|
Ochotnicze straże pożarne spełniają w społeczeństwie szczególną rolę. Pozytywnych efektów działań w przeróżnych akcjach ratowniczych nie da się wręcz oszacować. Mają więc członkowie OSP prawo oczekiwać opieki i wsparcia od samorządów lokalnych, od instytucji państwowych, a także od własnego Związku, który dla zabezpieczenia prawidłowego funkcjonowania własnych szeregów sami tworzą. Mają oni prawo oczekiwać pomocy, bo pomoc ta w całości przekłada się na skuteczniejsze zabezpieczenie społeczeństwa przed wszelkimi zewnętrznymi zagrożeniami. Druhowie zatem oczekują, aby to, co z mocy prawa powinno wzmacniać ich działania, wzmacniało je rzeczywiście. W oczekiwaniach tych jednak w zdecydowanej większości przypadków, są uwzględniane okresowe i terytorialne uwarunkowania oraz możliwości ekonomiczne państwa i samorządów terytorialnych. Zachowywany jest przede wszystkim zdrowy rozsądek. Piszę o tym po to, by wytworzyć silną przeciwwagę dla zachowań incydentalnych, które nie wzmacniają, a burzą proces tworzenia coraz lepiej przygotowanych do zadań, naszych struktur. Incydentów można w zasadzie nie zauważać. Nie mają żadnego wpływu na ogólny obraz ochotniczego pożarnictwa. Ale pokazując je wewnątrz własnych szeregów, choćby na łamach „Strażaka” w ramach wewnątrzorganizacyjnej dyskusji, możemy eliminować i te niepotrzebne zjawiska. W niniejszym felietonie spróbuję pokazać jeden smutny przykład. Na walnym zebraniu prezes OSP zrobił wręcz awanturę przedstawicielowi naszego Związku za to, że on, prezes prosił w zarządzie oddziału wojewódzkiego o druki legitymacji członkowskich i ich przed walnym zebraniem nie otrzymał. Druki zaś były niezbędne, by wręczyć legitymacje nowym członkom. To że zwrócił uwagę na brak druków, było słuszne, bo powinny one być zawsze w biurach Związku. Ale czy powinien robić to w wyjątkowo niekulturalny sposób? Na pewno nie. Gdyby druh prezes uderzył się w piersi i zapytał sam siebie, czy aby nie poprosił o druki zbyt późno, gdyby rozumiał, że w okresie zebrań bardzo rośnie na nie zapotrzebowanie, gdyby rozumiał, że niektóre straże pobierają ich bez potrzeby w nadmiarze, na pewno podszedłby do sprawy spokojniej. Podczas tego samego zebrania wielokrotnie usiłował zabierać głos inny siedzący w kącie strażak. Nie bardzo go słuchano, bo wypowiedzi po wcześniejszym spożyciu sporej ilości „rozmownej” jakoś mu się nie kleiły. Rozgrzany chęcią wypowiedzi druh miał szeroko rozłożone poły munduru, a na brzuchu połyskiwał mu kolorowo-pstrokaty sweterek. Kieszeń munduru „zdobiły” krzywo przypięte dwa medale „Za zasługi dla pożarnictwa”. Strażakowi owemu, który bez wątpienia „górował” nad towarzystwem nawet uwagi druh prezes nie zwrócił. Nie miał też sobie prezes nic do zarzucenia, mimo iż nie przedstawił żadnego sprawozdania z działalności za rok sprawozdawczy. W walnym zebraniu oprócz przedstawiciela władz Związku OSP RP uczestniczył wójt gminy i dyrektor jednej z ważnych gminnych instytucji. Prawdopodobnie prowadzący zebranie prezes chciał swoją zdecydowaną postawą zaimponować strażakom i lokalnym władzom. Tylko na ile postawa ta była zdecydowana? druh Antoni |