Redakcja
Kontakt
Strażak
Prenumerata
Ceny reklam i ogłoszeń
Wrzesień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Sierpień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Lipiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Czerwiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Maj 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Archiwum
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008
Listopad 2008
Październik 2008
Wrzesień 2008
Sierpień 2008
Lipiec 2008
Czerwiec 2008
Maj 2008
Kwiecień 2008
Marzec 2008
Luty 2008
Styczeń 2008
Grudzień 2007
Listopad 2007
Październik 2007
Wrzesień 2007
Sierpień 2007
Lipiec 2007
Czerwiec 2007
Maj 2007
Kwiecień 2007
Marzec 2007
Luty 2007
Styczeń 2007
Wcześniejsze numery

Zabytkowy budynek w płomieniach PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 3
KiepskiBardzo dobry 

W wyniku pożaru spłonął zabytkowy budynek w Tucholi (woj. kujawsko-pomorskie). W akcji brali także udział druhowie z pobliskich OSP.

 Wieczór 20 stycznia 2009 roku zapowiadał się spokojnie. W dzień rozpoczęła się odwilż, więc wszędzie na ulicach było dużo wody. Leżał jeszcze śnieg, było szaro i mgliście. Dochodziła godzina 21.12, gdy zadzwoniła komórka dowódcy JRG PSP w Tucholi. Pełniąca w tym dniu dyżur w PSK PSP dyspozytorka przekazała następującą informację: – Pali się stolarnia na ulicy Chojnickiej w Tucholi. Zadysponowałam dwa zastępy: GCBA (Scania) i CN-18. Nie mam jeszcze informacji z miejsca zdarzenia. Dowódca przybywszy do jednostki, natychmiast udał się samochodem operacyjnym na miejsce zdarzenia.

Image
Zniszczony przez ogień budynek od strony ulicy

Tam działały już dwa zastępy z JRG PSP w Tucholi. Jako pierwszy dojechał do pożaru samochód GCBA – zgodnie z nowym rozporządzeniem dotyczącym bhp – z pełną obsadą osobową (6 osób). Na służbie owego feralnego dnia było 7 strażaków, co pozwoliło na pozostawienie w jednostce jednego kierowcy, który mógł doprowadzić kolejny samochód. Jak się okazało, był on bardzo szybko potrzebny – dowódca zmiany, st. asp. Michał Kądziela, dojechawszy do miejsca pożaru, od razu zażądał od dyżurnej PSK wysłania cysterny z wodą. W ogniu stał już zabytkowy budynek, składający się z dwu kondygnacji. Na parterze znajdowała się stolarnia i wyremontowane pomieszczenia, które były przeznaczone na lokal rozrywkowy, na piętrze zaś zgromadzono wiele zużytych przedmiotów i zbędnych materiałów, w większości palnych.

Zagrożenie potęgowała zwarta zabudowa oraz bliskość innych budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także znajdujące się w środku butle w piecykach gazowych. Przylegające budynki z częścią mieszkalną na piętrze były zagrożone rozprzestrzeniającym się pożarem – do ich pomieszczeń dostał się już gorący dym. Ktoś krzyknął, że w mieszkaniu na górze znajdują się dzieci! Toteż dowódca zmiany podjął decyzję, aby natychmiast przystąpić do przeszukania i ewakuacji osób znajdujących się w niebezpieczeństwie oraz podać jeden prąd gaśniczy w obronie zagrożonej zwartej zabudowy. Strażacy z założonymi aparatami powietrznymi, wchodzący do zadymionej klatki schodowej, napotkali siedzącego na schodach mężczyznę, który doznał urazu stawu skokowego. Ostrożnie go wyprowadzili, a następnie przekazali jednemu z dwu przybyłych kilka minut później zespołów ratownictwa medycznego – jedna karetka przez cały czas zabezpieczała miejsce pożaru, na wypadek gdyby został ranny któryś z uczestników akcji gaśniczej.

Tymczasem trzy osoby (kobieta z dziećmi) wyszły przez niewielkie okno z mieszkania, do którego również przedostał się dym, na dach kolejnego, niższego budynku. Stamtąd ewakuowali ich strażacy za pomocą drabiny przystawnej. Rota próbująca dostać się klatką schodową do obejmowanych przez ogień i dym pomieszczeń została zaskoczona wysoką temperaturą w górnej jej części. Po ich przeszukaniu i informacji, iż przebywające tam osoby już je opuściły, strażacy ci wycofali się na zewnątrz, gdzie dalej prowadzili działania obronne w obejmowanej przez płomienie części mieszkalnej z dachu przyległej wiaty przez zniszczone okno. Podano również drugi prąd gaśniczy od strony ulicy, także w obronie najbliżej położonych budynków.

Image
Wypalone piętro - pozostały tylko silnie zwęglone belki konstrukcji nośnej stropu i dachu

Bardzo szybko zjawiła się na miejscu pożaru policja, która odsunęła postronnych „obserwatorów”, którzy zgromadzili się zbyt blisko płonącego budynku. Wówczas przybył też dowódca JRG. Jego oczom ukazał się widok: płomienie unosiły się kilka metrów ponad dachem domu, z okien wydostawały języki ognia. W środku trwało intensywne spalanie, któremu towarzyszył hałas pękających szyb i trzaskających elementów drewnianych. Po szybkiej ocenie sytuacji i upewnieniu się, że ludzie już opuścili zagrożone domy, KDR podjął decyzję o przesunięciu drugiej linii gaśniczej tak, aby podawana z niej woda schładzała najbardziej narażone na przerzut ognia miejsca. Zwrócił też uwagę strażakom znajdującym się przy obiekcie, aby uważali na ścianę górnego piętra, która mogła zawalić się w wyniku oddziaływania ognia. Z uwagi na zbyt małe siły na miejscu zdarzenia, KDR przekazał również informację drogą radiową do PSK, że potrzebuje do likwidacji pożaru dwa plutony gaśnicze (w tym jeden złożony z samochodów ciężkich) – wszystkie z najbliższych OSP z KSRG. Część z tych sił była już zadysponowana przez PSK. Wezwał też pogotowia energetyczne i gazowe, aby odłączyły zasilanie w prąd i gaz ziemny zagrożonej zabudowy. Zażądał też przysłania podnośnika hydraulicznego SH-21, by podać jeden strumień wody z wysokości.

Równocześnie trwały gorączkowe poszukiwania dodatkowych źródeł wody w okolicy miejsca pożaru. Jednak hydranty podziemne zlokalizowane na ulicach Chojnickiej i Lipowej były niesprawne bądź nadal zamarznięte, nie udało się ich uruchomić (później znaleziono jeden sprawny, którym zasilono samochód podający wodę na podnośnik).

Podczas gdy trwały działania, przeprowadzono odnowę stanu osobowego w JRG, dzięki czemu na miejsce bardzo szybko zostały skierowane samochody GBA – renault oraz SH-21. Akcja trwała już około 20 minut, gdy na miejsce zdarzenia zaczęły dojeżdżać kolejne samochody pożarnicze. Były to: GBA z OSP Bysław, GBA z OSP Gostycyn, GCBA z OSP Cekcyn (GBA stał w gotowości w remizie), GCBA z OSP Kęsowo. Kilka minut później dojechały również dwa zastępy GCBA i GCBAM z OSP Lubiewo. Siły te zostały rozprowadzone wokół płonącego budynku i zabudowy narażonej na przerzut ognia. Utworzono dodatkowe stanowiska gaśnicze, na których działali lub które wspomagali ochotnicy, między innymi na dachu pobliskiej zabudowy, balkonie sąsiedniego domu z przeciwnej strony (a później także z drabiny przy murze) oraz od tyłu zwartych budynków, a także z podnośnika hydraulicznego (zasilanego ze zbiornika GCBA z OSP Kęsowo – 9 tys. litrów wody).

Image
Zabudowa przylegająca do spalonego budynku w głębi na piętrze okopcone okienko drugiego mieszkania, do którego dostał się również gorący dym, który spowodował popękanie szyb w jego oknach

Razem w kulminacyjnej fazie akcji – podczas natarcia na pożar – podano osiem prądów wodnych. Jako punkt czerpania wody KDR wyznaczył hydranty: na terenie Zakładu Wodno-Kanalizacyjnego oraz 200 m dalej przy markecie Polo (na przewodzie o największej wydajności), które były oddalone od miejsca działań o około 1 km. Skoncentrowane działania wszystkich przybyłych zastępów pożarniczych i strumień wodny podawany z platformy podnośnika przyniosły w końcu oczekiwany efekt – zgaszono płomienie. Zatrzymano też rozprzestrzenianie się ognia w przyległej zabudowie mieszkalnej, skąd przedtem wyniesiono butle z gazem. Dwa piecyki z butlami gazowymi zostały również wyniesione podczas akcji dogaszania spalonego budynku. Na szczęście żadna nie została na tyle nagrzana, by mogła wybuchnąć. Przed wyjęciem ich z objętych ogniem pomieszczeń, długo je schładzano. W czasie dogaszania, aby zwiększyć widoczność źródeł ognia, prowadzono przewietrzanie wnętrza zadymionych pomieszczeń za pomocą wentylatora nadciśnieniowego. W czasie ponad dwóch godzin działań gaśniczych kilkakrotnie przestawiano podnośnik, aby z innych pozycji mieć lepsze dojście do palących się jeszcze nagromadzonych w obiekcie materiałów. Od godziny 23.30 (pierwszy zastęp przybył około 21.12) rozpoczęto wycofywanie OSP z najdalej położonych miejscowości, co zakończono tuż przed północą. Po czym wycofywano też zastępy PSP (najpierw podnośnik i cysternę, a potem samochody gaśnicze). Zanim ostatni samochód pożarniczy (GCBA – Scania) wyjechał z „placu boju”, został ściągnięty z JRG PSP drugi GBA – mercedes-unimog. Jego załoga (dwie osoby z odnowy) dostała zadanie dogaszania rozpalających i tlących się miejscami materiałów za pomocą linii szybkiego natarcia oraz prowadzenia dozoru popożarowego. Zaś strażacy, którzy powrócili do jednostki, przystąpili do wymiany i czyszczenia mokrego i brudnego sprzętu, rozwiesili węże, sprawdzili kompletność wyposażenia na samochodach oraz włożyli do ładowarek latarki i radiotelefony, a także sprawdzili stan paliwa i rozpisali karty pojazdów. Zmiana służbowa doprowadziła się do porządku i zmieniła mokre umundurowanie oraz spożyła posiłek, aby w razie konieczności być znów gotowa do kolejnych interwencji.

Dogaszanie pożaru trwało jednak aż do godziny 11.00 następnego dnia. Zatem łączny czas akcji wyniósł niemal 14 godzin. W pierwszej jej fazie ewakuowano 4 osoby. Z zagrożonej i zniszczonej przez ogień i gorący dym zabudowy mieszkalnej oraz ze spalonego budynku stolarni wyniesiono razem 6 butli gazowych (11 kg). Pożar strawił zabytkowy budynek po dawnej kuźni, gdzie mieściły się: stolarnia, w której znajdowały się elementy z drewna i płyt drewnopochodnych, wióry, a także maszyny stolarskie i pojemniki z lakierem, a także lokal przeznaczony na klub, jak również piętro nieużytkowe, na którym zgromadzono różne materiały i przedmioty, między innymi plastikowe skrzynki, koła wraz z oponami, stare meble, deski i płyty drewnopochodne, itp. Zniszczeniu, po części od ognia, a po części od dymu o wysokiej temperaturze, uległ też segment mieszkalny przyległego budynku, w którym powstały także szkody w wyposażeniu – w drugim mieszkaniu, do którego wdarł się dym, popękały szyby w oknach. Wstępnie straty oszacowano na około 500 tys. zł, a wartość uratowanego można przyjąć na 1,5 mln zł.

Image
Mieszkanie na piętrze

W sprawie przyczyny pożaru policja prowadzi dochodzenie, gdyż nie udało się ustalić jej po zakończeniu akcji. Wiadomo jednak, że pożar rozpoczął się w stolarni, gdzie były warunki do jego szybkiego rozwoju i powstania wysokiej temperatury (świadczą o tym zniszczenia widoczne na konstrukcji) i błyskawicznie rozprzestrzenił się na całe piętro zabytkowego budynku. Dach pokryty papą i drewnianymi deskami oraz stropy, także wykonane z drewna, doszczętnie spaliły się – pozostały tylko zwęglone belki nośne. Był to duży pożar, który osiągnął powierzchnię 320 m2 i kubaturę 2560 m3. Na jego miejsce przybyli: komendant powiatowy PSP st. kpt. Waldemar Kierzkowski, dyżurny operacyjny z KW PSP w Toruniu mł. bryg. Marek Namysłowski oraz burmistrz Tucholi Tadeusz Kowalski.

Na podkreślenie zasługuje postawa biorących udział w akcji strażaków, w tym z OSP, bez których trudno byłoby ugasić pożar, a którzy prowadzili z dużą determinacją i zaangażowaniem działania gaśnicze. Podawali prądy gaśnicze z dachu, balkonu, z drabin, z ziemi, zasilali w wodę podnośnik, dowozili ją z hydrantów, uczestniczyli w wyszukiwaniu i likwidacji zarzewi ognia i prowadzeniu wentylacji i w wielu innych pomniejszych czynnościach, których wykonanie jest niezbędne w każdej akcji. Bardzo dobrze układała się współpraca z innymi służbami, które również w krótkim czasie dotarły na miejsce pożaru i wykonywały swoje zadania. Bardzo dużym utrudnieniem we wczesnej fazie akcji były zbyt małe siły w stosunku do skali zdarzenia. Na szczęście dowódca zmiany miał od razu do dyspozycji pełny sześcioosobowy zastęp na miejscu zdarzenia – wymusił to obowiązujący obecnie przepis o bhp (dosyć kontrowersyjny), mógł więc jednocześnie podjąć ewakuację ludzi i obronę przyległej zabudowy.

Image
Zniszczony przez pożar budynek od strony podwórza

Zwarta zabudowa stwarzała ogromne zagrożenie rozprzestrzenienia się pożaru na pozostałe domy, a znajdujące się tam butle z gazem możliwość wybuchu. Gdyby do pożaru doszło późną nocą, zapewne byłyby ofiary śmiertelne, a straty jeszcze większe. Za szczęśliwy zbieg okoliczności trzeba zatem uznać, iż nikt jeszcze nie spał. Niesprawne bądź zamarznięte hydranty podziemne były okolicznością bardzo niekorzystną i nasuwającą wniosek, iż w zimie powinny być organizowane, w miarę możliwości, częściej ich przeglądy przez ekipy zakładów wodno-kanalizacyjnych. Być może należałoby je w jakiś sposób zabezpieczyć przed zamarzaniem i rdzewieniem ich pokryw.

Tekst i zdjęcia:
Krzysztof Łangowski

 

 

 

Uczestnicy akcji ratowniczo-gaśniczej:

 

1.      Zastępy straży pożarnej:

–       samochody: 4 x GBA, 5 x GCBA, 1 x SH-21, 3 x SOp (w tym operacyjna KW PSP Toruń)

–       strażaków: 15 z PSP i 37 z OSP (razem 52 osoby),

2.      Ekipy innych służb:

–       2 x zespoły pogotowia ratunkowego, 1 x pogotowie energetyczne, 1 x pogotowie gazowe, 4 x policja (wraz z ekipą dochodzeniowo-śledczą)

–                     razem: 20 osób.

< Poprzedni   Następny >
Popularne
 
 

Created by Internetowy Instytut Informacji @ 2007