|
Jest wczesne popołudnie. Tir załadowany niemal trzytonowymi belami papieru zatrzymuje się przed niestrzeżonym przejazdem kolejowym w miejscowości Poledno (pow. świecki, woj. kujawsko-pomorskie), gdyż zamontowana tam sygnalizacja (dźwiękowa i świetlna) ostrzega o nadjeżdżającym właśnie pociągu. Okazuje się, iż jest to skład towarowy. Po jego przejechaniu kierowca tira – myśląc, iż droga jest wolna – włącza bieg i wjeżdża na przejazd. W tym momencie zauważa, że na sąsiednich torach, z przeciwnej strony, ze znaczną prędkością – jak się później okazuje niemal 120 km na godzinę – zbliża się pociąg pasażerski. Jest już za późno, by się wycofać, więc prowadzący ciągnik siodłowy z naczepą, chcąc się ratować, odruchowo dodaje gazu – kabina ciągnika przetacza się za tory, a naczepa z towarem przesuwa się, przegradzając je. Wówczas uderza w nią lokomotywa z sześcioma wagonami pasażerskimi. Słychać potworny trzask i łoskot wyginającej się stali. Lokomotywa wylatuje z ogromną siłą w powietrze i odrywa się od zestawu, obracając się w poprzek torowiska, uderza przednią częścią w skarpę, tylną zaś wpada na ostatnie przedziały pierwszego wagonu, który wyjeżdża poza tory z drugiej ich strony. Przodem uderza w nią drugi wagon składu. Kabina ciągnika siodłowego oderwana od podwozia spada kilka metrów obok przejazdu (nie jest zgnieciona). Trakcja elektryczna i torowisko na odcinku około 200 m zostają również zniszczone. Pociąg wykoleja się – część wagonów przewraca się. Na całej jego długości leżą porozrzucane bele papieru i jego strzępy. Informacja o zdarzeniu wpływa do Powiatowego Stanowiska Kierowania (PSK) Komendy Powiatowej PSP w Świeciu nad Wisłą o godzinie 12.57. Wówczas rozpoczyna się dysponowanie i powiadamianie jednostek ochrony przeciwpożarowej i podmiotów lokalnego systemu ratowniczego. Tymczasem na miejscu katastrofy pierwsi otrząsają się z doznanych wrażeń i zachowują przytomność umysłu, przystępując do pomocy w opuszczaniu pociągu pozostałym pasażerom, żołnierze zasadniczej służby wojskowej z jednostek z Żagania i Warszawy, podróżujący tym samym pociągiem. Część pasażerów wydostaje się z rozbitego i wykolejonego składu o własnych siłach. Wszyscy są w głębokim stresie – szoku. Niektórzy zdążyli już wyjść na skarpę, inni zaś są jeszcze na torach w pobliżu wagonów, co stanowi razem prawie 180 osób. Taką sytuację – o godzinie 13.11 – zastają strażacy z zastępu GLBA z JRG Świecie, którzy dojeżdżają na miejsce zdarzenia jako pierwsi. W drodze są także zaalarmowane jako zastępy pierwszego uderzenia: dwa GCBA (JRG Świecie i OSP Wałdowo), GBA (OSP Gruczno) i dwa SLRt (OSP Przysiersk i Bukowiec). Wyjechał także samochód operacyjny (SOp) z dowódcą JRG. Zostały powiadomione pogotowie ratunkowe, policja i służby kolejowe. W początkowej fazie działań nie jest znana dokładna liczba poszkodowanych. Przybyłego do zdarzenia wraz z pierwszymi zastępami dowódcę zmiany kpt. Marka Karwasza, żołnierze informują o dwóch uwięzionych osobach: kobiecie w wagonie pierwszej klasy i maszyniście w elektrowozie. W wyniku wstępnej oceny sytuacji dokonanej przez niego, strażacy podejmują działania polegające na: dotarciu do osoby uwięzionej w pierwszym wagonie za pomocą sprzętu ratowniczego w postaci pił tarczowych do cięcia stali i betonu oraz pił łańcuchowych do drewna, organizacji polowego punktu medycznego, w celu udzielania pomocy przedlekarskiej poszkodowanym i prowadzenia ich segregacji – do którego od tej chwili są oni kierowani, dokładnym przeszukaniu całego składu pasażerskiego i zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Na miejsce rozpoczynającej się akcji ratowniczej dojeżdżają: pierwsza karetka pogotowia ratunkowego oraz patrole policji. Po kilku minutach strażacy wydostają osobę zakleszczoną, gdzie natrafiają też na kolejną ofiarę – kobietę, u której lekarz stwierdza zgon. Okazuje się, iż drugą osobą, która nie żyje, jest uwięziony w elektrowozie maszynista, który jest tak zakleszczony, że nie ma możliwości wydostania go bez podniesienia lokomotywy za pomocą dźwigu. W tym czasie dojeżdżają na miejsce zdarzenia zastępy pierwszego uderzenia i ekipy policyjne, a także są dysponowane kolejne: SLKw (JRG PSP Świecie), GBM (OSP Świekatowo), SLRt (OSP „Ratownik” – działający przy KP PSP Świecie), GBA (OSP Przechowo). Po chwili z miejsca akcji odjeżdża pierwsza karetka pogotowia ratunkowego z trzema poszkodowanymi. Do punktu medycznego zgłaszają się kolejni poszkodowani, występuje niedobór zespołów medycznych. Jest godzina 13.21, kiedy na miejsce organizowanej akcji ratowniczej przybywa dowódca JRG, st. asp. Piotr Kłopotek, który po ocenie sytuacji podejmuje decyzje i czynności o: kontynuowaniu przeszukiwania wagonów, lokomotywy i najbliższej okolicy, przydzielając w tym celu grupom strażaków określone sektory do spenetrowania, wyznaczeniu ratowników do wykonania dojścia do martwej kobiety, by następnie ją ewakuować z wagonu, przydzieleniu jednemu ze strażaków zadania monitorowania pracy punktu medycznego (PM), położonego na pobliskiej posesji i transportu ofiar do szpitali. Podróżni o lokalizacji PM są informowani między innymi za pomocą głośników zewnętrznych radiowozu policyjnego. Kierowanym tam osobom, które doznały jakichkolwiek urazów, udzielają pomocy, początkowo sami, a później pod nadzorem lekarza koordynatora ratownicy medyczni i strażacy. Okazało się, że poszkodowanych jest w sumie 16 osób, wśród których nie ma osób z ciężkimi lub zagrażającymi życiu obrażeniami – tak przynajmniej wydaje się na miejscu zdarzenia. W kolejnych minutach akcji na miejsce zdarzenia przybywa pięć karetek pogotowia ratunkowego: trzynaście osób poszkodowanych trafia do szpitala w Świeciu, dwie zostają przewiezione do Chełmna, a jedna do Bydgoszczy. Gdy na miejscu zdarzenia pojawia się komendant powiatowy PSP w Świeciu mł. bryg. Janisław Buller, jest godzina 13.37. Po zapoznaniu się z sytuacją przejmuje on kierowanie akcją ratowniczą. W tym czasie przybywają kolejno wezwane przedtem zastępy pożarnicze i ekipy innych służb, między innymi zespół LPR (Lotniczego Pogotowia Ratunkowe), który wspiera działania w polowym punkcie medycznym. Dysponowane są dalsze siły: SLOp z KP PSP w Świeciu, GCBA (OSP Pruszcz), GBA i SLKw (obydwa z ZSR „Impel”). Do zdarzenia udały się też grupy operacyjne z KW PSP w Toruniu i KG PSP w Warszawie. Z tą pierwszą na miejsce zdarzenia, o godzinie 14:30, przybywa zastępca komendanta wojewódzkiego PSP mł. bryg. Krzysztof Michałowski, który przejmuje kierowanie działaniami. Ochronę i izolację miejsca zdarzenia przed osobami postronnymi zapewnia już w tym czasie 56 funkcjonariuszy policji i służby ochrony kolei (SOK). Rozpoczyna się drugi etap akcji ratowniczej. KDR przewidując, iż usuwanie skutków tragicznego wypadku potrwa jeszcze wiele godzin, ze względu na krótki listopadowy dzień, podejmuje decyzję o przygotowaniu oświetlenia terenu poprzez utworzenie 7 punktów świetlnych. W celu uzupełnienia posiadanego już na miejscu wyposażenia niezbędnego do wykonania tego zadania zostają zaalarmowane trzy zastępy OSP mające agregaty prądotwórcze i tzw. najaśnice. Na terenie działań utworzono także stanowiska dowodzenia ze sztabem w składzie niepełnym oraz zaplecza logistycznego. Aby to zrealizować, zadysponowano dwa zastępy SCKn i przyczepę z trzema kontenerami (sztabowym, sanitarnym oraz dekontaminacyjnym) z JRG PSP nr 1 w Toruniu. Tymczasem rozpoczęto usuwanie z torów porozrzucanych elementów, w tym kilkutonowe bele papieru, aby mógł dojechać wezwany przez służby kolejowe pociąg przeznaczony do naprawy trakcji; załadowano też kabinę rozbitego ciągnika siodłowego na pojazd pomocy drogowej, do czego wykorzystano walory techniczne samochodu SCRt (dwie wyciągarki i żurawia) oraz samojezdny wózek widłowy, który prowadził załadunek owych bel na naczepę podstawionego pojazdu ciężarowego. Kiedy torowisko zostaje oczyszczone, podjeżdża do miejsca katastrofy pociąg „remontowy”, by zdemontować uszkodzone elementy trakcyjne i przygotować pole operacyjne dla pociągów ratunkowych z dźwigami. Ponadto około godziny 22:00 jedna z firm papierniczych podstawia na miejsce akcji dwa samochody do przewozu drewna, posiadające żurawie, które wykorzystano do umieszczenia fragmentów rozbitej naczepy na podstawioną naczepę-platformę. Przedtem jednak jej wrak przedzielono na dwie części za pomocą urządzenia palnikowego do cięcia metali. Około godziny 23:00 przybywa pociąg ratowniczy z Tczewa, jeden z dwu wezwanych przez PKP, o udźwigu żurawia równym 110 ton. Przygotowania do pracy tak wielkiego żurawia – polegające między innymi na wyrównaniu i stabilizacji podłoża – trwają kilka godzin. Przydatna okazuje się tu spycharko-ładowarka. Gdy wszystko jest już gotowe, dźwig ratowniczy podnosi pierwsze wagony i ustawia na sąsiednich, nieuszkodzonych torach. Po czym, około godziny 2:00 do zdarzenia dojeżdża także skład ratowniczy z Poznania, posiadający dźwig o udźwigu wynoszącym 250 ton. Dzięki działaniom prowadzonym przez obydwa „składy ratownicze”, rano, w drugim dniu akcji, parę minut po godzinie 7:00 udaje się odciągnąć od lokomotywy wagon uniemożliwiający dotarcie do znajdujących się w niej zwłok maszynisty, które po wydobyciu zostają przekazane policji. Po czym dźwig z Poznania podnosi elektrowóz i załadowuje go na wagon-platformę; na koniec zostaje ustawiony ostatni z wykolejonych wagonów na sąsiednich torach i dokładnie przeszukany w celu wydobycia cennych rzeczy poszkodowanych – zwłaszcza w części zdeformowanej, do której nie było przedtem dostępu, gdzie konieczne okazało się użycie narzędzi hydraulicznych. Usuwanie wykolejonych wagonów pociągu osobowego zakończyło się około godziny 11:00, a akcja ratownicza około godziny 13:00 tego samego dnia. Jednak, aby przywrócić ruch na tym odcinku, konieczna jest naprawa zniszczonego torowiska i trakcji elektrycznej w miejscu katastrofy, czym zajmują się dalej służby kolejowe. Dopuszczenie do ruchu pociągów na jednym z torów nastąpiło dopiero po ponad dwóch dobach od chwili zaistnienia zdarzenia. Wypada tu jeszcze nadmienić, iż w wyniku zderzenia pociągu z Tir-em zniszczeniu uległy: tory kolejowe na długości około 180 m, linia elektryczna, w większym lub mniejszym stopniu pięć wagonów i lokomotywa, ciągnik siodłowy skania i naczepa oraz przewożony na niej ładunek papieru. Śmierć na miejscu poniosły dwie osoby, a szesnaście zostało rannych. Zdarzeniem i prowadzoną akcją zainteresowali się także przybyli na jej miejsce przedstawiciele administracji rządowej (wojewoda kujawsko-pomorski) i samorządowej (starosta powiatu świeckiego, wójt gminy Bukowiec). Do organizacji akcji włączyły się również lokalne organa zarządzania kryzysowego. Ogólny wykaz sił i środków, podmiotów i służb ratowniczych biorących udział w usuwaniu skutków zdarzenia: - Zastępy straży pożarnej: 6 samochodów operacyjnych i przewozu ratowników,
5 ratownictwa technicznego (4 lekkie, 1 ciężki), 9 gaśniczych (1 lekki, 4 średnie i 4 ciężkie), kontenerowe (2 ciężkie) oraz 1 przyczepa z trzema kontenerami. Razem: 21 zastępów pożarniczych – 72 strażaków - Zakładowa Służba Ratownicza „Impel”: 1 samochód gaśniczy (średni), 1 kwatermistrzowski (lekki).
- Zespoły ratownictwa medycznego: 5 ambulansów i 1 śmigłowiec.
- Policja: 5 pojazdów.
- Straż miejska: 1 pojazd.
- Inne służby: 5 pojazdów, w tym 2 pociągi ratownicze. Razem: 16 pojazdów pozostałych służb – 104 osoby
Kilka refleksji Na podkreślenie zasługuje wspaniała postawa żołnierzy, którzy podróżowali jednym z wagonów owego feralnego pociągu i którzy jako pierwsi zachowując przytomność, pozbierali się i przystąpili do uwalniania innych pasażerów z przewróconych i wykolejonych wagonów. Taka postawa zasługuje na uznanie i powinna być przytaczana jako wzór do naśladowania w wychowaniu młodych ludzi. Mimo dobrej współpracy przybyłych na miejsce katastrofy służb i podmiotów biorących udział w działaniu ratowniczym, wynikły podczas akcji pewne mankamenty. Na samym jej początku istniał duży niedobór zespołów medycznych, co jest raczej normalne przy zdarzeniach z większą liczbą poszkodowanych w małych powiatach. Czasem jednak jest to spowodowane lękiem dyspozytorów pogotowia ratunkowego, zwłaszcza gdy sytuacja jeszcze nie jest dokładnie znana, przed popełnieniem błędu w postaci zadysponowania zbyt dużych sił w stosunku do potrzeb, gdyż wówczas ich przełożeni mogliby mieć o to pretensje. Obserwuje się obecnie również taką tendencję wśród policjantów, którzy będąc pierwszymi na miejscu wypadku – co nie jest obecnie rzadkością – na podstawie zewnętrznej oceny poszkodowanych, wycofują zadysponowaną już do akcji karetkę, a nierzadko też jednostkę straży pożarnej. Oczywiście dygresja ta nie dotyczy opisanej tu tragedii. Wracając jednak do opisanej tu katastrofy kolejowej, warto zauważyć, iż lekarz przybyły z pierwszym zespołem medycznym zgodnie z obowiązującymi procedurami ratowniczymi powinien podjąć się roli koordynatora medycznego. Okazuje się, że procedury podążają swoją drogą, a życie swoją. Po umiejscowieniu poszkodowanych w karetce, lekarz, który w niej przyjechał, zamiast pozostać na miejscu zdarzenia, wsiadł do karetki i udał się do szpitala. Początkowo więc KDR przydzielił to zadanie wyszkolonym w dziedzinie ratownictwa medycznego strażakom. Kiedy jednak dotarły kolejne zespoły pogotowia ratunkowego, sytuacja na szczęście uległa zmianie. Trzeba ponadto zwróciæ uwagę na fakt, iż PSP nie dysponuje specjalistycznym ciężkim sprzętem ratowniczym, który pozwoliłby na stosunkowo sprawne dotarcie do osoby rannej i uwięzionej w wielotonowym pojeździe, jakim jest np. lokomotywa. Do ciała zakleszczonego maszynisty udało się dojść na tyle, by lekarz mógł stwierdzić czy żyje, czy też nie. Gdyby okazało się, że żyje zrobilibyśmy oczywiście wszystko co w naszej mocy, by go uwolnić – na przyk³ad wycinając część konstrukcji pojazdów. Jednak ze względu na zniszczenia i wywrócenie ciężkich „pojazdów torowych” jest konieczne w takiej sytuacji ściągnięcie specjalistycznych dźwigów, które znajdują się w składzie pociągów ratowniczych PKP. Przy czym trzeba mieć na uwadze, iż dojadą one najszybciej dopiero po kilku godzinach na miejsce wypadku kolejowego. Usuwanie skutków takich zdarzeń trwa zazwyczaj od kilkunastu godzin do kilku dni. Akcje ratownicze są przeważnie długotrwałe, z czego może wynikać przemęczenie nadmiernie obciążonych ratowników, dlatego należy im zorganizować w miarę możliwości podmiany oraz miejsca wypoczynku. Ratownicy, poszkodowani i ofiary doznają często w takich sytuacjach głębokiego urazu psychicznego (nabywają tzw. traumę), stąd potrzeba pomocy specjalnie przygotowanych zespołów psychologów. kpt. Krzysztof Łangowski, st. asp. Piotr Kłopotek (d-ca JRG ze Świecia n/Wisła). Fot. kpt. Marian Belcarski |