Redakcja
Kontakt
Strażak
Prenumerata
Ceny reklam i ogłoszeń
Wrzesień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Sierpień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Lipiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Czerwiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Maj 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Archiwum
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008
Listopad 2008
Październik 2008
Wrzesień 2008
Sierpień 2008
Lipiec 2008
Czerwiec 2008
Maj 2008
Kwiecień 2008
Marzec 2008
Luty 2008
Styczeń 2008
Grudzień 2007
Listopad 2007
Październik 2007
Wrzesień 2007
Sierpień 2007
Lipiec 2007
Czerwiec 2007
Maj 2007
Kwiecień 2007
Marzec 2007
Luty 2007
Styczeń 2007
Wcześniejsze numery

Minuty na wagę życia PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 9
KiepskiBardzo dobry 

Dwuletni Bartek jest pogodnym dzieckiem i na pozór nie różni się od innych dzieci w tym wieku. Na szczęście nie pamięta tego co przeszedł. W sercach strażaków z Czerska w woj. pomorskim zajmuje szczególne miejsce. On zresztą też ich lubi, lgnie do nich, ale to pewnie dlatego, że od kilku miesięcy często go odwiedzają.

W tym roku 25 stycznia był dość chłodnym dniem. Bartek bawił się na podwórku swojego domu. W którymś momencie wyszedł przez niedomkniętą furtkę i poszedł za psem. Wpadł do rowu z wodą. Tam go znaleziono. Chłopiec był nieprzytomny.

– Dzwoniliśmy wszędzie po pomoc, na pogotowie, policję, straż pożarną – opowiada mama Bartka – Magdalena Wesołowska. – Gdy zadzwoniliśmy do straży, oni już byli w drodze do nas. Nie spodziewałam się, że strażacy odegrają taką rolę, liczyłam przede wszystkim na pogotowie. Do tej pory ciarki po mnie chodzą, gdy ktoś pyta mnie o to co się zdarzyło. Słyszałam, że takie rzeczy przytrafiają się innym, ale nie przypuszczałam, że spotka to nas.

Dyżurny pogotowia ratunkowego powiadomił o zdarzeniu ochotniczą straż pożarną. Wyjechały dwa samochody z 10 strażakami-ratownikami, ponieważ myślano, że trzeba będzie szukać dziecka. Okazało się, ¿e chłopca przyniesiono już na podwórko, matka próbowała go reanimować. – Przejęliśmy go od matki, ale Bartek nie wykazywał funkcji życiowych – nie oddychał, tętno było niewyczuwalne. Natychmiast przystąpiliśmy do resuscytacji. Wykonywało ją czterech strażaków, na zmianę. Robiliśmy wszystko tak, jak nas uczono na kursie ratowników medycznych. Zmagaliśmy się ze śmiercią 17 minut. Te minuty były jak wieczność. Gdy zaczęło powracać tętno, a potem Bartek odzyskał oddech, nam strażakom łzy same cisnęły się do oczu – opowiada jeden z ratowników Andrzej Kuchenbecker.

Image
Bartek Wesołowski z mamą i Andrzejem Kuchenbeckerem  jednym ze strażaków, który ratował mu życie.

Przyjechało pogotowie ratunkowe. Chłopca przekazano służbom medycznym. Odwieziono go do szpitala w Chojnicach. Rodzicom, którzy dwie godziny później byli w szpitalu, lekarze powiedzieli, że dziecko nie odzyska przytomności tego dnia, ani następnego. Bartek obudził się po kilkunastu godzinach. Radość matki, gdy zadzwoniła do szpitala, by dowiedzieć się o stan syna i usłyszała, że obudził się i ogląda książeczki – nie miała granic. Była z nim w szpitalu dwa tygodnie. Po tym czasie lekarze stwierdzili, że dziecko może wrócić do domu. Lekarz przeprowadzający 20 marca badania kontrolne stwierdził, że wszystko jest w porządku i dalsza obserwacja nie jest konieczna.

– Mówią, że cudów nie ma. Ja uważam, że uratowanie Bartka, to był cud. Gdy zaczęliśmy go resuscytować, on nie dawał oznak życia, nie żył i powrócił do nas z innego świata – powiedział strażak ratujący chłopca.

Jedenastu członków OSP Czersk ma przeszkolenie medyczne. Część jest po kursie recertyfikującym. Ci, którzy ratowali Bartka mówią, że robili to, czego uczono ich na kursie. Wykorzystali tę wiedzę i dokonali wielkiej rzeczy. Dobrze, że jest w programie pomoc dzieciom, bo z nimi trzeba postępować inaczej niż z dorosłymi, a ratowanie dzieci przez strażaków nie jest rzadkością. Ważne jest przystępowanie do recertyfikacji, ponieważ zmieniają się procedury, a poza tym pod okiem znakomitych fachowców można doskonalić umiejętności. Szczególne znaczenie mają ćwiczenia na fantomach.

Dwa lata temu druhowie z Czerska uratowali 6-letnie dziecko, które znajdowało się w pomieszczeniu bardzo zadymionym na skutek pożaru. Pamiętają akcję z 2001 roku, gdy na dwóch chłopców bawiących się w miejscu wydobywania piachu obsunęła się ziemia i przysypała ich. Strażacy wraz z mieszkańcami odkopywali dzieci, a po wydobyciu, prowadzili reanimację, niestety, bezskuteczną.

– Akcje, gdy ratowane są dzieci pozostają w pamięci do końca życia – mówi prezes OSP Czersk Stanisław Leszczyński. – Nigdy nie zapomnę, jak ratowałem poparzone dziecko, a jego skóra zostawała mi na rękach. Na szczęście ono żyje.

Image
Strażacy z Czerska gaszą pożar stolarni przy ul. Łukowskiej.

Gminę Czersk i okolicę obsługuje jedna karetka pogotowia. Nic dziwnego, że nie zawsze może szybko dojechać do osób potrzebujących pomocy. Dlatego ratownicy medyczni OSP, poza udzielaniem pomocy ofiarom wypadków i pożarów, niosą pomoc mieszkańcom. Wzywani są, gdy ktoś zasłabnie, źle się poczuje, upadnie na ulicy, gdy trzeba opatrzyć rany, zatrzymać krwotok. Takie przypadki zdarzają się kilkanaście razy w roku.

Jednostka ta wyjeżdża do akcji około 300 razy w roku. Gmina leży w sercu Borów Tucholskich, więc częste są pożary lasów, torfowisk, łąk. Przebiega przez nią droga nr 22, tzw. Berlinka, na której, jak zwykle na drogach o dużym natężeniu ruchu, dochodzi do wielu wypadków.

Oto jeden z nich. Samochód BMW jadąc z dużą szybkością wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Znajdowały się w nim dwie osoby. Strażacy ochotnicy wydobyli je z pojazdu. Konieczne było do tego użycie zestawu narzędzi hydraulicznych. Kierowcę przekazali służbom medycznym, które dojechały na miejsce zdarzenia, ale drugim poszkodowanym do czasu przyjazdu karetki pogotowia z Chojnic zajmowali się strażacy. Podali mu tlen, założyli opatrunki na krwawiące rany, ułożyli na desce ratowniczej, okryli folią. To jeden z wielu przypadków, gdy strażacy-ratownicy OSP i służby medyczne uzupełniają się.

Strażacy z OSP Czersk mają zestaw do ratownictwa medycznego PSP R1. Nieraz używali defibrylatora, bo był potrzebny do ratowania ludzi. – Jeden zestaw na OSP to za mało – uważa komendant miejsko-gminny, naczelnik OSP Andrzej Kuchenbecker. – Powinien być w każdym samochodzie wyjeżdżającym do akcji. Potrzebny jest nie tylko w ratownictwie drogowym. Jeśli jedzie się do pożaru, też często trzeba udzielać ludziom pomocy medycznej.

 Strażacy muszą być dobrze, wszechstronnie wyszkoleni i mieć sprzęt umożliwiający prowadzenie różnorodnych działań ratowniczo-gaśniczych. Bez tego ich wysiłki nie przyniosą należytych efektów. Pieniądze wydane na sprzęt i szkolenie nie idą na marne. Życie pokazuje, że są tego warci i potrafią to dobrze wykorzystać.

Anna Świtalska
Fot. autor i archiwum OSP

 


 

 

Następny >
Popularne
 
 

Created by Internetowy Instytut Informacji @ 2007