Spod hełmuWyciszyły się znacznie ryczące na alarm w okresie lata syreny, mniej dokuczają kłopoty ze zdobywaniem potrzebnego sprzętu ratowniczego, ale nie ustawały działania, których zasadniczym celem jest ciągłe utrzymywanie wysokiego poziomu gotowości bojowej. Właśnie teraz, późną jesienią nadszedł czas, aby w miarę spokojnie porządkować, naprawiać i inwentaryzować wyposażenie, rozpocząć doszkalanie strażaków, przygotować się do idących wielkimi krokami walnych zebrań. Czy tak właśnie w każdej OSP się dzieje? Dwie OSP – bliskie sobie dzięki niewielkiej odległości od zajmowanych siedzib, w działaniu jednak bardzo odległe. W pierwszej straży właśnie teraz rozpoczyna się zimowy sen. Do prawdziwej zimy pozostało wprawdzie sporo czasu, ale po letniej aktywności (chyba dwa razy wyła we wsi syrena, bo płonęły jakieś trawy) trzeba solidnie odpocząć. Na co zresztą czekać? Na bieganie z wężami koło remizy już trochę za późno. W środku budynku pogadałoby się nieco, ale siedzieć w kapotach nieprzyjemnie. Nie ma jak i czym ogrzać, to niech poczeka remiza do wiosny. To nic, że przez niedomknięte okno wiatr za miesiąc nadmucha śniegu. Przyjdzie wiosna, to śnieg się rozpuści. To nic, że na wilgotnych bojówkach osadzi się biała powłoczka. W zimie i tak do pożaru nie będzie potrzeby lub szansy wyjechać. A zbliżające się walne zebranie? Kto i czym ogrzałby tak dużą i wychłodzoną świetlicę? Jak będzie trzeba się spotkać, prezes zaprosi do swojej chałupy. W drugiej straży właśnie odbyło się posiedzenie zarządu. Ciężkie to było lato – stwierdzono. Wyjazdów do akcji, jak rzadko w którym roku. Roboty pełno, ale i satysfakcji nie mniej. Nareszcie chłodniej, to i spokojniej. Zrobi się coś niecoś we własnym, strażackim gospodarstwie. W walce z ogniem uszkodziło się trochę sprzętu. Może uda się z uciułanych pieniędzy i jakichś rezerw w gminie dokupić kilka węży, wyremontować samochód. Prace w polu zakończone, a więc będzie szansa skierować kilku druhów na szkolenie do komendy PSP. Kilka podstawowych szkoleń zrobi się we własnej świetlicy. Młodzież uporała się ze startem w nowych, szkolnych klasach i zapewne w długie jesienno-zimowe wieczory znajdzie czas, aby podziałać w remizie. W straży stanowiącej drugi przykład i w wielu jej podobnych zawsze znajdzie się ciekawe, przyciągające do strażnicy zajęcie. Zawsze też uda się stworzyć przynajmniej zadowalające warunki. Niemałym kłopotem w wielu remizach jest brak stałego ogrzewania. Wiadomo, sieci CO we wsi nikt nie założy, a na uruchomienie własnej kotłowni większości OSP po prostu nie stać. Podejmując jednak ciekawe zadania, przeznaczając budynek na wielorakie zajęcia sporej części mieszkańców wsi, można chyba znaleźć sposób na ogrzanie (może z pomocą gminy) garażu i przynajmniej jednej niewielkiej salki. Gdyby chociaż małe pomieszczenie służyło jesienią i zimą ludziom chcącym coś robić dla własnego środowiska, może udałoby się ogrzewać je piecykiem elektrycznym za składki członków wspierających OSP. Warto to rozwiązanie sprawdzić. Oczywiście, nie pytając o ewentualne powodzenie, ale działając. DRUH ANTONI |