Redakcja
Kontakt
Strażak
Prenumerata
Ceny reklam i ogłoszeń
Wrzesień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Sierpień 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Lipiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Czerwiec 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Maj 2009
W numerze
Ponadto polecamy
Archiwum
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008
Listopad 2008
Październik 2008
Wrzesień 2008
Sierpień 2008
Lipiec 2008
Czerwiec 2008
Maj 2008
Kwiecień 2008
Marzec 2008
Luty 2008
Styczeń 2008
Grudzień 2007
Listopad 2007
Październik 2007
Wrzesień 2007
Sierpień 2007
Lipiec 2007
Czerwiec 2007
Maj 2007
Kwiecień 2007
Marzec 2007
Luty 2007
Styczeń 2007
Wcześniejsze numery

Wypadki samochodów pożarniczych PDF Drukuj E-mail
Oceny: / 19
KiepskiBardzo dobry 

OSP Pcim (woj. małopolskie) i OSP Bolków (woj. dolnośląskie) straciły swoje pojazdy w wyniku wypadków. Załatwianie spraw związanych z uzyskaniem odszkodowania od firmy ubezpieczeniowej, pozyskanie środków na zakup nowego pojazdu oraz rozwiązywanie innych problemów, powstałych w wyniku zaistniałego wydarzenia, było przysłowiową „drogą przez mękę”.

 W Pcimiu 14 lutego 2008 r. wypadkowi uległ średni star 266 z OSP Pcim, na wewnętrznej drodze obok zakopianki. Z akcji wyciągania trzech samochodów z rowu po kolizji wracały dwie osoby – prezes OSP Jan Druzgała i kierowca Wojciech Zięba. Po uderzeniu stara w skrzynię liaza, którego kierowca stracił panowanie nad pojazdem i zatarasował całą szerokość jezdni, prezes na kilka sekund znalazł się w stanie nieświadomości. Gdy po chwili ocknął się, starając się wydostać ze zdemolowanej szoferki wypchnął drzwi nogami i wypadł na ziemię. Kierowca zaś opuścił pojazd szyberdachem. Jak się później okazało, w wyniku wypadku kierowca miał złamany mostek i 7 dni spędził w szpitalu. Prezes za swoje urazy: złamaną kość jarzmową, złamane kość oczodołu i szczękę, wybite zęby, mocno stłuczone nogę i rękę oraz ogólne potłuczenie dostał 3,5 miesiąca zwolnienia i 150 zł odszkodowania. Nogi druhów przed zmiażdżeniem przez blachę ze zniszczonej kabiny uchroniły buty, które zostały rozerwane.

W wyniku uderzenia do przedziału bojowego stara wjechała beczka pełna wody – 2,5 tys. litrów. Gdyby w przedziale bojowym byli strażacy ochotnicy – zginęliby na miejscu. Liaz jechał z prędkością 80 km/godz.

Firma ubezpieczeniowa wyceniła wysokość odszkodowania na 12 tys. zł. Druhowie uważają, że ich pojazd przed wypadkiem miał wartość 60 tys. zł.

Image
Samochód pożarniczy OSP Pcim po wypadku Fot. archiwum OSP Pcim

Ubezpieczenie OC dla samochodu star 266 zostało zapłacone od kwoty 10 tys. zł, natomiast strażacy ochotnicy, w czasie kiedy zdarzył się wypadek, byli ubezpieczeni na kwotę 3 tys. zł (najniższe składki). Po przykrych doświadczeniach związanych z wypadkiem, urząd gminy ubezpieczył druhów z OSP Pcim na trzykrotnie wyższą kwotę.

Związek OSP RP i PSP nie posiada danych dotyczących szacunkowych wartości samochodów pożarniczych. Firmy ubezpieczeniowe wyceniają wartość samochodu pożarniczego jak samochodu cywilnego. I tak wartość stara 266 z OSP Pcim, który uległ wypadkowi – rok produkcji 1989, przebieg 17 600 km – został wyceniony na kwotę 13 700 zł. Druhom z Pcimia wypłacono odszkodowanie w wysokości 12 400 zł, uznając kwotę 1 300 zł jako wartość pojazdu uszkodzonego.

Warto zwrócić uwagę, że opinie biegłych sądowych dotyczące wartości samochodów są bardzo rozbieżne. Argumenty mające na celu uzyskanie wyższego odszkodowania typu: wartość podwozia to około 30 tys. zł, a zabudowa (karosaż) to 120 tys. zł, nie mają żadnego znaczenia dla firmy ubezpieczeniowej. Ponadto firmy ubezpieczeniowe za sprzęt uszkodzony w wyniku wypadku wypłacają odszkodowanie na podstawie zapłaconego przez poszkodowanego rachunku za naprawę. W przypadku uszkodzonego sprzętu domagają się faktury z datą zakupu oraz wpisu w księdze inwentarzowej i na tej podstawie obliczają stopień jego zużycia. W zniszczonym starze 266 uległa uszkodzeniu motopompa, pilarka spalinowa, radiostacja i przemiennik sygnałów, a firma ubezpieczeniowa zwróciła koszty naprawy w wysokości 11 131,02 zł. Druhowie musieli opłacić rachunek z własnych pieniędzy, a dopiero potem ubezpieczyciel dokonał jego refundacji w pełnej wysokości.

Druhowie rozpatrywali możliwość wytoczenia firmie ubezpieczeniowej sprawy w sądzie, ale z tego zrezygnowali, gdy okazało się, że trzeba wnieść na poczet postępowania sądowego prawie 10 tys. zł, a przy tak różnych opiniach biegłych, których opinii zasięgał prezes Jan Druzgała (jeden określił wysokość odszkodowania na 15 tys. zł, inny na 30 tys. zł), nie było pewności uzyskania wyższego odszkodowania. W wyniku trudnych pertraktacji prowadzonych z firmą ubezpieczeniową, została zawarta ugoda, w wyniku której firma ubezpieczeniowa dopłaciła OSP 15 tys. zł, czyli łącznie za wszystkie szkody – zniszczony samochód i sprzęt – OSP Pcim uzyskała odszkodowanie w wysokości 38 531,02 zł. Warto przypomnieć, że koszty ubezpieczenia autocasco samochodu pożarniczego wartości 600 tys. zł, to kwota 14 tys. zł rocznie. Druhowie z Pcimia pytają: którą gminę finansującą działalność straży, lub którą OSP na to stać?

Poszkodowani strażacy otrzymali odszkodowanie – jeden po 3,5 miesięcznym zwolnieniu lekarskim 150 zł, a drugi po 2,5 miesięcznym zwolnieniu lekarskim 180 zł.

– Bardzo ważne, aby strażacy ochotnicy wyjeżdżający do zdarzeń posiadali badania lekarskie, potrzebne uprawnienia i odbyli szkolenia, ponadto byli trzeźwi i umundurowani w strój z atestami, ponieważ jest to natychmiast po wypadku sprawdzane przez policję – stwierdził prezes OSP Pcim Jan Druzgała. – A firma wypłacająca odszkodowanie dokładnie sprawdza, czy strażacy ochotnicy spełniają wszystkie warunki umożliwiające im udział w akcji. Jeśli choć jeden z nich nie zostanie spełniony, firma ubezpieczeniowa stwierdzi, że nie ma podstaw do wypłaty odszkodowania.

Chociaż urząd gminy wspiera działalność OSP, to radni oczekują pomocy Związku OSP RP przy zakupie nowego samochodu.

*  *  *  *  *

27 lipca 2008 r., w niedzielę, samochód z OSP Bolków (woj. dolnośląskie) jechał do wypadku, w którym uczestniczyły 3 samochody osobowe w pobliżu miejscowości Sady Dolne. W OSP ze względu na odbywającą się po raz kolejny w Bolkowie imprezę – koncert gotyk-rock (od czwartku do poniedziałku), na którą przyjechało 5 tys. osób, była podwyższona gotowość bojowa. W chwili alarmu do wyjazdu było gotowych 10 druhów. Star-manem L70 pojechało 6, a prezes OSP Bolków Jan Mieszała z jeszcze jednym druhem udali się za nimi prywatnym samochodem. Była godzina 10.30. Na trasie, kilometr przed Sadami Dolnymi, kierowca jadący minivanem chrysler przed samochodem pożarniczym na sygnale, który przez jakiś czas nie dał się wyprzedzić, nagle zahamował. Działo się to na łuku drogi i zupełnie zaskoczony kierowca samochodu pożarniczego zahamował i próbował odbić najpierw w lewo, a potem w prawo, pojazdem bujnęło, wjechał na prawe pobocze i auto zaczęło koziołkować. Po drugim koźle samochód uderzył w drzewo, stanął na kołach i otworzyła się kabina. W trakcie koziołkowania wypadł kierowca, a po uderzeniu w drzewo jeden z druhów, który siedział przy drzwiach. Ponieważ kierowca minivana próbował uciec z miejsca wypadku, jadący samochodem osobowym prezes dogonił go i zajechał mu drogę.

W wyniku wypadku 6 druhów z OSP Bolków trafiło do szpitala – jeden wyszedł tego samego dnia, dwóch po trzech dniach, kolejny po czterech, natomiast ostatnich dwóch zostało na dłużej. Pierwszy z nich miał uszkodzony staw kolanowy, pęknięte żebra w tylnej części i pęknięte kręgi, nałożono mu gorset w celu unieruchomienia kręgosłupa – spędził w szpitalu 2 tygodnie. Drugi – 19-letni uczeń miejscowej średniej szkoły agrobiznesu –  tydzień znajdował się w śpiączce. Miał złamane kończyny dolne, uszkodzone płuco i obrzęk mózgu. W szpitalu był 1,5 miesiąca. Odbył 3-tygodniową rehabilitację opłaconą przez gminę, do tej pory utyka na jedną nogę.

Image
Samochód pożarniczy OSP Bolków po wypadku Fot. archiwum OSP Bolków

Rzeczoznawca PZMot-u napisał w swojej opinii: „Na podstawie przeprowadzonej analizy, stwierdzam, że koszt naprawy przedmiotowego pojazdu przewyższa jego wartość w stanie jak przed szkodą. Naprawa jest ekonomicznie nieuzasadniona. Rozmiar uszkodzeń przedmiotowego pojazdu wyklucza jego odbudowę pod względem technicznym. Pojazd należy wycofać z eksploatacji i zezłomować”.

Prokuratura prowadziła dochodzenie, kierowcy postawiono między innymi zarzut niezachowania szczególnej ostrożności przy prowadzeniu pojazdu pożarniczego. Opinia biegłego sądowego była niekorzystna dla OSP. Biegły stwierdził, że gdyby samochód pożarniczy jechał wolniej, to nie doszłoby do wypadku. To stwierdzenie zbulwersowało druhów. Niestety, kierowca został skazany przez sąd na karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres 2 lat. Ponieważ kierowca został uznany za sprawcę wypadku, firma ubezpieczeniowa nie wypłaci odszkodowania za zniszczony pojazd. Aktualnie jest jeszcze prowadzone postępowanie przez firmę pomagającą strażakom otrzymać odszkodowanie z OC od kierowcy pojazdu, który zajechał drogę samochodowi pożarniczemu.

Druhowie z OSP Bolków starają się o nowy samochód ratowniczo-gaśniczy. Liczą na przychylność radnych miejskich, wśród których jest kilku strażaków ochotników, radnym jest także prezes OSP Bolków Jan Mieszała. W kasie miejskiej zostało przygotowane 60 tys. zł tytułem zabezpieczenia środków na udział własny przy zakupie pojazdu. Druhowie wystąpili do ZOW Związku o pozyskanie 150 tys. zł z ZG ZOSP RP, do WFOŚiGW o 135 tys. zł i do komendanta głównego PSP o 70 tys. zł dofinansowania zakupu samochodu ze środków z KSRG, a także do marszałka województwa dolnośląskiego o 100 tys. zł. – Średni samochód ratowniczo-gaśniczy, bez dodatkowego wyposażenia, jesteśmy w stanie zakupić za około 400 tys. zł – powiedział prezes Jan Mieszała. – Skorzystamy z usług jednej z trzech firm zajmujących się zabudową pojazdów pożarniczych, z którymi skontaktowaliśmy się. Nowym samochodem będzie volvo, iveco lub man.

Prezes Jan Mieszała skorzystał z doświadczeń druhów z Pcimia, często telefonował do prezesa OSP Jana Druzgały i konsultował z nim wiele trudnych kwestii. Dowiedział się na przykład, że protokoły powypadkowe powinien przygotować urząd gminy, Państwowa Inspekcja Pracy tym się nie zajmuje, ponieważ strażacy ochotnicy według ustawy Kodeksu pracy nie są pracownikami. Druhowie z Bolkowa do tej pory mają żal, że nikt nie zainteresował się stanem zdrowia ich kolegów poszkodowanych w wypadku.

 

Chociaż wypadek zdarzył się ponad pół roku temu, to druhowie z Bolkowa nie tylko nie mają jeszcze nowego pojazu w miejsce zniszczonego, to jeszcze nie udało im się załatwić wszystkich spraw związanych z tym faktem. Natomiast druhowie z Pcimia musieli sprzedać lekki samochód lublin 3, aby mieć środki na karosację stara 266, który trafił do OSP w listopadzie 2008 r. W tym roku będą starali się odzyskać lekki pojazd. Chodzi nie tylko o to, że strażacy ochotnicy nie znają procedur obowiązujących w tego typu przypadkach, ale te wydarzenia unaoczniły także konieczność innego podejścia firm ubezpieczeniowych przy załatwianiu takich spraw.

Prezes Jan Druzgała uważa, że samochody pożarnicze powinny być ubezpieczone w sposób uprzywilejowany, jedno ubezpieczenie autocasco dla wszystkich pojazdów w kraju, na przykład 100 zł od samochodu, ponieważ takie wypadki zdarzają się sporadycznie. Poza tym, przydałaby się w Zarządzie Głównym Związku lub Komendzie Głównej PSP osoba, która reprezentowałaby poszkodowaną OSP wobec firm ubezpieczeniowych i była kompetentna w załatwianiu spraw związanych z wypadkami samochodów pożarniczych. – A tak – stwierdza prezes Jan Druzgała – za każdym razem musimy na nowo „odkrywać Amerykę”. – Powinny też być środki, na przykład ze specjalnie utworzonego przez Związek funduszu na wsparcie finansowe druhów, którzy ulegli wypadkowi, ponieważ wysokość odszkodowania jest bardzo niska. Nie muszą to być wielkie kwoty, ale pokrywające koszty leczenia i rekompensujące straty poszkodowanym strażakom ochotnikom – powiedział prezes Jan Mieszała.

Marek Amerski

 

 


< Poprzedni   Następny >
Popularne
 
 

Created by Internetowy Instytut Informacji @ 2007