|
To była bardzo trudna i niebezpieczna akcja. Strażacy ratowali ofiary pożaru budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim z narażeniem własnego życia. Nie ma w tym stwierdzeniu ani odrobiny przesady. Pożar powstał z nieustalonych dotąd przyczyn, tuż po północy, około 00:10, powoli nabierał tempa, na początku nieśmiało zabrał się za trawienie szafek, plastików i firanek na korytarzu. Większość ludzi zapadła w bardzo głęboki sen. Ktoś zauważył płomienie, przecierając szczypiące oczy próbował podjąć nierówną walkę z ogniem. Pożar nabierał mocy, wzrastała temperatura, walczących z nim ogarnął paniczny strach! Wszczęli alarm, z przerażeniem obserwując, jak płomienie, liżąc sufit, rozpełzły się we wszystkich kierunkach. Ich krzyki w większości nie spotkały się z odzewem, budynek wielokrotnie tętnił życiem niejedną noc, jego mieszkańcy przyzwyczajeni do hałasów nie przerywali snu. Sytuacja stała się tragiczna, korytarz wypełnił się gęstym toksycznym dymem, gotowym udusić każdego, kto nabierze go w swoje płuca, jęzory ognia zaczęły nagrzewać klamki, przepalać drzwi, wciskać się pod drzwiami do pomieszczeń.  0:59 Pożar od strony wjazdu na zaplecze budynku W panice nikt nie zadzwonił do straży pożarnej, jak zeznał jeden ze świadków, rozmiar pożaru kazał mu myśleć, że ktoś musiał zrobić to wcześniej. Teraz wszyscy z przerażeniem rzucili się do ucieczki. Jedna z kobiet uciekając zdała sobie sprawę, ile dzieci nieświadomych niczego śpi w swoich pokojach. Zawróciła, biegnąc przez wypełniony ogniem i dymem korytarz waliła do drzwi, krzykiem próbowała obudzić mieszkańców. Temperatura i dym nie dały jej zbyt wiele szans, upadła na kolana, uderzyła w ostatnie drzwi, z jej piersi wydostał się ostatni krzyk. Prezydent pośmiertnie nadał Teresie Pasiuk Medal za Ofiarność i Odwagę. Kilka osób zareagowało wreszcie na alarm. Jedna z kobiet, matka kilkorga dzieci złapała o godzinie 00:32 za telefon „pali się, pali się dom, proszę pani szybko prosimy straż… na hotel na naftę, palimy się… tu jest pełno dzieci, my się tu dusimy wszyscy!!!” – krzyczała.  1:02 Widok na szczyt budynku oraz ścianę od ulicy Wolińskiej. Na pierwszym planie Renault GBA-2/19/4 z JRG PSP Kamień Pom. W głębi po prawej natarcie zewnętrzne w okolicy głównego wejścia do budynku. Do akcji wyjeżdżają natychmiast dwa zastępy gaśnicze JRG Kamień Pomorski z sześcioma strażakami, do pożaru mają niedaleko, ok. 400 m na tej samej ulicy. Dowódca szybko podaje meldunek wstępny i prosi o zadysponowanie wszystkiego co się da. Godzina 00:36 – w wyniku rozpoznania ustala, że: 1 z tyłu budynku (strona wschodnia) w niektórych oknach pierwszego i drugiego piętra wiele osób w rozpaczy wzywa pomocy, 2 od tej samej strony na ziemi leży nieruchomo 1 osoba z urazem głowy, 3 od strony ul. Wolińskiej w niektórych oknach także znajdują się ludzie wzywający pomocy, 4 od strony północnej przez okno w szczycie budynku wydostają się płomienie, 5 pożar intensywnie się rozprzestrzenia, a płomienie pojawiają się w kolejnych oknach. Jego decyzja jest natychmiastowa, priorytetem jest ratowanie ludzi, gaszenie pożaru odkłada w czasie, poleca zdjąć drabinę D10W i jak najszybciej przystąpić do ewakuacji wszystkich wzywających pomocy. Niestety, ze względu na zbyt małą liczbę ratowników nie podejmuje próby ratowania nieprzytomnych i ukrytych w pokojach wewnątrz budynku. Taka procedura obowiązuje przy zdarzeniach masowych, gdzie liczba poszkodowanych jest większa od liczby ratowników. Świadomość pozostawienia na pastwę płomieni bezbronnych osób będzie odbijała się echem w umysłach ratowników zawsze.  1:18 Wjazd na teren budynku. Natarcie z Magirusa GBA-2,5/16 OSP Jarszewo. Siedem minut skrajnego wysiłku pomiędzy godzinami 00:36 a 00:43 wpisze szóstkę bohaterów do historii pożarnictwa, wryje się głęboko w ich emocje i wspomnienia. Czas ten podzielono w „Raporcie wstępnym Zespołu Komendanta Głównego PSP” na cztery fazy: FAZA I Dojazd SLRt i GBA z JRG PSP w Kamieniu Pomorskim. Na teren akcji przybywają dwa zastępy – pierwszy SLRt z obsadą: st. str. Mariusz Faerber – strażak i st. ogn. Piotr Studziński – kierowca. Wjeżdżają na teren posesji bramą od strony północnej – otwartą przez osoby postronne. Widzą budynek objęty pożarem, z niektórych okien wydobywają się płomienie, słyszą krzyki ludzi z okien od strony wschodniej. Kierowca ubiera się kompletnie i zakłada aparat oddechowy oraz rozwija linię szybkiego natarcia. W tym czasie dojeżdża GBA z obsadą: mł. asp. Przemysław Zbroński – dowódca zmiany, st. sekc. Dawid Szymanek – kierowca, mł. ogn. Mariusz Gajda – strażak, str. Radosław Dziągwa – strażak i staje na wysokości narożnika budynku od strony północno-zachodniej. W trakcie dojazdu strażacy Gajda i Dziągwa zakładają aparaty oddechowe, a dowódca zmiany kontaktuje się z PSK oraz, z uwagi na rozmiar i dynamikę zdarzenia, wzywa dodatkowe siły i środki służb ratowniczych.  1:20 Natarcie od frontu, od strony ulicy Wolińskiej Po dojeździe dowódca widzi wydostający się z okien budynku ogień i słyszy wołania o pomoc ludzi znajdujących się w oknach budynku. Po wstępnym rozpoznaniu podejmuje decyzję o ratowaniu w pierwszej kolejności przytomnych poszkodowanych oczekujących na ewakuację w oknach (co najmniej w 7 miejscach) oraz skierowaniu wszystkich strażaków do ratowania ludzi przy wykorzystaniu posiadanego sprzętu. Dowódca zmiany (Kierujący Działaniami Ratowniczymi – KDR) poleca rozstawić drabinę D10W od strony wschodniej, gdzie znajduje się największa liczba osób wzywających pomocy. FAZA II Drabinę D10W stanowiącą wyposażenie samochodu GBA2/19/4, wymagającą obsługi czteroosobowej sprawia od strony południowo-wschodniej zespół w składzie: Zbroński, Szymanek, Gajda, Faerber. Następuje ewakuacja ludzi za pomocą drabiny D10W: 1 przemieszczając drabinę – po drodze widzą leżącego mężczyznę, który prawdopodobnie skoczył z III kondygnacji i po stwierdzeniu oznak życia (Dawid Szymanek) pozostawiają go – przystępują do ratowania ludzi z zagrożonych kondygnacji, 2 równocześnie od strony północno-wschodniej strażak Radosław Dziągwa pomaga w ewakuacji mężczyzny z daszku na II kondygnacji oraz łapie wyrzucone przez matkę dziecko z okna (II kondygnacja), następnie kobieta ewakuowała się na piasek. W tym czasie podbiega do niego z pomocą kierowca z SLRt pozostawiając rozwiniętą linię gaśniczą, następnie wraca do SLRt i podaje prąd wody na okna szczytowe północno-wschodnie, 3 strażacy sprawiają drabinę do II kondygnacji i ewakuują 5-osobową rodzinę (dwie osoby dorosłe oraz troje dzieci) z okien II kondygnacji od strony południowo-wschodniej oraz umieszczają ich w bezpiecznym miejscu z dala od płonącego budynku (Mariusz Faerber), 4 w tym samym czasie na szczyt drabiny staje mężczyzna z III kondygnacji i zostaje ewakuowany na dół, 5 następnie, po ewakuacji rodziny przestawiono drabinę do okna sąsiedniego pomieszczenia na II kondygnacji dokonując ewakuacji mężczyzny (Mariusz Faerber), 6 równocześnie strażak Mariusz Gajda otrzymuje od KDR polecenie wejścia z linią gaśniczą po głównej klatce schodowej od strony zachodniej – w celu rozpoznania i ewentualnej ewakuacji ludzi znajdujących się na drogach ewakuacyjnych wewnątrz budynku, 7 następnie wysunięto drabinę na III kondygnację, gdzie wszedł KDR Przemysław Zbroński i asekurując ewakuował starszą kobietę z płonącego pomieszczenia, 8 równocześnie kierowca Piotr Studziński rozwija szybkie natarcie z GBA w kierunku wewnętrznej klatki schodowej, w celu przekazania jej rocie ratowników, 9 mł.ogn. Mariusz Gajda biegnąc, mija po drodze łapiącego dziecko strażaka Radosława Dziągwę i wydaje mu polecenie dołączenia do roty, a następnie odbiera od kierowcy Piotra Studzińskiego linię gaśniczą i biegnie do klatki schodowej, 10 strażak Radosław Dziągwa dołączając do roty wchodzącej klatką schodową, widzi od strony północno-zachodniej wiszącą na parapecie II kondygnacji kobietę, zatrzymuje się i krzykiem zmusza ją do skoku, który asekuruje – tym samym umożliwia ewakuację tym oknem następnym osobom, które wyskakują samodzielnie i są odbierane przez osoby postronne.  1:29 Natarcie na prawą część budynku od strony ulicy Wolińskiej. Na pierwszym planie GCBA-6/32 z OSP Golczewo FAZA III Po stwierdzeniu, że w narożniku od strony południowo-wschodniej nie ma już więcej ludzi wymagających ewakuacji – zespół w składzie 3-osobowym przenosi drabinę D10W (Zbroński, Szymanek, Faerber) na stronę południowo-zachodnią i w tym samym czasie słyszy z góry zewnętrznych schodów ewakuacyjnych krzyk mężczyzny z żądaniem pomocy. Strażacy sprawiają drabinę (w tym pomaga im osoba postronna) i prowadzą ewakuację kobiety z II kondygnacji (Mariusz Faerber). W trakcie sprowadzania kobiety na dół, strażak widzi okna pomieszczeń znajdujących się powyżej (III kondygnacja). Są zamknięte – nie widzi ludzi potrzebujących ewakuacji. Zaraz po zejściu podbiega do strażaków mężczyzna i prosi o sprawdzenie pomieszczenia ponownie po stronie południowo-wschodniej, w którym prawdopodobnie znajdują się członkowie jego rodziny. Strażacy (z pomocą osoby postronnej) przenoszą z powrotem drabinę na stronę południowo-wschodnią i przystawiają do pierwszego okna na II kondygnacji. W tym samym czasie strażak Faerber biegnie do SLRt po aparat oddechowy, a następnie wraca i wchodzi po sprawionej drabinie do pomieszczenia na II kondygnacji, wskazanego przez mężczyznę. Pomimo widocznego ognia i dymu strażak wchodzi tam i przeszukuje pomieszczenie, nie znajduje nikogo. Nie może iść dalej, ponieważ reszta pomieszczeń, łącznie z sufitem, objęta była ogniem. Wycofuje się. Podczas prowadzenia opisanych wyżej czynności KDR – Przemysław Zbroński wchodzi po schodach ewakuacyjnych na III kondygnację, gdzie przy otwartych drzwiach ewakuacyjnych stoi krzyczący mężczyzna, który żąda, aby strażak wszedł do środka w celu ratowania jego siostry. Mężczyzna informuje, że po lewej stronie jest jego siostra i mogą być tam inni ludzie. Wejście częściowo zablokowane jest przez przypięty do stałych elementów budynku rower, którego nie daje się usunąć. KDR na kolanach próbuje wejść do środka, ale dym sięgający podłogi oraz wydostające się w górnej części drzwi ewakuacyjnych płomienie zmuszają go do wycofania się. KDR nie ma aparatu izolującego górne drogi oddechowe oraz dodatkowego wsparcia strażaków zajętych ewakuacją. Ponadto wcześniejsze zewnętrzne oględziny tej części budynku i pomieszczeń na III kondygnacji (nikt nie wzywa pomocy) nie potwierdzają słów zgłaszającego. Ocenia, że w tych warunkach nie jest w stanie samodzielnie odnaleźć i ewakuować ewentualne nieprzytomne osoby, które mogą znajdować się we wskazywanym pomieszczeniu. KDR pozostawia krzyczącego mężczyznę i udaje się do roty od strony południowo-wschodniej, która przeprowadza rozpoznanie pomieszczenia na II kondygnacji. Będąc na dole stwierdza, że cała strona wschodnia budynku znajduje się w płomieniach. W związku z tym strażak Dawid Szymanek biegnie do SLRt po torbę medyczną PSP R1 w celu udzielenia pomocy leżącemu mężczyźnie, który wcześniej miał jedynie sprawdzone oznaki życia. Po założeniu kołnierza ortopedycznego i opatrzeniu rany głowy został ewakuowany w bezpieczne miejsce i przekazany pogotowiu ratunkowemu. Szymanek wraca do obsługi samochodu GBA. Równocześnie do drugiego kierowcy Piotra Studzińskiego podbiega i atakuje go agresywny mężczyzna – chwytając za szyję i krzycząc, żeby ratował znajdującą się w środku córkę. Strażak nie uwzględnia jego żądania. KDR razem z Szymankiem otwierają skrzynkę i odcinają dopływ gazu do budynku (kotłowni). FAZA IV Strażacy Mariusz Gajda i Radosław Dziągwa wchodzą z prądem wody do głównej klatki schodowej, z zadaniem osłony i ewakuacji ludzi, którzy mogą znaleźć się na klatce. W tym czasie strażak Piotr Studziński wyłącza główny wyłącznik prądu znajdujący się przy wejściu. Strażacy wchodzący klatką schodową, pod osłoną prądu rozproszonego wody, na pierwszy spocznik (pięć schodów przed poziomem II kondygnacji), widzą całą klatkę i korytarz w ogniu. Po drodze nikogo nie znajdują. Podczas wycofywania się strażaków następuje zerwanie i zapadnięcie stropu II kondygnacji w obrębie klatki schodowej, powodując iż strażak Gajda (prawdopodobnie na skutek podmuchu gorącego powietrza) uderza w ścianę. Wychodząc z klatki zauważają, że do budynku wbiega mężczyzna. Strażacy ruszają za nim i siłą wyprowadzają na zewnątrz, a następnie przekazują go stojącym osobom postronnym. W trakcie powyższych działań strażak Mariusz Gajda doznaje urazu klatki piersiowej. W tym czasie do kierowcy Piotra Studzińskiego podbiega KDR i wydaje polecenie udania się do odległej o 400 m JRG w celu dostarczenia na miejsce rozwijającego się pożaru cysterny z wodą (GCBM 18/8).  3:22 Dogaszanie, rozpoczyna się przeszukiwanie pogorzeliska z SH-18 JRG PSP Kamień Pomorski Na miejsce pożaru przybywa zastępca komendanta powiatowego PSP st. kpt. Daniel Kowaliński, stwierdza prawidłowość podjętych wcześniej działań. Z okien nie dobiega już żadne wołanie o pomoc, prawie cały budynek znajduje się w ogniu. Nie ma żadnych możliwości prowadzenia działań od wewnątrz. W ciągu tych siedmiu dramatycznych minut strażacy wyrwali z paszczy żywiołu 11 osób, w tym 4 dzieci i 4 kobiety, asekurowali skoki kilku innych osób. Niektórzy ludzie wyskakiwali wcześniej, w obecności osób postronnych, nierzadko dosłownie w ostatniej chwili, gdy ogień parzył ich ciała. Wśród uratowanych z pożaru było wielu rannych, m.in. z różnym stopniem poparzenia ciała i złamanymi kończynami. W pierwszej fazie akcji ratowniczej karetki pogotowia i osoby postronne przywiozły do szpitala około 20 osób. Na chodniku po przeciwnej stronie ulicy tłum okolicznych mieszkańców drży z przerażenia. Słyszą krzyki i błaganie o ratunek, po ulicy jeżdżą karetki pogotowia, odwożąc rannych do szpitala, pomagają w tym policjanci i osoby cywilne. Strach ogarnia najbliższych mieszkańców, żar szalejących pod niebo płomieni ogrzewa ich twarze, drżą w obawie o swoje mieszkania. Nie widać tylko strażaków, najczęściej są z drugiej strony budynku, pracują w ciemnościach zagłuszeni przez ryk pożaru. Emocje gapiów sięgają zenitu, pojawiają się oskarżenia o późne przybycie, brak działania, zbyt krótkie drabiny, małą liczbę strażaków i nieodpowiedni sprzęt. Ci co stracili swoich bliskich krzyczą w desperacji, próbując wymusić na strażakach odpowiedź, że wynieśli ich dzieci z pożaru. Dramat trwa. A tymczasem ognisty kur rozsiadł się w budynku na dobre, zieje teraz bezwstydnie ogniem ze wszystkich okien, gardzi życiem, które pochłonął. Z całego powiatu i okolic mkną na sygnałach zaalarmowane zastępy. Już niedługo będzie to ich czas, z bardzo bliska spojrzą bestii prosto w twarz i z całą mocą zaatakują rozpalony żywioł prądami wody, nie dadzą mu szans. Na miejsce pożaru dojechały OSP: Jarszewo, Trzebieszewo, Dziwnów, Świerzno, Wolin, Golczewo, Troszyn, Lubin, Kukułowo, Kołczewo, Dargobądz, Stawno i Niechorze oraz Wojskowa Straż Pożarna z Dziwnowa.  6:42 Tył Budynku. Rozpoczyna sie ewakuacja mienia z mieszkania na parterze. Tutaj pożar niedotarł W nocy przed poniedziałkiem wielkanocnym o godz. 00:37 całą wieś Jaraszewo budzi wycie syreny. W remizie czeka na strażaków wiadomość, że natychmiast do pożaru w Kamieniu Pomorskim potrzebne są dwa samochody należące do KSRG. Pierwszy przy wrotach był prezes, Ariel Jurczak sprawdził łączność z PSK, polecił druhowi Mariuszowi Kajko odpalać stara GBA-2,5/16, a sam z druhem Tomkiem Stogowskim wyprowadził magirusa GBA-2,5/16. Już wyjeżdżając z Jarszewa dokładnie widzieli wielką łunę pożaru. Od dziejącej się tragedii dzieliły ich tylko 4 kilometry. Na miejscu byli po 9 minutach od alarmu. Ich oczom ukazał się upiorny widok, całe dwa piętra zamieszkiwane przez wiele rodzin stały w płomieniach. Zatrzymali się w bramie przed samochodem JRG. Tutaj zastali zmęczonego swojego druha Przemka Zbrońskiego, który właśnie pełnił funkcję dowódcy zmiany w miejscowej JRG. W biegu dostali polecenie, aby podać dwa prądy wody oraz zadbać o zasilanie. Tomek Stogowski podbiegł na chwilę do głównego wejścia, aby ubezpieczać wejście roty JRG z prądem wody, była to desperacka próba ataku wewnętrznego, w celu umożliwienia ucieczki uwięzionym w pożarze. Dwie minuty później dojeżdża drugi samochód z OSP Jarszewo star GBA-2,5/16, za kierownicą siedzi Piotr Słodkowski, a z nim Mariusz Kajko i Mateusz Bożymowski. Przed ich wóz na drogę wybiega st. ogn. Piotr Studziński, otrzymał polecenie biegiem udać się do odległej o 400 m remizy JRG i przyprowadzić CN-18, w ostatniej chwili spostrzega nadjeżdżających kolegów z OSP, samochód zatrzymuje się na chwilę, wysiada dwóch ochotników, wsiada Piotrek, ma teraz kilka sekund odpoczynku jadąc alarmowo do swojej remizy. Kierowca Piotr Słodkowski dzielnie pracował jako ochotnik, aby o godzinie 8:00 oficjalnie wejść do służby, jako kierowca pierwszego wyjazdu w JRG PSP Kamień Pomorski. Zmienił on swojego kolegę z OSP Jarszewo mł. asp. Przemka Zbrońskiego, dla którego skończył się czas wysiłku fizycznego, a rozpoczął czas meldunków, wyjaśnień i szczegółowych relacji z podjętych działań i decyzji. Komendant główny PSP, a potem powołana przez niego komisja niemal bez przerwy wymagali od niego maksymalnej koncentracji umysłu. Po południu udało mu się pojechać do domu na półgodzinny posiłek, na dobre wrócił ok. 21:00. Jego druhowie pracują w tym czasie na pogorzelisku, dogaszają, odgruzowują, poszukują ciał. Komendant główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wiesław Leśniakiewicz 30 kwietnia br., na posiedzeniu Zarządu Głównego Związku OSP RP odniósł się do działań ratowniczo-gaśniczych związanych z pożarem budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Powiedział, że sytuacja ta udowodniła, iż sprawdził się krajowy system ratowniczo-gaśniczy. Działania prowadzone były sprawnie i prawidłowo. Strażacy zrobili wszystko, żeby uratować jak najwięcej ludzi. Było to bardzo traumatyczne zdarzenie. Wyrazy uznania i wdzięczności skierował do wszystkich strażaków uczestniczących w tej akcji. Pierwsze dziesiątki ton wody podawane najczęściej przez prądownice turbojet o wydajności 500 l/min znikały bez najmniejszego efektu w gardzieli ognia. W początkowej fazie pożar powstrzymywany był przez płyty paździerzowe z dodatkiem azbestu, z których wykonane były ścianki działowe, ale czas ich odporności ogniowej wkrótce się skończył. Ogień szybko przepalał tekturowe, nieszczelne drzwi, za nimi czekała na niego wielka uczta. Gęsto ustawione meble i mnogość drobiazgów w większości palnych stanowił bardzo duże obciążenie ogniowe. Temperatura wzrastała błyskawicznie, ponad 7000 C, na zewnątrz budynku topiła aluminiowe blachy elewacji, wewnątrz było jeszcze goręcej, nadtapiały się przewody elektryczne dowodząc, że miejscami ogień osiągał ponad 1200oC. Pożar, dopóki miał się czym podsycać, kpił sobie ze strumieni wody, które natychmiast zamieniał w parę. W końcu jego moc zaczęła słabnąć, a intensywność podawanych prądów wody systematycznie eliminowała płomienie. O godzinie 4:29 zgłoszono lokalizację, skończyła się pierwsza faza walki z ogniem. Teraz do pracy przystąpiły trzy podnośniki z JRG PSP Kamień Pomorski, posterunku w Międzyzdrojach i JRG z Gryfic. Metalowe konstrukcje powyginane w wysokiej temperaturze groziły zawaleniem, przeszukiwanie pogorzeliska rozpoczęto więc z drabin i koszy podnośników. Część konstrukcji trzeba było usunąć, wyrzucić na zewnątrz połacie blachy. O świcie w kłębach pary i dymu ukazały się upiorne ruiny. Teraz ostrożnie, posuwając się krok po kroku oczyszczano podłogi, szukając tych, którzy zostali uwięzieni przez rozpalony żywioł. Według wstępnych ustaleń w pogorzelisku zostało 20 istnień ludzkich w tym 13 dzieci. Takiej tragedii nikt się nie spodziewał.  12:01. Widok od strony zaplecza budynku. Ostatnia faza odgruzowywania pogorzeliska w poszukiwaniu zwłok Tylko mieszkania na parterze nie ucierpiały od ognia, tutaj całkowicie niepalna konstrukcja ścian i stropu była barierą nie do pokonania dla ognia. Zdecydowano się na ewakuację mienia z parteru, w tych pomieszczeniach żaden przedmiot nie ucierpiał od ognia ani dymu. Po całym, ciężkim dniu na pogorzelisku o godzinie 21:00 zakończono działania. Jarszewiacy wracają do remizy o godz. 15:00, są zmęczeni, ale ciągle mają zapas sił, meldują o gotowości do działań w każdej chwili. I doczekali się! O godz. 21:55 są z powrotem na terenie akcji, w szóstkę: Tomek Stogowski, Andrzej Baszewski, Tomek Kołodziejczyk, Zbyszek Zabielski, Patryk Zabielski pod dowództwem prezesa Ariela Juszczaka. Tym razem mają polecenie oświetlenia pogorzeliska. Zmęczeni, z poczuciem dobrze wykonanych zadań wracają do domu nocą o godzinie 1:49. To była dla nich świąteczna, pracowita doba. Następnej nocy o godzinie 23:24 ryk syreny budzi znowu całą wieś i znowu strażacy z OSP Jarszewo jadą do pożaru, tym razem budynku gospodarczego. Sześciu pierwszych strażaków z JRG Kamień Pomorski to: 1 mł. asp Przemysław Zbroński – członek OSP Jarszewo 2 st. ogn. Piotr Studziński – członek OSP Niechorze 3 mł. ogn. Mariusz Gajda 4 st. sekc. Dawid Szymanek – członek OSP Golczewo 5 st. str. Mariusz Ferber – członek OSP Świerzno 6 str. Radosław Dziągwa W działaniach gaśniczych udział brało: – 6 samochodów PSP z 22 strażakami, – 17 samochodów OSP z 84 strażakami, – 2 samochody WOP z 12 strażakami, – 11 samochodów pogotowia ratunkowego z 25 ratownikami. Tekst i zdjęcia: Daniel Kowaliński zastępca komendanta powiatowego PSP w Kamieniu Pomorskim |