|
Kronika OSP w Małym Dołku |
|
|
|
|
(maj) Niewiele brakowało, by przygotowywana w naszej remizie impreza z okazji Dnia Strażaka całkiem się rozwiała. Przed tygodniem bowiem byliśmy dosłownie na łasce wiatru. I to nawet nie wiatru historii. Z nieznanej przyczyny zapaliły się przy drodze ubiegłoroczne zeschłe badyle. A wiatr gonił buchający z nich ogień prosto na remizę. *** Niebezpieczeństwo udało się zażegnać dzięki sprytnie przeprowadzonej akcji, którą kierował naczelnik Major. Na szczęście na środku Małego Dołka wody mamy dużo. Wystarczyło jej więc do ugaszenia groźnego żywiołu. Jedyną przeszkodą mógł okazać się niedobór wiader wykorzystywanych w łańcuchu wodnym – nadmieniamy, że po węże do remizy strach było wchodzić – ale zdołaliśmy kilka wiader odczepić od łańcuchów przy studniach. *** Faktem jest, że pożar pokazał z jednej strony swoje groźne oblicze, ale z drugiej – rzec można – okazał się dla nas łaskawy. Zgasł w porę, przyniósł nam satysfakcję z dobrze przeprowadzonych działań i podstawę do wyróżnienia wszystkich ratowników podczas nadchodzącego święta. *** Któryś z widzów obserwujących gaśniczą interwencję podkreślał, że mniej roboty mielibyśmy przy koszeniu zwiędłych roślin jesienią. Na pewno miał rację... ale trud i poświęcenie to nasz obowiązek. A poza tym, czy za błahe ciąganie kosy – zajęcie rolnicze, a nie strażackie – wypadałoby kogokolwiek nagrodzić dyplomem? kronikarz Iganiak |