6 lutego około godziny 1.20 w nocy rozległ się alarm syreny z wieży strażackiej OSP w Siedliskach (pow. raciborski, woj. śląskie).
Ze spokojnego snu zerwali się druhowie obudzeni wyciem syreny i biegnąc co sił do remizy ujrzeli łunę ognia w centrum Siedlisk. To palił się stary młyn, który od 25 lat już nie pracował, a całe jego wnętrze stanowiły wysuszone i łatwo palne drewniane stropy, dach, urządzenia młyńskie i mnóstwo nagromadzonych rupieci. 14 strażaków-ratowników z Siedlisk po szybkim założeniu umundurowania bojowego i sprzętu ochrony osobistej ruszyło trzema samochodami – jelczem GCBA 3/32, tatrą GCBA 10/40 i żukiem SLRR – do akcji ratowniczo-gaśniczej.
Od początku dowodzenie akcją objął komendant gminny ZOSP RP Krzysztof Bartoń. Po przyjeździe na miejsce strażacy zobaczyli „płonący wieżowiec” – budynek o wysokości 18 metrów był cały w ogniu, a wydobywające się płomienie sięgały nawet 30 metrów, czyli wysokości 10-piętrowego wieżowca. Widząc ogromne zagrożenie również dla okolicznych budynków, natychmiast wezwano posiłki z innych straży i w pierwszej kolejności przystąpiono do obrony budynków stojących w sąsiedztwie młyna – do tego celu zbudowano cztery linie gaśnicze. Żar z palącego się budynku był tak duży, że nie można było blisko podejść, a tak zwane lotne ognie przemieszczały się z wiatrem nawet 100 metrów dalej, zagrażając innym domom mieszkalnym.
W tym czasie strażacy budowali kolejne cztery linie gaśnicze, aby w natarciu przystąpić do gaszenia ognia, zapadła również decyzja o obudzeniu wszystkich okolicznych mieszkańców gospodarstw domowych, by nadzorowali swój dobytek. Gdy akcja gaśnicza trwała już prawie 10 minut, nagle zawaliła się część południowej ściany młyna na przylegający do niego opuszczony budynek mieszkalny, wzniecając kolejne płomienie ognia. To wszystkim uświadomiło, iż istnieje możliwość zawalenia się innych ścian, co z kolei powodowało duże zagrożenie dla działających tam strażaków.
Po przybyciu na miejsce pożaru kolejnych samochodów gaśniczych, strażacy z OSP i PSP zalewając obficie budynek wodą, po około półtoragodzinnej akcji ugasili pożar. Następne godziny akcji, to dogaszanie tlących się elementów, kontrola okolicznych budynków i zabezpieczanie miejsca zdarzenia. W związku z zagrożeniem zawalenia się ścian i ryzykiem wejścia do wnętrza młyna, dogaszanie trwało do godziny 13-tej.
Strażacy zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pożaru. Akcja była prowadzona profesjonalnie, szczególnie pierwszych kilkanaście minut zaważyło na końcowych dobrych ocenach działań.
Ogółem w akcji brało udział 10 zastępów OSP i 2 PSP, straty – to kilkadziesiąt tysięcy złotych, zaś uratowane mienie i dobytek to kilkaset tysięcy złotych, a uratowane zdrowie czy życie jest zawsze bezcenne.
Przybyła na miejsce policja rozpoczęła dochodzenie, przyjechał również biegły sądowy do spraw pożarnictwa, znaleziono miejsce podpalenia i stwierdzono, iż było to umyślne i celowe podpalenie.
Cała akcja ratowniczo-gaśnicza była bardzo kosztowna, ale co można powiedzieć o strażakach, którzy zawsze na sygnał syreny podążają bezinteresownie ratować czyjeś mienie, zdrowie czy życie poświęcając w∏asny czas i spokój rodziny, bo każdy martwi się i oczekuje powrotu swojego bliskiego po akcji do domu, ileż ci strażacy ochotnicy ryzykują podczas działań ratowniczo-gaśniczych. (S)
Fot. archiwum OSP Siedliska