|
Kiedy w 1983 r. doszło do pożaru w jednym z mieszkań w Sosnówce koło Karpacza i troje dzieci poniosło śmierć, w miasteczku zawrzało. Nie tylko z powodu samej tragedii, ale też towarzyszących jej okoliczności. Zwłaszcza zaś tego, że miejscowi strażacy z OSP nie przystąpili odpowiednio szybko do akcji, bo nie mogli dojechać na miejsce zdarzenia. A nie dojechali, ponieważ ich wiekowy samochód zwyczajnie... nie odpalił. Ta tragedia była kroplą, która przelała czarę goryczy. Od dawna przecież dyskutowano o licznych potrzebach strażaków. Niestety zawsze kończyło się na jałowych dyskusjach i narzekaniach na brak środków. Czyli na niczym. Ale po tej tragedii stało się dla wszystkich jasne, że jeżeli nic się nie zmieni, to czarny scenariusz może się powtórzyć. Dlatego, jak dziś wspomina komendant gminny ZOSP RP Czesław Ostrowski, właściwie od tamtego zdarzenia sprawy strażaków wreszcie ruszyły. Choć wcale nie „jak po maśle”.  Na stanowisku kierowania OSP Sosnówka. Otóż postanowiono, że w Sosnówce powstanie ośrodek szkoleniowy SP, a w nim część pomieszczeń zostanie przeznaczona na nową remizę OSP. Wszystko przebiegało pomyślnie. Gmina dała działkę, powołano też uroczyście społeczny komitet budowy. Był bardzo liczny (około 60 osób), co niestety, nie szło w parze z mobilnością do praktycznego działania. Kiedy okazało się, że do przecinania wstęgi jest wielu chętnych, a pracować na budowie nie ma komu, zarząd OSP podjął dramatyczną decyzję. – Obaliliśmy ten komitet i wzięliśmy się za konkretną robotę – wspomina druh Ostrowski. Po latach pracy i licznych zabiegach organizacyjnych na rzecz wzmocnienia OSP, można stwierdzić, że spełnia ona wymogi nowoczesnej jednostki. Pełna wersja artykułu dostępna w formie papierowej. Aby zaprenumerować naszą gazetę kliknij... |