|
Zarząd niejednej straży, zapytany o pracę z dziećmi lub młodzieżą, rozkłada ręce, aby zaakcentować istniejącą niemoc. Uzasadnieniem niemocy jest zwykle brak zainteresowania ze strony nastolatków, a nawet brak samych nastolatków. Rzadko natomiast w strażach bez MDP ktoś uderzy się lekko w pierś i powie: - Nie bardzo zabiegamy o to, aby w remizie chcieli gromadzić się młodzi adepci strażackiej sztuki. Nie zabiegamy, bo nie mamy odpowiedniego opiekuna lub dobrych pomysłów, które kierowałyby młodzież w stronę strażnicy. Jeśli w jakiejkolwiek porze roku pomysły i warunki na ich realizację mogą się pojawić, to właśnie teraz. Coraz bliżej lato. Pogoda i wolny czas pozwolą na bardzo wiele. Zdobywanie strażackich szlifów można bowiem łączyć z różnymi grami i zabawami na powietrzu, z biwakami, wycieczkami, atrakcjami przy ogniskach itp. Szczytem przyjemności i zamierzonych efektów mogą być obozy szkoleniowo-wypoczynkowe. Obozy, na szczęście, coraz mocniej wpisują się w programy działania ogniw Związku OSP RP. Organizowane są nie tylko przez biura zarządów oddziałów wojewódzkich, ale nierzadko przez ogniwa niższych szczebli. Okazuje się, że można znaleźć receptę na zdobycie pieniędzy i odważnie przystąpić do tworzenia obozowych struktur i siedzib. Dużym wsparciem – i to warto podkreślić – są pieniądze, jakie zdobywa na ten cel Zarząd Główny Związku. Strażacki obóz... te dwa słowa, i wszystko co się z nimi wiąże, tkwią w mojej pamięci od prawie czterdziestu lat. Był to mój pierwszy, dłuższy wyjazd poza dom. Prawdziwa musztra, apele i codzienna porcja strażackiej wiedzy. Bezpośredni kontakt i rozmowy z oficerami i wysokimi funkcją działaczami Związku. Ogniska, zabawy, zdobyte po raz pierwszy pozaszkolne świadectwo i odznaki. Jakże ważna odznaka „dowódcy sekcji”. Być może ten obóz był najważniejszym wydarzeniem wśród tych, które związały mnie na stałe z pożarnictwem. Taka bowiem może być siła w tym dwutygodniowym szkoleniu i wypoczynku. Powracający z tak urządzonych wakacji młodzi chłopcy i dziewczęta potrafią być „drożdżami” w młodzieżowym środowisku swoich wsi i miasteczek. Stają się wtedy dowódcami zastępów i drużyn, samodzielnie szkolącymi kolegów, a nawet organizującymi (bez pomocy dorosłych) społeczne struktury we własnych drużynach. Obozy bez wątpienia mają dużą siłę, ale udział młodzieży w nich jest dalece niewystarczający. Cóż, przy tak wielu zabiegach organizacyjnych nawet biura Związku mają kłopoty (niekiedy nie do przebrnięcia) z przygotowaniem turnusu. Jeśli udaje się już kłopoty pokonać, to zapewnienie miejsc wszystkim chętnym „młodzieżowcom” może okazać się problematyczne. Tak, obozów długo jeszcze nie wystarczy, ale wzrost ich liczby daje nadzieję, że w przyszłości będą zaspokajane przynajmniej podstawowe potrzeby. Póki co warto wiedzieć, że akcja letnia to nie tylko obozy. Jeśli nawet zarządowi OSP uda się umieścić na liście uczestników obozu organizowanego, na przykład, przez biuro oddziału wojewódzkiego lub biuro terenowe ZOSP RP dwóch – trzech członków MDP, to nie znaczy, że temat jest zamknięty. Pozostałej części drużyny, a może nawet kandydatom do drużyny też warto coś zorganizować. Może gminne rozgrywki w piłkę nożną, może wspólne ognisko z drużyną z innej miejscowości lub dwudniowy biwak nad jakąś rzeką czy jeziorem? Wysiłek na pewno się zwróci. Nawet jeśli tylko nieliczni uczestnicy akcji letniej zwiążą się na stałe z pożarnictwem. Pomyślmy. Wakacje za progiem. druh Antoni Pełna wersja artykułu dostępna w formie papierowej. Aby zaprenumerować naszą gazetę kliknij... |