 Podkreślając pozycję ochotniczych straży pożarnych nierzadko sięgamy do ich historii. Chlubimy się tym, że z każdym rokiem powiększa się liczba stulatek, że wiele straży rosło od początku wraz z niepodległym państwem. Podkreślamy, że skłonni do poświęceń strażacy potrafili w wielu miejscowościach oddawać się służbie dla polskości, dla wychowania młodzieży, dla zaspokajania ludzkich, duchowych potrzeb. Wielu druhów osiągnięcia pokoleń potrafi wzbogacać i dzisiaj. Niejedna OSP wyjeżdża do pożarów i innych akcji po kilkadziesiąt i więcej razy rocznie, a obok tego na przykład dba o stuletnią, kilkudziesięcioosobową orkiestrę dętą. Znaczące osiągnięcia są wzorem do naśladowania dla straży młodszych, mniej doświadczonych, biedniejszych. Są wzorem dla innych stowarzyszeń, instytucji, a nawet pojedynczych osób. Są... pod warunkiem, że straż właściwie je udokumentuje i poprzez jakąś formą przekazu upubliczni. W swoim dziennikarskim życiu spotkałem niemało pięknych przykładów. O licznych pisałem artykuły do „Strażaka” i innych czasopism. Przeglądałem w tym celu różne dokumenty, zaglądałem do kronik. Oglądałem zgromadzone w kącikach pamiątek trofea. Zdarzało się, że mimo sporego doświadczenia, otwierałem usta z wrażenia i podziwiałem bogate zbiory potwierdzające osiągnięcia w różnych dziesięcioleciach. Niekiedy aż chciało się patrzeć na kąciki z pucharami i dyplomami. Zadziwiała nie tylko ich liczba, ale ranga, wiek (niektóre pamiętają czasy przedwojenne) i staranne eksponowanie. Puchary zazwyczaj są młodsze, ale w estetycznych, szklanych gablotach robią wrażenie. Zaglądając do kronik i dokumentów w niektórych OSP odnajduje się niemal skarby. Unikatowe dokumenty i zdjęcia z różnych ważnych wydarzeń pochodzą nieraz z końca XIX wieku. W opasłych, ilustrowanych tomach kronik można znaleźć informacje świadczące o bogactwie dawnych działań. Piszę z uznaniem i wręcz zachwytem o pięknych przykładach ilustrujących życie niektórych OSP, ale niestety, w większości straży nie ma pięknych kącików pamiątek. Częściej widać jakąś szafę, w której wśród wielu szpargałów tkwi w zakamarku jakiś puchar. Częściej również widzę w pokojach zarządu gołe ściany, a kilka zakurzonych dyplomów znajduję gdzieś na dnie szuflady. Szanowni druhowie – zwłaszcza z tych straży, w których nie ma godnego miejsca na dyplom, w których nie ma kronik, a dokumenty przepadają w prywatnych szufladach – powiecie pewno, że nie jest to łatwe, bo nie wszędzie znajduje się ktoś potrafiący pisać kronikę, nie wszędzie jest ktoś, kto zechce prowadzić dokumentację fotograficzną. Będzie w tym pewna racja. A może raczej część racji. O historię można dbać nie pisząc kronik i nie robiąc serii zdjęć przy każdej okazji. Wystarczy uszanować ślady działania, a będzie to niemało. Niech we właściwym skoroszycie, teczce znajdzie się wpięte lub włożone pismo skierowane do straży, niech będzie kopia pisma wysłanego z jednostki. Zgromadźmy przynajmniej w godnych warunkach w szafie otrzymane dyplomy, gratulacyjne i okolicznościowe listy, opisane zdjęcia, zrobione dla nas nawet przez przypadkowe osoby. Postarajmy się, aby książki pracy OSP, skarbnika, czy gospodarza po zapełnieniu były złożone we właściwym miejscu jako archiwalia. Napiszmy z każdego posiedzenia zarządu krótki protokół i zachowajmy go jako dokument archiwalny. Tyle w zasadzie wystarczy. Prowadzona odpowiednio bieżąca dokumentacja wystarczy, by po latach następcy mogli godnie oceniać przodków, by historyk lub dziennikarz mógł napisać: w tym budynku działy się ważne rzeczy. Zapamiętajmy: najważniejsze jest czynić dobro, ważne jednak, by ktoś mógł to wykorzystać jako drogowskaz. druh Antoni |