|
Korzystając jesienią z samochodów zdarza nam się wjeżdżać na odcinki dróg publicznych dość mocno zadymione. Zadymienie drogi jest niekiedy tak silne, że prędkość trzeba redukować niemal do zera. Utrudniający jazdę dym pochodzi zazwyczaj ze spalania na polach pozostałości roślinnych, najczęściej wysuszonej naci po ziemniaczanych wykopkach. Nierozważne oczyszczanie pól poprzez spalanie niepotrzebnych, zeschłych odpadów roślinnych powodowało już niejednokrotnie nieszczęście. Dym stawał się przyczyną kolizji drogowych, a rozdmuchiwane przez wiatr fragmenty płonących roślin zarzewiem pożarów. Działo się tak dlatego, że osoba posługująca się ogniem nie zachowała bezpiecznych odległości od dróg, lasów lub budynków, a ponadto nie stworzyła odpowiedniego nadzoru. Aby eliminować to złe zjawisko, powstał stosowny przepis prawny, który mówi, że „wypalanie słomy i pozostałości roślinnych na polach w odległości nie mniejszej niż 100 metrów od zabudowań, lasów, zboża na pniu i miejsc ustawienia stert i stogów bądź w sposób powodujący zakłócenia w ruchu drogowym, a także bez zapewnienia stałego nadzoru miejsca wypalania, nie jest dopuszczalne”. Przepis ten jest zawarty w rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych i administracji z 21 kwietnia 2006 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków innych obiektów budowlanych i terenów (Dz. U. z 2006 r. nr 80, poz. 563). Przypominajmy o tym zakazie, zwłaszcza że przestrzeganie go nie powinno stanowić żadnego problemu, a uniknięcie ewentualnych, smutnych następstw może być pożyteczne dla wszystkich. STEFAN TODORSKI |