SPOD HEŁMU Niemal każda wznoszona w ostatnich latach strażacka remiza mieści w swoich murach garaż (lub garaże), pomieszczenie na sprzęt, pokój zarządu i salę służącą różnie pojmowanej działalności kulturalnej. W wielu strażnicach urządza się zaplecza kuchenne. Sanitariaty stają się standardem. Taki jest bowiem wymóg czasu. Niewielkie, budowane przed paroma laty obiekty, zwłaszcza w miesiącach chłodnych, stoją puste. Tradycja głosi, że w budynkach ochotniczych straży pożarnych zawsze coś się działo i powinno dziać się nadal. Sądzę, że każdy, kto głębiej wniknął w środowisko wsi, dostrzega w strażackim działaniu dojrzałość społeczną i perspektywiczne myślenie podbudowane potrzebą podawania pomocnej ręki drugiemu człowiekowi. Strażnice, bez względu na warunki, potrzeby i możliwości występujące w poszczególnych miejscowościach, służą zawsze w mniejszym lub większym zakresie lokalnym społecznościom. We wsi, gdzie prawidłowo funkcjonuje straż, nikt nie musi się zastanawiać, gdzie przeprowadzić spotkanie z ważnym gościem, zorganizować zebranie wiejskie, gdzie wreszcie urządzić spotkanie towarzyskie z jakiejś okazji. Nie trzeba także martwić się o lokum na zorganizowanie imprezy kulturalnej. Wręcz przeciwnie – nierzadko strażacy do organizowania życia kulturalnego w remizach sami gorąco zachęcają. Dość szeroko rozpowszechnionymi rozrywkami na wsi są w dalszym ciągu zabawy taneczne i od jakiegoś czasu dyskoteki. Jest to oczywiste. Słuchanie muzyki połączone z tańcem, to czynności lubiane i akceptowane powszechnie. Ponadto organizacja imprez tanecznych nie wymaga szczególnych umiejętności z animacji kultury. Inny motyw (bardziej prozaiczny, ale nie bez znaczenia), to możliwość podreperowania społecznej kasy, w której bardzo często brakuje środków na ważne zadania. Ta najpowszechniejsza forma organizowania w remizie rozrywki jest – niestety – bardzo różnie serwowana, a tym samym różnie odbierana i oceniana. Obok muzycznych atrakcji połączonych z przyjemnymi doznaniami płynącymi z tańca zdarzają się również imprezy zakłócane chuligańskimi wybrykami wywoływanymi przez zamroczonych alkoholem młodzieńców. Te złe przykłady są niekiedy źródłem krzywdzących opinii o organizatorach zabaw. Krzywdzących, gdyż w niektórych sytuacjach żadne wysiłki nie ostudzą gorących głów „wojowników”. Czasami jednak warto zastanowić się, czy zrobiliśmy wszystko, aby uchronić bawiących się gości przed przykrymi incydentami. Częstymi imprezami w strażnicach są wesela. W przypadku wesel – imprez zamkniętych – ochrona jest zbędna. Należy jednak zadbać, by goście weselni czuli się u nas przytulnie, niemal jak u siebie w domu. Nasze działania muszą iść w tym kierunku, aby posadzić ich przy solidnych stołach, na w miarę wygodnych siedzeniach. Zadbać należy o odpowiednie nagrzanie i napowietrzenie sali. Sanitariaty powinny być czyste, pachnące i wyposażone w papierowe ręczniki do wycierania rąk. Warto też zadbać o wieszaki, by rozbawiony gość miał na czym powiesić marynarkę. Niedawno byłem na weselu w remizie, która uchodziła za jedną z lepiej przygotowanych do tego celu w okolicy. Wszystko było niby w porządku, ale panujący w niej zaduch wręcz utrudniał spożywanie posiłków, a marynarki rozgrzanych gości tworzyły wysoką stertę na parapetach okien. To, o czym piszę, nie jest zapewne winą strażaków. Ci udostępniają taki lokal, jaki posiadają. Tym niemniej, przemyślane poprawienie warunków może nam dostarczyć większej wdzięczności użytkowników remiz, a także spowodować, że nie będzie wyrastać obok – nastawiona głównie na zysk – rozrywkowa konkurencja. DRUH ANTONI |