W maju w Internecie pojawiła się informacja dotycząca likwidacji strony internetowej napisy.org. Była to strona zawierająca tysiące napisów do filmów, które były dostępne w Internecie. Z notatki policyjnej możemy dowiedzieć się, że oprócz likwidacji zatrzymano kilka osób, które zajmowały się tłumaczeniami. Zabezpieczono też komputery, na których pracowali administratorzy tej strony. Do tej akcji zaangażowano policjantów z kilku województw i z Niemiec. Zatrzymanym grozi kara do 2 lat więzienia. Według polskiego prawa osoba tłumacząca ścieżkę dźwiękową filmu musi mieć zgodę właściciela praw autorskich na rozpowszechnianie takiego tłumaczenia. Zatrzymane osoby zgody takiej nie miały.
Z punktu widzenia prawa stała się rzecz słuszna. Oczywiście nie było potrzebne zorganizowanie tak spektakularnej akcji – ludzi zajmujących się tłumaczeniem potraktowano jak gang niebezpiecznych przestępców. Myślę, że wystarczyłoby zwykłe wezwanie do komendy.
Według mnie takie działania nie przyniosą oczekiwanych efektów. Używając terminologii lekarskiej można powiedzieć, że zamiast tłumić objawy, należy leczyć przyczyny. Problemu piractwa nie da się wykorzenić poprzez surowe sankcje. Podobnie było z serwisem RedWatch, który zawierał faszystowskie treści – mimo wielu akcji, nie udało się wykorzenić zakazanych treści publikowanych w Internecie. Tak samo będzie z serwisami zawierającymi treści tłumaczeń – strona napisy.org zniknęła, ale jest jeszcze wiele innych stron WWW udostępniających napisy do filmów. Poza tym taka akcja nie likwiduje ściągania filmów przez programy P2P, zresztą filmy mogą być udostępniane razem z tłumaczeniami. Poza tym w Internecie pojawiają się propozycje obejścia prawa – na przykład stworzenie strony WWW poza granicami naszego kraju, na przykład w USA, gdzie zablokowanie serwerów jest trudniejsze. Ale to też nie jest rozwiązanie – to tylko sposoby obchodzenia prawa.
Najprostszym rozwiązaniem jest obniżenie cen filmów, tak by były dostępne dla każdego obywatela. Wtedy nie opłacałoby się ściągać nielegalnie filmów przez Internet. Tak samo jest z rynkiem muzycznym – płyty, których cena jest poniżej 20 zł nie opłaca się rozpowszechniać piratom fonograficznym. Poza tym te płyty sprzedają się w dużo większych ilościach. Zamiast sprzedać 2000 płyt po 40 zł lepiej sprzedać 4000 płyt po 20 zł – wtedy problem piractwa sam by zniknął.