Spod hełmu Odwiedziłem niedawno straż, której działania z kilku ostatnich lat wprost mnie zadziwiły. W pamięci miałem „sypiącą się” remizę i wprost bezradnych strażaków, którzy z jednej strony chcieli podkreślać swoją rolę, bo działali w miejscowości gminnej, z drugiej zaś ustępowali silniejszym sąsiadom radzącym sobie lepiej, chociaż ich siedziby znajdowały się w niewielkich wioskach. Wizyta sprzed paru dni przypomniała mi prawdę, że wystarczy, aby koło ruszyło, a nabierze coraz szybszego pędu. Przed oczami stanął mi budynek, który kształtem bryły, pięknie zaprojektowanym dachem i elegancją wykończenia przykuwał uwagę i po prostu cieszył. I nie był to całkiem nowy obiekt, ale zmodernizowana i rozbudowana stara strażnica. Dzieło powstało w bardzo szybkim tempie. Stać tak się mogło, bo nowe władze gminy zrozumiały potrzeby strażaków i co najważniejsze - zdołały zgromadzić środki na to ważne przedsięwzięcie. Strażnica uruchomiła bieg kolejnych zdarzeń. W nowym, przestrzennym garażu nie mógł przecież stać stary, wysłużony samochód. Zastąpił go więc na początku bieżącego roku pięknie skarosowany star 266. Na obchodzonym nieco później jubileuszu straż ta otrzymała sztandar i odznaczenie, które zawisło na sztandarowym płacie. Rozmawiając o osiągnięciach zagadnąłem prezesa i naczelnika OSP o dalsze plany. Warto przecież to rozpędzone koło utrzymywać w ruchu. – Budynek mamy okazały, posesję pięknie wyłożoną kostką też – usłyszałem. – Czas pomyśleć, co zrobić ze starym zbiornikiem przeciwpożarowym, który niewykorzystany i pusty tylko szpeci strażacki plac i otoczenie. Przyznałem, że faktycznie jest to problem. Zbiornik wybudowano przed wielu laty, kiedy we wsi nie było wody. Teraz przy gęsto rozlokowanych hydrantach jego rola zmalała nieomal do zera. Gdyby zbiornik miał dopływ i odpływ wody, mógłby być dodatkowym uzupełnieniem, ale sztuczne napełnianie i utrzymywanie wysychającej wody daje przede wszystkim niezbyt przyjemny zapach. Jaki los spotka zbiornik, strażacy jeszcze nie wiedzą. Coraz wyraźniej jednak snuje im się wizja utworzenia w tym miejscu kilkunastu miejsc parkingowych, bo chcą, aby remiza żyła, a przybywający goście coraz częściej korzystają z własnych samochodów. W dalszej części rozmowy zapytałem o młodzież. – Co z drużyną młodzieżową? – podkreśliłem. – Nie mamy. Próbowaliśmy już tworzyć, ale się rozpadła – padła odpowiedź. –Teraz jest szansa – zauważyłem. W remizie powstaje świetlica. Pomieszczenie po dwóch starych boksach, do których nie zmieści się żaden nowoczesny średni samochód, jest właśnie zamieniane na lokum dla młodzieży. Właściwszego momentu, by utworzyć młodzieżową drużynę pożarniczą zapewne nie będzie. Tak jak straż nabrała wiatru w żagle, kiedy ich siedziba osiągnęła nowoczesny standard i funkcje, tak młodzi adepci sztuki pożarniczej mogą znaleźć właściwe miejsce w tworzonej dla nich świetlicy. Podbudowani rodzącą się szansą na zorganizowanie drużyny zaczęliśmy mówić o płynących z takiego przedsięwzięcia pożytkach. Poprzez drużynę młodzieżową można wskazywać młodym zdrowe cele. Ktoś zauważył, że młodzieżowiec nie musi zostać w straży, ale działalność w MDP na pewno odciśnie się na jego przyszłej postawie. Jeśli jednak nastolatek wrośnie w pożarnictwo, będzie z niego strażak z krwi i kości. Drużyna w tej OSP zapewne powstanie. Mogą też powstać nowe drużyny w wielu innych strażach. Mogą, jeśli pomyślimy wcześniej o miejscu, roli i formach działania dla tych naszych, młodziutkich następców. DRUH ANTONI |