|
To już reguła. W przypadku zapowiedzi gwałtownego pogorszenia pogody, groźby wystąpienia dużych opadów i silnych wiatrów, mieszkańcy obszarów podgórskich Dolnego Śląska szykują się na najgorsze. Bo właśnie tu w kotlinach jeleniogórskiej, kłodzkiej, pogodowe anomalia dają się wszystkim najbardziej we znaki. Tym razem to już nie jest zwykła wichura. Nad Polskę znad Atlantyku nadciąga huragan Emma. W miarę jak rośnie w siłę, coraz więcej obaw zawiera się w pytaniach: – Co przyniesie? Jakie będą skutki wizyty Emmy? W pierwszym dniu marca do wszystkich służb, a także mieszkańców województwa dolnośląskiego, dociera ostrzeżenie Biura Prognoz Meteorologicznych we Wrocławiu. W ciągu najbliższej doby wiatr może wiać nawet z prędkością do 120 km na godz., a w górach, na Śnieżce prędkość huraganu może sięgać dwustu kilometrów. Wojewoda dolnośląski w wydanym komunikacie ostrzega Dolnoślązaków, że „wiatr może uszkadzać dachy i kominy, zrywać linie energetyczne i wyrywać drzewa z korzeniami”. Ostrzeżenia o nadciągającym niebezpieczeństwie, a także zalecenia, aby bez potrzeby nie wychodzić z domów, nie parkować samochodów pod drzewami, jak po sznurku powędrowały w dół. Dotarły do miast, miasteczek i dolnośląskich wsi, a przede wszystkim do służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i skuteczne prowadzenie akcji ratowniczych. W Kłodzku, mieście którego nie omija żaden huragan przewalający się po Dolnym Śląsku, wójt gminy miejskiej Ryszard Niebieszczański ogłosił pogotowie przeciwpowodziowe. W stan pogotowia postawiono przede wszystkim strażaków. Zarówno zawodowych jak i ochotników. Siła to znaczna, bowiem samych OSP jest w powiecie kłodzkim 62, z czego 18 w KSRG. W Komendzie Powiatowej PSP wzmocniono skład osobowy na stanowisku kierowania do trzech funkcjonariuszy. W ten weekend przy monitorach i telefonach dyżur objęli: kpt. Tomasz Wojtowicz, asp. Grzegorz Michałowski i sekc. Waldemar Olejnik. Jak później powie st. kpt. Janusz Marnik, od chwili osiągnięcia stanu gotowości, rozpoczęło się oczekiwanie. Jedni czekali w domach pod telefonem na sygnał do akcji. Inni, jak całe kierownictwo KP PSP, komendanci miejsko-gminni OSP, czy naczelnicy ochotniczych straży pożarnych, patrolowali newralgiczne miejsca. Z kolei strażacka służba dyżurna na stanowisku kierowania KP PSP uczestniczyła w monitorowaniu sytuacji dzięki zainstalowanemu tu Lokalnemu Systemowi Osłony Powodziowej (LSOP), który powstał po tragicznych doświadczeniach powodzi z 1997r. Atak i obrona Emma pojawiła się nagle. Wiatr osiągnął błyskawicznie szybkość w granicach 100 km/godz. Z ciemnego nieba chlusnęło ulewą, a potem po dachach i ulicach rozsypał się grad. Kiedy wygięte w pałąk drzewa trzeszczały niebezpiecznie, a potem z trzaskiem waliły się, zawyły pierwsze syreny strażackie. Gwałtowna ulewa spowodowała, że urządzenia pomiarowe zamocowane w newralgicznych miejscach kłodzkich rzek najpierw drgnęły, a następnie zaczęły pokazywać szybki przybór wód. To też reguła. Niepozorne rzeczki wijące się zwykle malowniczo pośród gór, szemrzące na skraju wsi, niemal w mgnieniu oka zmieniają się w groźny, niszczący żywioł. Na szczęście tym razem każde uderzenie huraganu było natychmiast rejestrowane, a to pozwalało na podjęcie precyzyjnych działań. W ciągu najbliższych godzin strażacy wyjeżdżali do ponad 70 interwencji. Rozmaitych. Przede wszystkim po to, aby usuwać powalone drzewa, czy zerwane dachy. Jedno z drzew runęło na samochód osobowy. Na szczęście w środku nikogo nie było. Natomiast znacznie więcej roboty mieli ochotnicy m.in. z Ołdrzychowic, Krosnowic i Żelaznej. Nauczeni doświadczeniem patrolowali rzeki, które zwykle sprawiają najwięcej kłopotów. Stany wód na Nysie Kłodzkiej i Białej Podlaskiej wprawdzie osiągnęły poziom alarmowy, ale ... Jak z zadowoleniem kwituje komendant miejsko-gminny OSP Marcin Olejnik „na tym stanęło”. Gorzej było na rzece Kamienna, gdzie w obliczu groźby wylania rzeki, strażacy zabezpieczyli brzegi rozwiniętymi rękawami. Także tutaj przez całą dobę patrolowano teren. Cios w sanatorium W chwili ataku huraganu strażacy JRG w Bystrzycy Kłodzkiej, a także okolicznych OSP, byli w stanie gotowości do działania. Nie czekali długo na uderzenie huraganu. Oprócz kilkunastu drobniejszych interwencji, zdarzyła się i ta, zagrażająca katastrofą budynku i życiu ludzi. Potężnego uderzenia pędzącego z szybkością ponad 100 km/godz. wiatru nie wytrzymała ogromna lipa stojąca malowniczo przy sanatorium „Ondraszek” w Długopolu Zdrój. Drzewo zachwiało się jak znokautowany bokser, a następnie poszybowało na dach budynku. Trzask łamanych gałęzi zmieszał się pękającą więźbą dachową i łoskotem spadających dachówek. Na miejsce zjechali strażacy JRG dowodzeni przez st. asp. Jacka Pilnego, a także OSP KSRG Stary Waliszów, z którymi przyjechał naczelnik OSP Jan Szkwarek. Na miejscu okazało się, że trzeba ewakuować pensjonariuszy sanatorium, a ponadto, że potrzebny będzie odpowiedni sprzęt, aby poradzić sobie z ogromną lipą wspartą o dom. Do akcji włączono więc SD-30 z kłodzkiej JRG oraz dźwig z Pogotowia Energetycznego. Dzięki temu najpierw powalone drzewo zdołano odchylić od budynku. Następnie zaś do akcji wkroczyli pilarze, którzy przy wykorzystaniu drabiny SD-30, od góry stopniowo odcinali konary i pień drzewa. Jak informuje komendant miejsko-gminny OSP i zarazem zastępca dowódcy JRG w Bystrzycy Kłodzkiej st. asp. Piotr Budnik, akcja trwała ponad pięć godzin i, co najważniejsze, zakończyła się pomyślnie. Przede wszystkim dlatego, że mimo zagrożenia, nikt nie został poszkodowany. A Emma zniknęła równie nagle jak się pojawiła... Huragan Emma spowodował największe zagrożenie w województwach: dolnośląskim, śląskim, opolskim i małopolskim. Strażacy interweniowali ponad 3 tys. razy. Na skutek ataku żywiołu dwie osoby poniosły śmierć, a 12, w tym siedmiu strażaków, zostało rannych. Mimo to Emma była słabsza, niż się spodziewano. Specjaliści ostrzegają jednak, że w związku ze zmianami klimatycznymi możemy się spodziewać kolejnych podobnych wizyt huraganów, orkanów, tajfunów itp. Lech Lewandowski Fot. archiwum JRG Bystrzyca Kłodzka |