby w każdej gminie odpowiednio wyposażyć siły mogące skutecznie i samodzielnie stawić czoło powstającym zagrożeniom. O niedoborach, pilnych potrzebach mówimy w Związku podczas każdej kampanii walnych zebrań w OSP i podczas każdej kampanii sprawozdawczo-wyborczej. Głosy nasze docierają do przedstawicieli władz samorządowych i państwowych. Oczywiście, przynoszą, co dostrzegamy, wymierne efekty. Nasze potrzeby musimy jednak przedstawiać rzetelnie w dalszym ciągu. Jest to jedna z dróg, która prowadzi do wyrównywania dysproporcji i tworzenia ochrony przeciwpożarowej zabezpieczającej każdy zakątek kraju. druh Antoni |