|
(czerwiec) W najbliższą niedzielę wyjeżdżamy na zawody sportowo-pożarnicze. Ćwiczymy więc codziennie, bo motyw mamy wyjątkowy. Za czołowe miejsca w gminie wójt obiecał w nagrodę węże. Posiadane węże do tego stopnia nam się zużyły, że nawet podczas ćwiczeń przed zawodami nie możemy próbować „na mokro”. Fontanna z dziurawych odcinków zalewała nas tak, że ktoś z boku mógł pomyśleć, że toniemy w strugach potu. *
Wprawdzie stare przysłowie głosi: „Więcej potu na ćwiczeniach – mniej krwi w boju”, ale my wiemy, że na potencjalny sukces trzeba patrzeć wzrokiem ostrym, a nie zalanym słonawą wydzieliną z czoła. Czoła są nam potrzebne suche, aby je godnie podnosić podczas odbierania trofeów i burzy oklasków. *
A propos burzy. Ostatnia trochę nam pokrzyżowała plany. Jakiś zbłąkany piorun walnął w stóg za stodołą Franciszka Wrony (że też Wrona musiał ten stóg akurat w tym miejscu postawić). Interwencja była udana, ale w błocie, które powstało od fontanny z dziurawych węży, dosłownie cały sprzęt się upaprał. Wiadomo, ćwiczenia w tym dniu były z głowy, a i następnego dnia nie było ochoty do biegania, bo brudne i mokre odcinki nie zdążyły przez noc wyschnąć. *
Zawody w najbliższą niedzielę. Będziemy startować z pożyczonym sprzętem. Sytuacja ta jest dla nas w pewnym sensie komfortowa. Nie musimy obawiać się przypadkowego wycia syreny. Oby tylko syrena nie zawyła u sąsiadów, na których uprzejmość liczymy. kronikarz Iganiak |