|
21 października 2007 roku, kilkanaście minut po północy, został zauważony bardzo duży pożar opuszczonej fabryki mebli, mieszczącej się w centrum Gorzowa Wielkopolskiego. Budynek ten już półtora roku temu palił się, ale strażacy uratowali większą część tego XIX-wiecznego zabytkowego obiektu, posiadającego murowane ściany, natomiast pozostałe elementy były wykonane z drewna - zarówno stropy, jak również konstrukcja dachu (deski pokryte papą). Gdy rozdzwonił się telefon alarmowy 998 w MSK w Gorzowie Wlkp. wszystkie informacje zawierały stwierdzenie, że jeszcze tak dużego pożaru w mieście nie było. Tragizmu sytuacji dodawała lokalizacja obiektu – bardzo zwarta zabudowa, gdzie oprócz wielu mieszkań znajdowały się również sklepy. Konstrukcja wszystkich okolicznych budynków była identyczna - czyli zdecydowana przewaga materiałów palnych. W momencie dojazdu pierwszych jednostek (najbliższa JRG oddalona o około 2 km) cały obiekt objęty był ogniem, na jego części zawaliła się drewniana konstrukcja dachu. Należy zauważyć, że pożar powstał na wyższej kondygnacji, gdyż wewnątrz obiektu – w oknach na parterze – nie było jeszcze płomieni, a konstrukcja dachu już została zniszczona. Płomienie sięgały kilkunastu metrów. Temperatura wokół obiektu była tak wysoka, że pękały szyby w budynkach po drugiej stronie ulicy, a biegnąca środkiem szerokiej jezdni trakcja linii tramwajowych niebezpiecznie się obniżyła. Pierwszy przybyły na miejsce zdarzenia kierujący działaniem ratowniczym (co nastąpiło po prawie 5 minutach od przyjęcia zgłoszenia przez MSK), po przeprowadzeniu rozpoznania zdecydował, aby działanie rozpocząć od strony obiektu położonego najbliżej palącej się hali – czyli od strony budynku mieszkalnego. Została również podjęta decyzja o przeprowadzeniu profilaktycznej ewakuacji 12 osób z budynku oraz sprzętu komputerowego ze sklepu położonego w niewielkiej odległości od hali. Dla osób ewakuowanych został podstawiony autobus z MZK. Działania w pierwszej fazie, ze względu na niewystarczające siły i środki, były prowadzone w obronie zagrożonych obiektów, po chwili wezwano OSP z terenu powiatu, a także ciężkie samochody gaśnicze z sąsiednich powiatów oraz wszystkie służby pomocnicze. Poważnym utrudnieniem był fakt, że w bezpośrednim sąsiedztwie objętego ogniem obiektu, od strony placu manewrowego przy sklepie, znajdował się tylko jeden hydrant. Została więc podjęta decyzja o zbudowaniu punktu czerpania wody na odległej o około 300 m rzece Kłodawce. Następne przybywające jednostki były już kierowane do działań w natarciu na palące się obiekty zakładu. Należy również dodać, że zawalająca się konstrukcja dachu powodowała spadanie gzymsów z wysokości trzeciej kondygnacji, co stwarzało ogromne zagrożenie dla zdrowia (a nawet życia) ratowników prowadzących działania bezpośrednio przy budynku. Kolejne przybywające zastępy były kierowane do działań w natarciu od strony placu manewrowego. Teren działań został podzielony na IV odcinki bojowe, z czego I odcinek wykonywał zadanie ewakuacji osób z budynku mieszkalnego oraz prowadzenie działań gaśniczych w obronie, II odcinek przejął prowadzenie ewakuacji mienia z obiektów handlowych oraz prowadzenie działań gaśniczych w obronie, III odcinek zajął się działaniami gaśniczymi od strony placu manewrowego, zaś IV odcinek realizował zadanie budowy punktu czerpania wody na potrzeby działań. Po około trzech godzinach działań ratowniczo-gaśniczych sytuacja pożarowa została opanowana. Ustalono również, że nikt nie ucierpiał. Kierujący działaniem ratowniczym zezwolił ewakuowanym na powrót do mieszkań. Po ponad 55 godzinach działań pożar został ugaszony. W akcji brało udział łącznie 19 zastępów i 79 ratowników. Straty zostały oszacowane na około 2 mln zł, a wartość uratowanego mienia to około 3,5 mln zł. Przyczynę pożaru ustala policja. Po ugaszeniu pożaru pogorzelisko zostało przekazane właścicielowi, z informacją od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o konieczności rozbiórki obiektu. Tekst i zdjęcia: Dariusz Żołądziejewski |