|
Spod hełmu
No to mamy pełnię zimy. Ciągły chłód oraz mrok zapadający tuż po południu sprawiają, że wymyślamy sobie głównie domowe zajęcia. Jeśli chodzi o nas strażaków, to myślę, że ci mają weselej, którzy obok domowych pieleszy mają w remizach sale i pokoje i w tych pokojach... No właśnie. Wyobraźmy sobie spacer w styczniowy, wczesny wieczór do strażnic w dowolnej gminie. W jednym, może dwóch obiektach zastaniemy otwarte drzwi. Tam druhowie, albo dzierżawiąca pomieszczenia firma – za pomocą stałej lub okolicznościowej oferty – zapraszają do środka. Być może w trzecim budynku drzwi będą nieco uchylone, bo właśnie w tym czasie kierowca mechanik naprawia drobną usterkę w samochodzie. W pozostałych remizach od tygodni szczelnie zamknięte drzwi próbuje przykryć śnieżna kołderka. Nic, tylko zimowa cisza. Przedstawiony widok jest bez wątpienia typowy, od lat niezmienny, a więc ze wszech miar normalny. Nie można zatem dopatrywać się w tym stanie czegoś dziwnego – przecież w OSP nie ma ludzi na etatach, którym można kazać pokutować w zimnych murach – gdyby nie, powiedzmy, parę drobnych szczegółów. Na niektórych strażackich placach warstwa śniegu mówi, że drzwi budynku nie otwierano nie tylko w jednym dniu, ale co najmniej od jesieni. Obwód murów i gabaryty wnętrza, stawiające dom strażaka na pierwszym miejscu wśród wszystkich budowli we wsi, podkreślają, że wykorzystywanie budynku od maja do października to trochę mało. Sprowadzając bowiem remizę do roli operacyjnej, a więc przetrzymywania sprzętu na wypadek pożaru w okresie wzmożonej palności, wystarczyłoby wcześniej wybudować jedynie garaż z niewielkim zapleczem technicznym. My zaś budujemy strażnice „dla ludzi”. A ludzie nie zapadają, jak misie, w zimowy sen. Niejednokrotnie zadawałem pytanie: Dlaczego tak wiele remiz, tak rzadko wykorzystujemy w okresie zimowym? Druhowie tłumaczyli się zazwyczaj brakiem odpowiedniego ogrzewania. Do mnie jednak te argumenty w pełni nie docierają. Sądzę, że większą przeszkodą jest brak pomysłów na pracę w okresie chłodów. Wchodzimy w okres ferii zimowych. Przypadki wyjazdu dzieci wiejskich na zimowy wypoczynek, jak dotąd, raczej są rzadkie. Gromadki dzieci i młodzieży będą snuć się przy głównej drodze. Tu i tam dwoje czy troje spotka się w przytulnym domu. Większość wlepi wzrok w ekrany telewizorów, część w ekrany komputerów. A przecież może i powinno być inaczej. Zgromadźmy nasze dzieci wokół strażnic. Przygotujmy fragment placu i urządźmy na nim (jeśli warunki pozwolą) lodową ślizgawkę. Kilka litrów paliwa do motopompy, aby wylać wodę pod przyszły lód, to przecież żaden koszt. Otwórzmy salę, nawet nie ogrzewaną. Gra w ping-ponga, kometkę, uprawianie gimnastyki, ćwiczenia siłowe i kulturystyczne nie wymagają temperatury pokojowej. Nie powinno być problemem urządzenie w trakcie ferii jednej czy dwóch imprez, na przykład kulturalnej i sportowej. Nawet, jeśli w tym celu trzeba byłoby przynieść z każdego domu wiaderko węgla. Cóż za problem zorganizować dla różnych grup wiekowych zawody na przykład w podnoszeniu ciężarków, rozciąganiu sprężyn, wykonywaniu pompek i nagrodzić czołówkę dyplomami. To wszystko zależy od jednego warunku: trzeba chcieć zrobić. Ci, którzy potrafią ten warunek spełnić, zawsze otrzymują bardzo hojną zapłatę. Radość i uśmiech dzieci. Ta radość to więcej niż pieniądze. druh Antoni |