|
Kiedy zaterkotał telefon, strażak pełniący służbę w Powiatowym Stanowisku Kierowania PSP w Jaworze odruchowo spojrzał na zegarek. Prawie w pół do czwartej nad ranem. Kto się dobija o tej porze? Natychmiast pomyślał, że ta noc pewnie jednak nie skończy się spokojnie. Miał rację. Mężczyzna, który przedstawił się jako dozorca w zakładzie stolarsko-meblarskim w Jaworze, był mocno przestraszony. Wyrzucał z siebie chaotycznie informacje, z których wynikało, że na terenie zakładu wybuchł groźny pożar: - To jest lakiernia, pełno tam farb, rozcieńczalników. Ogień bucha jak z hutniczego pieca! Rzeczywiście, kiedy niespełna dziesięć minut później na miejsce zdarzenia dotarły pierwsze wozy strażackie, pożar był już w intensywnej fazie rozwoju. Płomienie lizały ściany budynku, pióropusz ognia rozpościerał się szeroko ponad dachem. Jak ocenił dowodzący na tym etapie akcji mł. kpt. Ryszard Zagdański, ogień objął już prawie 400 m kw. powierzchni i zagrażał części administracyjno–biurowej zakładu oraz hali magazynowej. A tam na powierzchni około 500 m. kw. była składowana pianka poliuretanowa. Gdyby to się zajęło... Strażacy z JRG Jawor oraz OSP Paszowice, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce zdarzenia, błyskawicznie przystąpili do akcji. Do wnętrza obiektu podano dwa prądy piany ciężkiej. Do tego celu strażacy wykorzystali drabinę przystawną i przez powybijane szyby w oknie, do środka lakierni wtłoczyli strumień piany. Równocześnie druga grupa strażaków dostała się na dach budynku administracyjnego i wkrótce także stamtąd uderzył na płonącą lakiernię drugi prąd piany ciężkiej. W międzyczasie ochotnicy z Paszowic wzmacniali utworzone stanowiska gaśnicze oraz budowali kolejne w budynku administracyjno-biurowym i magazynie pianki poliuretanowej. Ich siły wzmocnił przybyły wkrótce kolejny zastęp ratowników OSP Męcinka. Ciężki jelcz GCBA prowadził Józef Lędziorz, a średni naczelnik OSP Hubert Babiarz. Ochotnicy OSP Paszowice i Męcinka wykonali rozwinięcie linii gaśniczych w kierunku pożaru. Podali prądy w natarciu i obronie. Warunki akcji były od początku bardzo trudne, a siły strażaków – niewystarczające. Panowała bardzo wysoka temperatura. Gęsty dym ograniczył widoczność do zera. Dlatego mimo ofiarnych działań strażaków, ogień przedostał się do pomieszczenia małej tapicerni. A przecież tuż obok znajdował się magazyn składowania lakierów i rozpuszczalników. Na szczęście oprócz podawanych prądów piany, przeszkodą dla rozprzestrzeniających się płomieni były też masywne metalowe drzwi broniące dostępu do magazynu. Mimo to sytuacja stała się na tyle niebezpieczna, że mł kpt. Ryszard Zagdański postanowił przegrupować część ratowników w strefę bardziej bezpieczną. Polecił też dyżurnemu PSK zadysponować strażaków pełniących dyżur domowy. Do akcji został włączony podnośnik SH-25, co poprawiło efektywność działań gaśniczych. Do akcji sukcesywnie były włączane kolejne OSP: Jawor, Mściwojów, Granowice, Sady Dolne, a także JRG Złotoryja i Chojnów. Przesilenie nastąpiło dopiero we wczesnych godzinach rannych. Kiedy dowodzenie całością działań objął komendant PSP w Jaworze mł. bryg. Maciej Płóciennik, pożar zagrażał jeszcze magazynom pianki poliuretanowej oraz farb i lakierów. Równocześnie efektywność działań ratowniczych uległa osłabieniu. Po przybyciu na miejsce pogotowia energetycznego odłączono bowiem dopływ prądu, co z kolei spowodowało odłączenie pomp wodnych i spadek ciśnienia wody w sieci. Od początku akcji dały też o sobie znać dodatkowe utrudnienia rzutujące na ogólną sytuację. Choćby to, że wprawdzie wewnętrzna sieć hydrantowa była sprawna (do czasu odłączenia prądu elektrycznego), ale znajdujący się około 500 m od zakładu hydrant zewnętrzny był od początku niesprawny. To spowodowało, że w pierwszej fazie zaopatrzenie w wodę było niewystarczające. Sytuacja zmieniła się na korzyść dopiero po zadysponowaniu samochodu GCBM 18/8.
Przed przybyciem strażackich jednostek pracownicy ochrony zakładu nie podjęli żadnych działań ratowniczych. Nie zostało uruchomione urządzenie gaśnicze SUG na CO2. Ponadto w obiekcie lakierni nie było sieci hydrantowej do celów przeciwpożarowych. Hala, w której wybuchł pożar nie mia³a klap dymowych, ani sygnalizacji pożaru. Z tego względu informacja o pożarze została zgłoszona do PSK dopiero w chwili, kiedy ogień już się rozprzestrzenił. Służba dozoru nie posiadała też informacji na temat rozmieszczenia poszczególnych pomieszczeń, co także miało wpływ na tempo działań ratowniczych. Dlatego bardzo ważnym czynnikiem warunkujących skuteczność działań było zorganizowanie odpowiedniej ilości prądów gaśniczych. Nie tylko więc z punktu widzenia współdziałania w natarciu i obronie, zespolenie sił strażaków PSP i OSP miało decydujące znaczenie. Bardzo ważne było bowiem także wsparcie ze strony OSP w uzyskiwaniu skutecznych prądów gaśniczych. Dla przykładu mł. bryg. Maciej Płóciennik postanowił wprowadzić dodatkowo 4 prądy gaśnicze, co wykonano dzięki zadysponowaniu OSP Sady Dolne GCBA 5/20/10. Łącznie uzyskano 13 prądów wody podanych z samochodów gaśniczych, w tym jeden z SH-25. Te działania pozwoliły najpierw zlokalizować pożar, a następnie ugasić ogień. Ratownicy dotarli do magazynów lakierów i farb. Uratowano przyległe budynki i magazyn pianki poliuretanowej o powierzchni 500 m kw., wentylatornię, rozdzielnię elektryczną, a także magazyny podręczne. Ostatecznie po blisko 8 godzinach akcja została zakończona. Pożar spowodował straty w mieniu na kwotę 2 mln. zł. Kiedy zagrożenie minęło nadszedł też Wnioski są różnorodne. Dla strażaków PSP i OSP był to szczególny egzamin ze współdziałania w przypadku wystąpienia dużego pożaru. Czy ten ważny sprawdzian dokonany w realnych warunkach zagrożenia okazał się dla strażaków korzystny? Komendant powiatowy PSP w Jaworze mł. bryg. Maciej Płóciennik nie ma co do tego wątpliwości i stwierdza: - Chciałbym podkreślić, że w akcji wzięło udział ogółem 34 ratowników OSP i 16 PSP, co już pozwala określić skalę naszego wspólnego zaangażowania w akcji. Ogółem w działaniach zadysponowano 15 samochodów ratowniczo-gaśniczych, z czego 8 OSP. Ta statystyka pokazuje, że była to duża akcja i że zaangażowano do niej znaczące siły PSP i OSP. Osobiście pragnę też zaznaczyć, że pod względem wyszkolenia, profesjonalizmu, ale także wyposażenia i ofiarności w działaniu, znakomicie się uzupełnialiśmy. Prezes OSP Męcinka Wiesław Gregulski z kolei wskazuje: - Mamy średnio rocznie 130 zdarzeń, ale tak duże są, na szczęście, rzadko. Tym niemniej, ten pożar pokazuje, że trzeba być przygotowanym na rozmaite ewentualności. Dlatego ważne jest na przykład to, że nasi ratownicy mają przeszkolenie uprawniające do stosowania aparatów powietrznych. Przy tak dużym zadymieniu, wysokiej temperaturze, ten sprzęt był nieodzowny. Poza tym każdego roku organizujemy ćwiczenia strażaków OSP na dużych obiektach. Zwykle są to szkoły, ale takie szkolenie, jak się okazuje, może być bardzo przydatne, kiedy ma miejsce taki duży pożar zakładu. Te uwagi i opinie, rzecz oczywista, nie wyczerpują tematu doskonalenia współdziałania ratowników PSP i OSP w przypadku dużych pożarów. Ta akcja była z jednej strony świadectwem skuteczności wspólnych działań, a z drugiej – ważną wskazówką co i jak robić, aby w przyszłości jeszcze lepiej współdziałać na rzecz skutecznej obrony ludzi i mienia przed zagrożeniem. Lech Lewandowski Fot. archiwum |