|

Co roku w sezonie grzewczym zwiększa się liczba pożarów mieszkań i zgonów spowodowanych tlenkiem węgla, ale ten sezon jest szczególnie tragiczny. Tylko w grudniu 2007 roku śmierć w płomieniach lub przez zaczadzenie poniosło ponad sto osób. Zaczęło się już w październiku 10 października, Kozłów, pow. nidzicki, woj warmińsko-mazurskie – wybuch butli z gazem zniszczył mieszkanie. Kobieta z poparzeniami drugiego stopnia trafiła do szpitala. 22 października, Dzierdziówka, pow. stalowowolski, woj. podkarpackie – 84-letnia kobieta dogrzewała pokój grzejnikiem olejowym. Od nagrzanego piecyka zapaliły się ubrania i spowodowały pożar domu jednorodzinnego. Kobieta została poparzona, ale zmarła wskutek zaczadzenia. W nocy z 25 na 26 października Kielce, woj. świętokrzyskie – w domu przy ul. Herbskiej tlenek węgla, zabił w czasie snu 10-letnich braci bliźniaków. W starej kamienicy, gdzie mieszkali, wentylacja była w złym stanie, a okna wymieniono na szczelne, plastikowe. 30 października, Gdynia, woj. pomorskie – w mieszkaniu przy ul. Legionów z pieca kaflowego ulatniał się czad. Trzy osoby, w tym 9-letnie dziecko odwieziono do szpitala. Gdy rozpoczyna się palenie w piecach, uruchamianie kotłowni, dogrzewanie mieszkań grzejnikami elektrycznymi lub olejowymi gwałtownie zwiększa się o ok. 50 procent liczba pożarów wewnątrz pomieszczeń oraz zaczadzeń. Dlaczego? Główne przyczyny to: niesprawność urządzeń grzewczych, niewłaściwe posługiwanie się nimi oraz wady lub niedrożność instalacji kominowych i wentylacyjnych. Do tego dodać trzeba niski poziom wiedzy społeczeństwa o tym jak postępować, by uniknąć zagrożeń; brak wiedzy pozwalającej ocenić, czy dom lub mieszkanie jest bezpieczne, gdy używamy grzejników, piecyków i kuchni gazowych; a często lekkomyślność. Bogatą wiedzę na temat naszych pieców, kominów, szybów wentylacyjnych mają kominiarze. Niestety, nie daje ona powodów do optymizmu. Pęknięty komin, niesprawna wentylacja Prezes Zarządu Głównego Korporacji Kominiarzy Polskich Jan Breitscheidel mówi, że w domach budowanych z cegły kominy są w lepszym stanie. Z kominami w budownictwie płytowym jest tragedia. Są w nich przerwy na stykach elementów kominowych, zdarza się, że elementy te są odwrotnie montowane, co powoduje, że nie ma odpływów do przewodów zbiorczych. Na szczęście dotyczy to przeważnie przewodów wentylacyjnych, rzadziej spalinowych. W miastach, gdzie są budynki spółdzielcze, wspólnot mieszkaniowych, komunalne lepiej przestrzegane są przepisy, które określają ile razy w roku powinny być czyszczone przewody dymowe, spalinowe, wentylacyjne. Podobnie prawo budowlane, które mówi o rocznych przeglądach. Gorzej jest na wsiach. Właściciele domów nie wiedzą, jak często powinny być czyszczone kominy i robione przeglądy, a czasami, jeśli nawet wiedzą, chcą na tym zaoszczędzić. Zamiast powierzyć czyszczenie kominiarzowi z odpowiednimi kwalifikacjami, robią to niefachowo, we własnym zakresie. Dlatego dochodzi do zapalenia się sadzy w kominie. Rocznie jest kilkaset takich przypadków. Jeśli nastąpi zaczopowanie komina przez sadzę, wytwarzające się gazy spalinowe rozrywają komin, co kończy się tragicznie dla całego budynku. 
Niektórzy przyjmują kominiarza jak osobę przynoszącą szczęście, ale część społeczeństwa traktuje nas jak zło konieczne – mówi Jan Breitscheidel. – Wiąże się to z opłatami, które pobieramy, choć nie są wysokie. Warto zaufać kominiarzom, zwłaszcza że często może chodzić o własne zdrowie lub życie. Kodeks wykroczeń mówi, że kto nie dopuszcza do czyszczenia przewodów kominowych podlega karze, ale ludzie nie biorą sobie tego do serca. Dopiero seria tragicznych wypadków i nagłośnienie ich spowodowało, że zgłaszają się do nas osoby, które po kilka lat nie dopuszczały do czyszczenia przewodów kominowych. Nas nie trzeba specjalnie zapraszać. Znamy teren, na którym pracujemy, chodzimy po domach, ale są ludzie, którzy, gdy przychodzimy, udają że nie ma ich w domu. W tym roku, po nagłośnieniu wypadków nastąpiło częściowe otrzeźwienie, tylko nie wiadomo na jak długo. Pracuję 53 rok w zawodzie i takich akcji przeżyłem kilka. Te sprawy zostały nagłośnione za późno. Prasa, radio i telewizja powinny zadziałać przed okresem grzewczym, żeby ostrzec ludzi. Kolejny problem łączy się ze sprawnością przewodów wentylacyjnych i spalinowych. Podstawowy błąd, to zasłanianie kratek wentylacyjnych. Zwiększenie zagrożenia przyszło wraz z montowaniem szczelnych okien i drzwi. Obecnie okna plastikowe wyparły drewniane. Sprawia to, że mieszkania są cieplejsze, ale nie ma dostępu świeżego powietrza. Ludzie myślą, że jeśli mają nowoczesne okna plastikowe z mikrowentylacją to są bezpieczni. Otóż, nie. Mikrowentylacja nie daje tyle powietrza, ile potrzeba do prawidłowego spalania, a jeśli w trakcie spalania nie ma wystarczającej ilości tlenu, pojawia się czad. W latach 50. i 60. XX wieku zakładano, że pewna część powietrza dostaje się do budynków mieszkalnych przez nieszczelności okien i drzwi i dlatego przekroje przewodów odprowadzających spaliny były mniejsze. Teraz ludzie tak uszczelnili mieszkania, że następuje odwrócenie ciągu kominowego. Powietrze przez przewody wentylacyjne z powrotem wchodzi do pomieszczeń, zamiast wychodzić na zewnątrz. Dlatego ważne jest wietrzenie mieszkań. Tragiczny przełom roku Pod koniec grudnia i w pierwszych dniach stycznia dwa wypadki wstrząsnęły społeczeństwem. Najpierw 31 grudnia 2007 r. tragedia w Żychlinie w powiecie kutnowskim, województwo łódzkie. W sylwestrowe popołudnie cichy zabójca, tak często nazywany jest tlenek węgla, pozbawił życia 6-osobową rodzinę. W odwiedziny do rodziców przyszedł syn z żoną i dwojgiem małych dzieci. To było ich ostatnie spotkanie. Jednocześnie odeszły z tego świata trzy pokolenia. Nawet strażacy od dawna pracujący w tym zawodzie nie przypominają sobie przypadku, żeby z powodu zaczadzenia zginęło naraz 6 osób. Następnego dnia, 1 stycznia 2008 r. Polskę obiegła kolejna, bardzo zła wiadomość. W Tursku, powiat pleszewski, województwo wielkopolskie matka i sześcioro dzieci zatruły się czadem ulatniającym się z pieców opalanych węglem. Ekspertyza stwierdziła, że były źle podłączone do przewodu kominowego. Po odebraniu zgłoszenia przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego KP PSP w Pleszewie, na miejsce zdarzenia wysłano samochód ratownictwa technicznego JRG PSP w Pleszewie, jeden samochód z OSP Gołuchów, dwie karetki pogotowia ratunkowego i policję. Ratownicy przewietrzyli mieszkanie oraz zmierzyli zawartość tlenku węgla w powietrzu w mieszkaniu i na klatce schodowej. Matka i dzieci zostały przewiezione do szpitala i uratowane. To nie koniec czarnej listy. Niemal codziennie, z różnych regionów Polski napływają informacje o pożarach i zatruciach, których przyczyną są urządzenia grzewcze. 
4 stycznia, Korczew, pow. siedlecki, woj. mazowieckie – zapaliły się sadze długo nieusuwane z przewodu kominowego, a wysoka temperatura doprowadziła do pęknięcia komina. Ogień zajął cały dach. Na miejsce przybył 1 zastęp PSP i 3 zastępy OSP. Szybko zlokalizowały pożar. 5 stycznia, Luboń, woj. wielkopolskie – czterech mieszkańców domu przy ul. Niepodległości podtruło się tlenkiem węgla. Strażacy przewietrzyli mieszkanie i równocześnie prowadzili tlenoterapię poszkodowanych. Zeszłoroczny grudzień można nazwać czarnym miesiącem. W pożarach zginęło 106 osób (w 2006 r. – 67 osób), a 372 zostały ranne. W miastach najczęściej dochodzi do pożarów w starych budynkach wielorodzinnych, na wsiach w domkach drewnianych, gdzie szybko rozprzestrzenia się ogień. I znów pytam, dlaczego tak się dzieje. Prawda jest taka, że w wielu mieszkaniach nadal są stare boliery lub piecyki niespełniające norm bezpieczeństwa. Ich naprawę zlecamy znajomej „złotej rączce”, a nie fachowcom. Kupujemy urządzenia grzewcze bez atestu, bo tańsze. Ustawiamy je bezpośrednio na podłodze, zamiast na niepalnym podkładzie. Nie wyłączamy piecyków elektrycznych, gazowych, czy olejowych, gdy wychodzimy z domu lub kładziemy się spać. Ustawiamy je zbyt blisko firanek i innych materiałów łatwo palnych. Zapas węgla i drewna przechowujemy za blisko pieca. Wystarczy, żeby przez drzwiczki wypadł rozżarzony węgiel i pożar gotowy. Prawidłowa odległość, to co najmniej 80 cm. Jeśli ogrzewamy mieszkanie kominkiem, nie zawsze pamiętamy, żeby przed pójściem spać oczyścić palenisko, co uchroni nas, gdy śpimy, przed wydzielaniem się tlenku węgla. Nie wszyscy używając paliwa stałego, np. węgla, dbają o to, żeby przewody kominowe były czyszczone cztery razy w roku, a stosując olej lub gaz – dwa razy w roku. Szczególne rygory wymagane są przy zasilaniu piecyków butlami gazowymi. Przede wszystkim powinny być sprawne technicznie. Odległość butli od grzejników i pieców powinna wynosić co najmniej metr. Nie można przechowywać w budynku napełnionej butli, która nie jest podłączona do instalacji. Butle muszą być ustawione pionowo i zabezpieczone przed upadkiem. Tam, gdzie znajdują się butle, temperatura nie może przekraczać 35 stopni. Nie można ich umieszczać w pomieszczeniach, gdzie podłoga znajduje się poniżej poziomu terenu, np. w piwnicach. W masce i z aparatem powietrznym Do gaszenia pożarów, w tym pożarów mieszkań spowodowanych przez urządzenia grzewcze, strażacy jeżdżą od dawna. Nową sytuacją są wezwania do osób zatrutych tlenkiem węgla. Wiąże się to z przyjęciem przez straże pożarne ratownictwa medycznego. Bywa, że straż jest na miejscu zdarzenia wcześniej niż karetka pogotowia, wtedy, do przybycia lekarzy, ratownicy medyczni PSP lub OSP udzielają pomocy medycznej, wykonują tlenoterapię, ewakuują poszkodowanych. Lekarze wzywają często straż także po to, by zbadano zawartość tlenku węgla lub innej substancji szkodliwej w powietrzu, ponieważ od tego zależy sposób leczenia. Do pomieszczeń zamkniętych, objętych pożarem mogą wchodzić tylko strażacy wyposażeni w sprzęt do ochrony dróg oddechowych. To zabezpieczenie jest szczególnie ważne ze względu na możliwość zatrucia się ratownika tlenkiem węgla lub innymi substancjami powstającymi w procesie spalania. Z kolei pomoc osobom podtrutym czadem polega w pierwszej kolejności na podaniu tlenu. Czy strażacy ochotnicy mają odpowiedni sprzęt i kwalifikacje, żeby podejmować tego typu działania? Dyrektor Biura Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP w Poznaniu Andrzej Jankowski dobrze pod tym względem ocenia jednostki z KSRG. Sprzęt ochrony dróg oddechowych mają wszystkie OSP włączone do systemu, czyli 360. Dużo kupują, zwłaszcza że na to zarząd udziela dotacji ze środków Związku OSP RP, PZU S.A., WFOŚiGW. Rocznie sprzedawanych jest ok. 70 aparatów podciśnieniowych wyposażonych w czujnik bezruchu, który jest dodatkowym zabezpieczeniem ratownika. W pozostałych jednostkach, a na terenie województwa jest ich 1520, są duże braki. Wielkopolskie OSP dysponują łącznie 676 aparatami podciśnieniowymi i 675 nadciśnieniowymi. Trzeba pamiętać, że aby wejść do pomieszczenia, gdzie grozi zatrucie, w sprzęt chroniący drogi oddechowe muszą być wyposażone co najmniej 2 osoby. W województwie zachodniopomorskim jest podobnie. 154 jednostki włączone do KSRG mają 453 aparaty powietrzne i 290 masek do aparatów. W OSP spoza systemu jest 87 aparatów i 33 maski. Dyrektor Biura Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP w Szczecinie Magdalena Przybyła zwraca uwagę, że coraz więcej ratowników medycznych OSP może stosować tlenoterapię. Województwo zachodniopomorskie uzyskało środki unijne na szkolenie z ratownictwa medycznego. Do końca stycznia ukończyło je 450 osób. Starają się, aby w ich OSP był sprzęt do ratowania życia. W zestawach PSP R1 jest urządzenie do podawania tlenu. W 2007 roku do OSP trafiło 13 zestawów R1 i 16 R0. Czy zdarza się, że do pożaru mieszkania przyjeżdża OSP, której członkowie nie mogą wejść do środka i nie mogą udzielić pomocy poszkodowanym? Stanowisko Kierowania KW PSP w Szczecinie ma dane nie tylko o rozmieszczeniu OSP w terenie, ale także o tym, jakim sprzętem dysponują jednostki, a nawet o strażakach, np. kto jaki kurs skończył. Dzięki temu może zadysponować do zdarzenia właściwą jednostkę. 
Nie ma z tym problemu także w Wielkopolsce. – Jeśli nie można wysłać najbliższej OSP, szuka się innej, znajdującej się najbliżej miejsca zdarzenia. Nie stanowi to problemu, bo prawie w każdej gminie jest co najmniej jedna OSP włączona do KSRG. Na przełomie grudnia i stycznia było kilkanaście pożarów mieszkań, ale nie było problemu z zadysponowaniem odpowiedniej jednostki. Przy pożarach domów działania prowadzone są także na zewnątrz, tam też potrzebni są strażacy – powiedział rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego Piotr Wilczewski Te opinie potwierdza rzecznik komendanta głównego PSP bryg. Paweł Frątczak, oceniając sytuację w skali kraju. – Jednostki z KSRG mają pełne przygotowanie teoretyczne i praktyczne oraz sprzęt do udzielania pomocy. One też dysponują tym, co potrzebne do ochrony osobistej strażaka, czyli aparatami na sprężone powietrze, maskami. Niektóre OSP mają detektory gazu, które pozwalają na wykrycie i określenie wielkości stężenia tlenku węgla, ale mogą sobie na to pozwolić tylko najbogatsze. Ze względu na wysoki koszt detektora, na razie są to w województwach pojedyncze przypadki. Jeśli potrzebny jest detektor gazu, wzywa się PSP. Druhowie z OSP dobrze sobie radzą. Pierwsi byli na miejscu opisanej wcześniej tragedii w Żychlinie. Są przygotowani, bo stykali się i stykają z tego typu przypadkami. W kontekście zagrożeń związanych z pożarami domów, bardzo wysoko oceniam prewencyjne i informacyjne oddziaływanie strażaków ochotników na społeczeństwo małych miasteczek i wsi. Kształtują świadomość społeczeństwa. Trzeba o tym mówić W województwie małopolskim przez dwa dni, w godzinach od 10 do 14 działała infolinia w sprawie zagrożenia mieszkań pożarami. Przy telefonie dyżurowali przedstawiciele straży pożarnej, zakładu gazowniczego, kominiarzy, nadzoru budowlanego. Ludzie dzwonili i pytali o wszystko: Jak bezpiecznie użytkować urządzenia grzewcze? Jak często powinny odbywać się kontrole kominiarskie, czy właściciel domu ma wezwać kominiarza, czy kominiarz sam powinien przyjść? Na co trzeba zwrócić uwagę przy użytkowaniu piecyków gazowych? Jak bezpiecznie się dogrzewać? Jak uniknąć zatrucia tlenkiem węgla? – Z rozmów wynikało, że ludzie robią takie rzeczy, że w głowie się nie mieści – mówi rzecznik prasowy małopolskiego komendanta wojewódzkiego PSP mł. bryg. Andrzej Siekanka. – Na przykład, ktoś jest właścicielem domu przez pięć lat i jeszcze nie było u niego kominiarza, nie czyścił przewodów i pyta co on ma teraz zrobić? Ktoś inny pytał co mam zrobić, jak po włączeniu piecyka czuć gaz w całym mieszkaniu? Wydawałoby się, że to oczywiste – otworzyć okno i dzwonić natychmiast po pogotowie gazowe – a jednak oczywiste nie jest. Widać, że ludzie potrzebują informacji – kontynuuje wypowiedź Andrzej Siekanka – Na stronie internetowej Komendy Wojewódzkiej PSP zamieściłem 2 materiały, jeden dotyczący bezpiecznego ogrzewania, a drugi o tym, jak uniknąć zatrucia tlenkiem węgla. Wydrukowały je też lokalne gazety. Telewizja publiczna do jednego z porannych programów zaprosiła rzecznika prasowego Komendy Głównej PSP i przedstawiciela Korporacji Kominiarzy Polskich. Telefony dzwoniły cały czas, co świadczy o dużym zainteresowaniu sprawami zapobiegania pożarom mieszkań i uniknięcia zatrucia tlenkiem węgla. Ludzie niewiele wiedzą na ten temat. Wiele przedstawionych sytuacji było groźnych dla życia. Należy informować społeczeństwo nie tylko o tym, że coś się stało, ale przede wszystkim radzić, jak ustrzec się nieszczęścia. Reakcją straży pożarnych na zaistniałą sytuację było zamieszczenie na stronie internetowej KG PSP, a także na stronach wielu komend wojewódzkich i powiatowych porad i informacji pomagających uniknąć pożaru mieszkania lub zatrucia tlenkiem węgla. Strony te cieszyły się zainteresowaniem. Informację zamieszczoną 3 stycznia na stronie Komendy Głównej PSP do 7 stycznia przeczytało 1580 osób. Pozytywnym efektem nagłośnienia tragicznych wydarzeń z ostatnich miesięcy stało się to, że ludzie bardziej zaczęli zwracać uwagę na ochronienie swoich domów przed pożarami, wybuchami gazu, ulatnianiem się tlenku węgla. Wzrosło zapotrzebowanie na usługi kominiarskie, a sklepy sprzedające czujniki wykrywające niebezpieczne stężenie tlenku węgla, dymu, gazu, cieszące się dotychczas średnim zainteresowaniem, teraz nie nadążają z zaopatrywaniem klientów. Anna Świtalska Fot. archiwum Tlenek węgla (CO), nazywany czadem, jest gazem niemającym zapachu ani barwy, dlatego trudno stwierdzić jego obecność. Powstaje podczas spalania np. węgla, drewna, gazu przy niedostatecznym dopływie tlenu. Jest bardzo szkodliwy dla człowieka, strażacy nazywają go tajnym mordercą. Jest lżejszy od powietrza, dlatego unosi się pod sufitem. W małej dawce powoduje duszność, zmniejszenie ostrości widzenia, ból głowy. W miarę upływu czasu następują: nudności, wymioty utrata orientacji, zaburzenia świadomości i oddychania, zaburzenie rytmu serca, drgawki. W dużej ilości paraliżuje układ nerwowy i prowadzi do śpiączki. Gdy podejrzewamy obecność w pomieszczeniu tlenku węgla, należy otworzyć okna, zgasić piec, wyjść z mieszkania. |