|
Przez kilkanaście dni wschodnia granica Polski była praktycznie sparaliżowana. W kilometrowych kolejkach wydarzyło się wiele dramatów – zmarł jeden kierowca, a drugi się spalił. Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy do pracy nie przyszli celnicy. 22 stycznia 2008 r. ogromne problemy pojawiły się na przejściu granicznym Korczowa – Krakowiec. Do pracy przyszedł tylko kierownik zmiany. Pozostali wzięli urlop na żądanie lub udali się na zwolnienia lekarskie. Sytuacja na przejściu stała się rozpaczliwa. W Korczowej wstrzymano odprawę samochodów ciężarowych. Kolejne dni były coraz gorsze. Ruch graniczny został całkowicie sparaliżowany. Kolejka samochodów ciężarowych wydłużyła się do kilkunastu kilometrów. 23 stycznia z inicjatywy wójta gminy Radymno, jednocześnie prezesa ZOM-Gm. ZOSP RP w tym mieście Stanisława Ślęzaka w porozumieniu z wojewodą podkarpackim Mirosławem Karapytą, na granicę przyjechali druhowie z OSP w Sośnicy z dymiącą kuchnią polową i rozdawali gorącą herbatę. Na drugi dzień oprócz herbaty rozdali pieczywo, następnie przekazali wszystkim chętnym kierowcom świeżo ugotowane gorące posiłki. Później na przejściu w Korczowej, po konsultacji ze służbą dyżurną Straży Granicznej, na polecenie zastępcy podkarpackiego komendanta wojewódzkiego PSP w Rzeszowie bryg. Bogdana Kuligi, strażacy z KP PSP w Jarosławiu współpracując ze strażakami z OSP w Duńkowicach rozłożyli 4 namioty z łóżkami polowymi. To dla kierowców, którzy w samochodach nie mieli warunków, aby się przespać lub nie mogli ich ogrzać. Podległe wojewodzie podkarpackiemu służby obsługi granicy rozstawiły wzdłuż kolejki samochodów przenośne toalety. 1 lutego o godzinie 8.00, tak jak od dziesięciu dni strażacy z OSP w Sośnicy wyruszają na granicę. Towarzyszę im od początku. Przejeżdżamy 11 kilometrów wzdłuż „sznura” wozów, w którym stoi ponad pół tysiąca ciężarówek. Dookoła tylko las i pole. Docieramy na przejście graniczne. Z baru tam usytuowanego strażacy wynoszą wielkie garnki wypełnione w tym dniu zupą ogórkową i pomidorową. Widzimy radość w oczach pierwszych kierowców, którzy ujrzeli znanych już im strażaków. Błyskawicznie przez CB radio zostaje przekazana informacja o dobrych zupach rozdawanych przez druhów. Chętni, z niemałym trudem opuszczają kabiny. Widać jak na zesztywniałych nogach zmierzają do strażackiej „jadłodajni”. Po otrzymaniu zupy, chleba, a także wody mineralnej udają się do swojego tymczasowego drugiego „domu”. Niektórzy, widząc jak ruszamy w drogę, aby sprawić radość innym czekającym w kolejce, machają nam przyjaźnie ręką na pożegnanie. Podczas rozmowy z jednym z kierowców dowiaduję się, że stoi tutaj ósmy dzień. – Kanapki już dawno się skończyły, a do jakiegokolwiek sklepu daleko. I co mam zrobić? Wrócić nie mogę. Muszę tu stać i czekać. Na pewno kolejnych kilka dni. To jest koszmar – stwierdza zrezygnowany. Druhowie z Sośnicy do końca trwają na posterunku, wspierając potrzebujących. Są wśród nich druhowie: Krzysztof Dybisz, Jerzy Gerczak, Robert Herba, Wiesław Gerczak oraz sam prezes OSP w Sośnicy Bogdan Świder. Po porozumieniu celników z rządem 1 lutego na przejściu granicznym w Korczowej pracę rozpoczęło kilkudziesięciu z nich. Pojawiła się realna szansa, że za 2-3 doby odprawa będzie odbywać się na bieżąco. Strażacy są szczęśliwi, że udało im się chociaż trochę pomóc kierowcom, stojącym w kolejce do odprawy celnej, czytaj – śpiącym i większość czasu spędzającym wewnątrz kabiny ciężarówki z uwagi na mroźne noce i poranki. W przygaszonych oczach kierowców, z których zdecydowana większość nie szczędziła strażakom wyrazów wdzięczności za ich postawę, pojawił się błysk nadziei, że już wkrótce dotrą do bazy, rozładują przewożony towar i – co bardzo ważne – zobaczą bliskich, po tak długiej, nieplanowanej rozłące. – W akcji trwającej od 23 stycznia do 1 lutego strażacy z OSP w Sośnicy wydali kierowcom oczekującym na odprawę blisko 8000 porcji gorących posiłków, około 700 bochenków chleba, 1500 litrów wody mineralnej, 500 litrów herbaty – powiedział prezes OSP w Sośnicy. – Jak ogromną wartość ma w takiej sytuacji kromka chleba i szklanka wody mineralnej, nie wspominając już o ciepłej zupie przekonaliśmy się patrząc na rozradowane twarze ludzi, którym różne trudy nie są obce. Tekst i zdjęcia: Zdzisław Wójcik |