|
W wyniku pożaru spłonął zabytkowy budynek w Tucholi (woj. kujawsko-pomorskie). W akcji brali także udział druhowie z pobliskich OSP. Wieczór 20 stycznia 2009 roku zapowiadał się spokojnie. W dzień rozpoczęła się odwilż, więc wszędzie na ulicach było dużo wody. Leżał jeszcze śnieg, było szaro i mgliście. Dochodziła godzina 21.12, gdy zadzwoniła komórka dowódcy JRG PSP w Tucholi. Pełniąca w tym dniu dyżur w PSK PSP dyspozytorka przekazała następującą informację: – Pali się stolarnia na ulicy Chojnickiej w Tucholi. Zadysponowałam dwa zastępy: GCBA (Scania) i CN-18. Nie mam jeszcze informacji z miejsca zdarzenia. Dowódca przybywszy do jednostki, natychmiast udał się samochodem operacyjnym na miejsce zdarzenia.  Zniszczony przez ogień budynek od strony ulicy Tam działały już dwa zastępy z JRG PSP w Tucholi. Jako pierwszy dojechał do pożaru samochód GCBA – zgodnie z nowym rozporządzeniem dotyczącym bhp – z pełną obsadą osobową (6 osób). Na służbie owego feralnego dnia było 7 strażaków, co pozwoliło na pozostawienie w jednostce jednego kierowcy, który mógł doprowadzić kolejny samochód. Jak się okazało, był on bardzo szybko potrzebny – dowódca zmiany, st. asp. Michał Kądziela, dojechawszy do miejsca pożaru, od razu zażądał od dyżurnej PSK wysłania cysterny z wodą. W ogniu stał już zabytkowy budynek, składający się z dwu kondygnacji. Na parterze znajdowała się stolarnia i wyremontowane pomieszczenia, które były przeznaczone na lokal rozrywkowy, na piętrze zaś zgromadzono wiele zużytych przedmiotów i zbędnych materiałów, w większości palnych. Zagrożenie potęgowała zwarta zabudowa oraz bliskość innych budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także znajdujące się w środku butle w piecykach gazowych. Przylegające budynki z częścią mieszkalną na piętrze były zagrożone rozprzestrzeniającym się pożarem – do ich pomieszczeń dostał się już gorący dym. Ktoś krzyknął, że w mieszkaniu na górze znajdują się dzieci! Toteż dowódca zmiany podjął decyzję, aby natychmiast przystąpić do przeszukania i ewakuacji osób znajdujących się w niebezpieczeństwie oraz podać jeden prąd gaśniczy w obronie zagrożonej zwartej zabudowy. Strażacy z założonymi aparatami powietrznymi, wchodzący do zadymionej klatki schodowej, napotkali siedzącego na schodach mężczyznę, który doznał urazu stawu skokowego. Ostrożnie go wyprowadzili, a następnie przekazali jednemu z dwu przybyłych kilka minut później zespołów ratownictwa medycznego – jedna karetka przez cały czas zabezpieczała miejsce pożaru, na wypadek gdyby został ranny któryś z uczestników akcji gaśniczej. Tymczasem trzy osoby (kobieta z dziećmi) wyszły przez niewielkie okno z mieszkania, do którego również przedostał się dym, na dach kolejnego, niższego budynku. Stamtąd ewakuowali ich strażacy za pomocą drabiny przystawnej. Rota próbująca dostać się klatką schodową do obejmowanych przez ogień i dym pomieszczeń została zaskoczona wysoką temperaturą w górnej jej części. Po ich przeszukaniu i informacji, iż przebywające tam osoby już je opuściły, strażacy ci wycofali się na zewnątrz, gdzie dalej prowadzili działania obronne w obejmowanej przez płomienie części mieszkalnej z dachu przyległej wiaty przez zniszczone okno. Podano również drugi prąd gaśniczy od strony ulicy, także w obronie najbliżej położonych budynków.  Wypalone piętro - pozostały tylko silnie zwęglone belki konstrukcji nośnej stropu i dachu Bardzo szybko zjawiła się na miejscu pożaru policja, która odsunęła postronnych „obserwatorów”, którzy zgromadzili się zbyt blisko płonącego budynku. Wówczas przybył też dowódca JRG. Jego oczom ukazał się widok: płomienie unosiły się kilka metrów ponad dachem domu, z okien wydostawały języki ognia. W środku trwało intensywne spalanie, któremu towarzyszył hałas pękających szyb i trzaskających elementów drewnianych. Po szybkiej ocenie sytuacji i upewnieniu się, że ludzie już opuścili zagrożone domy, KDR podjął decyzję o przesunięciu drugiej linii gaśniczej tak, aby podawana z niej woda schładzała najbardziej narażone na przerzut ognia miejsca. Zwrócił też uwagę strażakom znajdującym się przy obiekcie, aby uważali na ścianę górnego piętra, która mogła zawalić się w wyniku oddziaływania ognia. Z uwagi na zbyt małe siły na miejscu zdarzenia, KDR przekazał również informację drogą radiową do PSK, że potrzebuje do likwidacji pożaru dwa plutony gaśnicze (w tym jeden złożony z samochodów ciężkich) – wszystkie z najbliższych OSP z KSRG. Część z tych sił była już zadysponowana przez PSK. Wezwał też pogotowia energetyczne i gazowe, aby odłączyły zasilanie w prąd i gaz ziemny zagrożonej zabudowy. Zażądał też przysłania podnośnika hydraulicznego SH-21, by podać jeden strumień wody z wysokości. Równocześnie trwały gorączkowe poszukiwania dodatkowych źródeł wody w okolicy miejsca pożaru. Jednak hydranty podziemne zlokalizowane na ulicach Chojnickiej i Lipowej były niesprawne bądź nadal zamarznięte, nie udało się ich uruchomić (później znaleziono jeden sprawny, którym zasilono samochód podający wodę na podnośnik). Podczas gdy trwały działania, przeprowadzono odnowę stanu osobowego w JRG, dzięki czemu na miejsce bardzo szybko zostały skierowane samochody GBA – renault oraz SH-21. Akcja trwała już około 20 minut, gdy na miejsce zdarzenia zaczęły dojeżdżać kolejne samochody pożarnicze. Były to: GBA z OSP Bysław, GBA z OSP Gostycyn, GCBA z OSP Cekcyn (GBA stał w gotowości w remizie), GCBA z OSP Kęsowo. Kilka minut później dojechały również dwa zastępy GCBA i GCBAM z OSP Lubiewo. Siły te zostały rozprowadzone wokół płonącego budynku i zabudowy narażonej na przerzut ognia. Utworzono dodatkowe stanowiska gaśnicze, na których działali lub które wspomagali ochotnicy, między innymi na dachu pobliskiej zabudowy, balkonie sąsiedniego domu z przeciwnej strony (a później także z drabiny przy murze) oraz od tyłu zwartych budynków, a także z podnośnika hydraulicznego (zasilanego ze zbiornika GCBA z OSP Kęsowo – 9 tys. litrów wody).  Zabudowa przylegająca do spalonego budynku w głębi na piętrze okopcone okienko drugiego mieszkania, do którego dostał się również gorący dym, który spowodował popękanie szyb w jego oknach Razem w kulminacyjnej fazie akcji – podczas natarcia na pożar – podano osiem prądów wodnych. Jako punkt czerpania wody KDR wyznaczył hydranty: na terenie Zakładu Wodno-Kanalizacyjnego oraz 200 m dalej przy markecie Polo (na przewodzie o największej wydajności), które były oddalone od miejsca działań o około 1 km. Skoncentrowane działania wszystkich przybyłych zastępów pożarniczych i strumień wodny podawany z platformy podnośnika przyniosły w końcu oczekiwany efekt – zgaszono płomienie. Zatrzymano też rozprzestrzenianie się ognia w przyległej zabudowie mieszkalnej, skąd przedtem wyniesiono butle z gazem. Dwa piecyki z butlami gazowymi zostały również wyniesione podczas akcji dogaszania spalonego budynku. Na szczęście żadna nie została na tyle nagrzana, by mogła wybuchnąć. Przed wyjęciem ich z objętych ogniem pomieszczeń, długo je schładzano. W czasie dogaszania, aby zwiększyć widoczność źródeł ognia, prowadzono przewietrzanie wnętrza zadymionych pomieszczeń za pomocą wentylatora nadciśnieniowego. W czasie ponad dwóch godzin działań gaśniczych kilkakrotnie przestawiano podnośnik, aby z innych pozycji mieć lepsze dojście do palących się jeszcze nagromadzonych w obiekcie materiałów. Od godziny 23.30 (pierwszy zastęp przybył około 21.12) rozpoczęto wycofywanie OSP z najdalej położonych miejscowości, co zakończono tuż przed północą. Po czym wycofywano też zastępy PSP (najpierw podnośnik i cysternę, a potem samochody gaśnicze). Zanim ostatni samochód pożarniczy (GCBA – Scania) wyjechał z „placu boju”, został ściągnięty z JRG PSP drugi GBA – mercedes-unimog. Jego załoga (dwie osoby z odnowy) dostała zadanie dogaszania rozpalających i tlących się miejscami materiałów za pomocą linii szybkiego natarcia oraz prowadzenia dozoru popożarowego. Zaś strażacy, którzy powrócili do jednostki, przystąpili do wymiany i czyszczenia mokrego i brudnego sprzętu, rozwiesili węże, sprawdzili kompletność wyposażenia na samochodach oraz włożyli do ładowarek latarki i radiotelefony, a także sprawdzili stan paliwa i rozpisali karty pojazdów. Zmiana służbowa doprowadziła się do porządku i zmieniła mokre umundurowanie oraz spożyła posiłek, aby w razie konieczności być znów gotowa do kolejnych interwencji. Dogaszanie pożaru trwało jednak aż do godziny 11.00 następnego dnia. Zatem łączny czas akcji wyniósł niemal 14 godzin. W pierwszej jej fazie ewakuowano 4 osoby. Z zagrożonej i zniszczonej przez ogień i gorący dym zabudowy mieszkalnej oraz ze spalonego budynku stolarni wyniesiono razem 6 butli gazowych (11 kg). Pożar strawił zabytkowy budynek po dawnej kuźni, gdzie mieściły się: stolarnia, w której znajdowały się elementy z drewna i płyt drewnopochodnych, wióry, a także maszyny stolarskie i pojemniki z lakierem, a także lokal przeznaczony na klub, jak również piętro nieużytkowe, na którym zgromadzono różne materiały i przedmioty, między innymi plastikowe skrzynki, koła wraz z oponami, stare meble, deski i płyty drewnopochodne, itp. Zniszczeniu, po części od ognia, a po części od dymu o wysokiej temperaturze, uległ też segment mieszkalny przyległego budynku, w którym powstały także szkody w wyposażeniu – w drugim mieszkaniu, do którego wdarł się dym, popękały szyby w oknach. Wstępnie straty oszacowano na około 500 tys. zł, a wartość uratowanego można przyjąć na 1,5 mln zł.  Mieszkanie na piętrze W sprawie przyczyny pożaru policja prowadzi dochodzenie, gdyż nie udało się ustalić jej po zakończeniu akcji. Wiadomo jednak, że pożar rozpoczął się w stolarni, gdzie były warunki do jego szybkiego rozwoju i powstania wysokiej temperatury (świadczą o tym zniszczenia widoczne na konstrukcji) i błyskawicznie rozprzestrzenił się na całe piętro zabytkowego budynku. Dach pokryty papą i drewnianymi deskami oraz stropy, także wykonane z drewna, doszczętnie spaliły się – pozostały tylko zwęglone belki nośne. Był to duży pożar, który osiągnął powierzchnię 320 m2 i kubaturę 2560 m3. Na jego miejsce przybyli: komendant powiatowy PSP st. kpt. Waldemar Kierzkowski, dyżurny operacyjny z KW PSP w Toruniu mł. bryg. Marek Namysłowski oraz burmistrz Tucholi Tadeusz Kowalski. Na podkreślenie zasługuje postawa biorących udział w akcji strażaków, w tym z OSP, bez których trudno byłoby ugasić pożar, a którzy prowadzili z dużą determinacją i zaangażowaniem działania gaśnicze. Podawali prądy gaśnicze z dachu, balkonu, z drabin, z ziemi, zasilali w wodę podnośnik, dowozili ją z hydrantów, uczestniczyli w wyszukiwaniu i likwidacji zarzewi ognia i prowadzeniu wentylacji i w wielu innych pomniejszych czynnościach, których wykonanie jest niezbędne w każdej akcji. Bardzo dobrze układała się współpraca z innymi służbami, które również w krótkim czasie dotarły na miejsce pożaru i wykonywały swoje zadania. Bardzo dużym utrudnieniem we wczesnej fazie akcji były zbyt małe siły w stosunku do skali zdarzenia. Na szczęście dowódca zmiany miał od razu do dyspozycji pełny sześcioosobowy zastęp na miejscu zdarzenia – wymusił to obowiązujący obecnie przepis o bhp (dosyć kontrowersyjny), mógł więc jednocześnie podjąć ewakuację ludzi i obronę przyległej zabudowy.  Zniszczony przez pożar budynek od strony podwórza Zwarta zabudowa stwarzała ogromne zagrożenie rozprzestrzenienia się pożaru na pozostałe domy, a znajdujące się tam butle z gazem możliwość wybuchu. Gdyby do pożaru doszło późną nocą, zapewne byłyby ofiary śmiertelne, a straty jeszcze większe. Za szczęśliwy zbieg okoliczności trzeba zatem uznać, iż nikt jeszcze nie spał. Niesprawne bądź zamarznięte hydranty podziemne były okolicznością bardzo niekorzystną i nasuwającą wniosek, iż w zimie powinny być organizowane, w miarę możliwości, częściej ich przeglądy przez ekipy zakładów wodno-kanalizacyjnych. Być może należałoby je w jakiś sposób zabezpieczyć przed zamarzaniem i rdzewieniem ich pokryw. Tekst i zdjęcia: Krzysztof Łangowski Uczestnicy akcji ratowniczo-gaśniczej: 1. Zastępy straży pożarnej: – samochody: 4 x GBA, 5 x GCBA, 1 x SH-21, 3 x SOp (w tym operacyjna KW PSP Toruń) – strażaków: 15 z PSP i 37 z OSP (razem 52 osoby), 2. Ekipy innych służb: – 2 x zespoły pogotowia ratunkowego, 1 x pogotowie energetyczne, 1 x pogotowie gazowe, 4 x policja (wraz z ekipą dochodzeniowo-śledczą) – razem: 20 osób. |