|
W nocy z 10 na 11 listopada 2006 roku dźwięk syren, telefonów i pagerów zbudził większość strażaków w gminie Zalewo.
O godz. 2.15 Powiatowe Stanowisko Kierowania w Iławie (woj. warmińsko-mazurskie) otrzymało zgłoszenie o palących się zabudowaniach w miejscowości Janiki Wielkie. Już pierwsze zgłoszenie informuje o dużym pożarze chlewni. Dyżurny operacyjny natychmiast dysponuje wszystkie okoliczne jednostki OSP i GCBA z JRG Iława. 
Pierwsza (o godz. 2.32) na miejsce dociera miejscowa OSP. Zastaje cały obiekt o wymiarach ok. 40 x 10 metrów ogarnięty płomieniami. Pali się cały dach oraz część pomieszczeń na parterze budynku. Jednostka podaje pierwsze prądy gaśnicze wody. Niestety, pożar jest już tak rozwinięty, że wylanie ponad 2 ton wody nie robi na pożarze nawet najmniejszego wrażenia. W ciągu następnych 20 minut docierają na miejsce kolejne wozy OSP. Zaczyna się walka z czasem. Podawane są 4 prądy gaśnicze wody: 2 z GBA OSP Zalewo i 2 z GBA OSP Boreczno. Z parteru budynku ewakuowane są zwierzęta (14 macior, 40 prosiąt, 2 jałówki, 1 cielak), ostatnie wynoszone są już w chwili, gdy płomienie przepalają drewniany strop. W tym czasie zastępy GBM z OSP Janiki Wielkie oraz GLM z OSP Wielowieś rozpoczynają organizowanie zaopatrzenia wodnego. Niestety, zawodzi sieć hydrantowa – wydajność wody jest zbyt mała. Budowane jest stanowisko wodne na oczku wodnym znajdującym się na podwórzu gospodarstwa. Motopompa pływająca zasila oba samochody podające prądy gaśnicze. Jednak już po krótkim czasie okazuje się, że mimo, wydawałoby się, wystarczających rozmiarów tego zbiornika wodnego, jest on w dużym stopniu zamulony i występują kłopoty związane z zatykaniem pompy. Na odległym o około 100 m od zabudowań dużym stawie budowane jest stanowisko wodne przez OSP Wielowieś. Gdy zastęp ten już zbudował linię zasilającą, odmawia posłuszeństwa ich motopompa M 8/8 (PO-5). Dowódca zastępu OSP Boreczno podejmuje decyzję o przeniesieniu motopompy pływającej na duży staw i wykorzystaniu istniejącej już linii zbudowanej przez OSP Wielowieś. Po przybyciu zastępu GCBA JRG Iława i drugiego zastępu z OSP Zalewo następuje przegrupowanie sił. GCBA jelcz zastępuje wóz z OSP Boreczno, który z pozostałymi wozami otrzymuje zadanie dowożenia wody pobieranej z hydrantów w centrum wsi. Podjęta zostaje decyzja o budowie drugiej linii zasilającej ze stawu z wykorzystaniem motopompy szlamowej. Od tego momentu, mimo podawania 7 prądów gaśniczych, nie występują kłopoty z dostarczaniem wody, nawet mimo poważnej awarii samochodu GBA star z OSP Urowo i konieczności wycofania go z działań. Zastęp SLRt oświetlał miejsce akcji.
Szybki rozwój pożaru oraz duże nagromadzenie materiałów palnych spowodowało, że obiektu nie udało się uratować. Spłonęło ok. 40 ton zboża i 20 ton słomy – składowanych na parterze budynku oraz 50 ton siana – składowanych na strychu budynku, a także wiele sprzętu i urządzeń rolniczych. Nie istniała konieczność podawania prądów wody w obronie budynku mieszkalnego, gdyż znajdował się on w bezpiecznej odległości. Poważnie utrudniony był dostęp z prądami gaśniczymi do palącego się na strychu siana i konstrukcji budynku. Pokryty blachą dach i brak jakichkolwiek otworów nie pozwalały, na skuteczne podawania prądów wody w pierwszej fazie działań. Skutek był przewidywalny – zawalenie się dachu i przepalanie drewnianego stropu. Pożar udało się zlokalizować dopiero o godz. 4.20, a więc po prawie dwóch godzinach działań. Dogaszanie pogorzeliska i rozbiórka konstrukcji dachu i stropu trwała do godzin popołudniowych. Ostatni zastęp wrócił do remizy o godz. 14.40.  O świcie trwa już dogaszanie Niestety, jak często bywa przy pożarach wybuchających w porze nocnej, zbyt późne zauważenie ognia i powiadomienie jednostek straży pożarnej jest przyczyną swobodnego jego rozwoju i znacznych strat. Tak też było w tym przypadku. Po tak długotrwałej i wymagającej mobilizacji znacznych sił akcji nasuwa się kilka wniosków: – Bezwzględnie konieczna jest wymiana leciwych motopomp serii PO-3 i PO-5 na nowsze, bardziej niezawodne konstrukcje, które są oferowane na polskim rynku, zwłaszcza w pojazdach typu GBM i GLM, gdzie są one podstawowym wyposażeniem, decydującym o przydatności całego wozu w akcjach ratowniczo-gaśniczych. – Po raz kolejny okazało się, że trudno jest polegać na sieci hydrantowej na terenach wiejskich, zwłaszcza hydrantach oddalonych od pompowni i hydroforni. – Bez zarzutu dzialały motopompy: pływająca i szlamowa. Pracowały one przez kilka godzin z krótkimi przerwami na uzupełnienie paliwa, ich niewielka masa i gabaryty pozwalają na przewożenie w każdym samochodzie, w związku z tym mogłyby stać się standardowym wyposażeniem każdego wozu gaśniczego. – Sprawdziły się też ocieplane, gumowe buty, w które wyposażone były wszystkie OSP biorące udział w działaniach, błotnisty i grząski teren oraz niska temperatura nie sprzyjały pracy w obuwiu skórzanym. 
Budujący jest fakt, że mimo niesprzyjającej pory, do wyjazdu stawiły się komplety załóg ze wszystkich OSP, a czas alarmowania i dojazdów na miejsce akcji był stosunkowo krótki, biorąc pod uwagę niekorzystne lokalne warunki terenowe. Pozostaje pytanie: Co było przyczyną pożaru? W iele śladów wskazywało na umyślne podpalenie. W tej samej, niewielkiej miejscowości zaledwie rok temu, także w nocy, w innym gospodarstwie, wybuchł taki sam pożar. Tekst i zdjęcia: Bernard Król |