|
Wielki filozof Teihard de Chardin napisał głębokie słowa: „Boża obecność rozprzestrzeniła się wszędzie i tak nas otoczyła, tak głęboko przeniknęła, że nie pozostaje nam już miejsca, by paść przed Nią na kolana... Wstępując na niebiosa po zstąpieniu do piekieł, tak napełniłeś sobą wszechświat we wszystkich kierunkach Jezu, że odtąd nie możemy już uciec od Ciebie”. Doskonale tę prawdę oddaje odpowiedź pasterza, który na górskiej dolinie pasie stado owiec. Na pytanie czy czuje się tu samotny daje taką odpowiedź: „Popatrz na szczyty. Za każdym z nich jest ukryta twarz Zbawiciela. Mówią, że wstąpił do nieba. Może i wstąpił, tak uczy święta Cerkiew. Ale też i został ze mną, tu w górach”. Światowej sławy skrzypaczka Pani Profesor Wanda Wiłkomirska po koncercie Jej młodych talentów w naszym Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polskich Męczenników (młodzież ze wszystkich stron świata) powiedziała: „Wszystko co mamy, nasze zdolności, nasze osiągnięcia zawdzięczamy Bogu. Z Niego i w Nim jest ta przeogromna siła, która jest nam udzielana, ci którzy to pojęli tym żyją, szkoda, że jeszcze jest tylu, którzy tego nie pojmują”. Przeżywamy w życiu różne chwile i dobre i trudne. Usta Zorby wypowiedzą to tak: „A ja, który dotąd sądziłem, że niczego nie potrzebuję, pojąłem nagle, że brak mi wszystkiego... Życie jest ciężkie nawet dla tych, którzy mieli szczęście!”. Kto z nas nie kosztuje na co dzień gorzkiego chleba niepowodzeń i porażek, mniejszych czy większych, ale zawsze gorzkich. Mogą na ten temat wiele mówić chorzy, cierpiący, bezdomni, bezrobotni, poniżeni. Musimy zwracać się do Boga, aby nam pomógł klęski obracać w zwycięstwo. Aby tak przechodzić przez życie, potrzebna jest wiara i wynikająca z niej nadzieja, a dzieckiem nadziei jest ufność. Jest to trudna postawa, musi mieć swoje umocowanie także w roztropności. I to jest nasze wędrowanie przez życie, często nazywamy je pielgrzymowaniem do Domu Ojca. Święty Paweł w Liście do Rzymian o tym pielgrzymowaniu napisze nam tak: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana”. Tymi myślami dzielę się, gdy jeszcze trwa miesiąc maryjny, różańcowy, a palce przesuwają paciorki różańca, ale już wkrótce listopad i nasza myśl modlitewna pobiegnie do naszych zmarłych. Odwiedzać będziemy na cmentarzach naszych bliskich zmarłych. Polskie cmentarze, te dostojne miejskie, cmentarze małych miejscowości i wsi pełne spadających z drzew liści. Nie możemy także zapomnieć o tym, że gdzieś w polu stoi biały krzyż, pod którym żołnierz snem wiecznym śpi. Powiedział ktoś, że Bóg nigdy nie zostawia nas w potrzasku, w sytuacji bez wyjścia, zamykając nam jedne drzwi otwiera drugie, do nieba. Powiedział Jezus, że powinniśmy czuwać. Czuwanie to aktywność wewnętrzna, gotowość na działanie, otwartość na światłość z góry, na przyjęcie łaski, na przyjęcie Pana, gdy przyjdzie. Pokusą dla nas jest przekonanie, że On nie przyjdzie, przynajmniej za naszego żywota, a jednak może przyjść w każdej chwili. Taka jest nasza droga, która jest znakiem drogi ku „niebu nowemu i ziemi nowej”. Na każdej drodze słychać wołanie Mistrza, by przychodzić do Niego i u Niego szukać pokrzepienia. Przecież sam o sobie mówił, że jest Drogą, Prawdą, Życiem. Mówi Biblia o „zielonych pastwiskach, o zielonych łąkach raju”. Wszyscy tam – chcąc nie chcąc – pielgrzymujemy. Z pamięcią w modlitwie i z pozdrowieniami Ksiądz Krzysztof Wasz kapelan |