|
Trudną służbą, ofiarnością i fachowością w działaniach zasłużyliśmy sobie jako strażacy na widoczne gołym okiem uznanie i wdzięczność społeczeństwa. W powszechnej bowiem opinii strażacy to ludzie, którym przyświeca dobro i bezpieczeństwo każdego człowieka. To ludzie, którzy nie mierzą swojego czasu, gdy trzeba pospieszyć z pomocą. Dowodem uznania były wyniki niejednego badania opinii publicznej, które stawiały nas w czołówce zaufania społecznego. Są jednak, na szczęście rzadkie, przypadki innego myślenia. Swego czasu spotkałem się z pytaniem: czy to prawda, że do OSP ludzie garną się „dla flaszki i blaszki”? W tym momencie wszystko się we mnie zagotowało, bo co tego człowieka upoważniało do postawienia takiego pytania? Ochotnicze straże pożarne to wielka zbiorowość, w której znaleźć można wszelkie charaktery i osobowości. W masie setek tysięcy ludzi są bez wątpienia tacy, dla których jednym z motywów wstąpienia w strażackie szeregi były kontakty towarzyskie. Na pewno wśród motywów niejeden strażak wskazałby możliwość wyróżnienia się w otoczeniu i szansę na otrzymanie odznaczeń. Te motywy bowiem są ze wszech miar ludzkie. Wysuwanie jednak tego typu powodów na plan pierwszy lub wskazywanie na nie jako wiodące, traktować można tylko jako paskudne, złośliwe i bezpodstawne odbieranie dobrego imienia lub bezmyślne powtarzanie cudzych, krzywdzących opinii. Owszem, w strażnicach bywa alkohol, ale – poza jakimiś może marginalnymi przypadkami – rzadko i w szczególnie uroczystych okolicznościach. Jeśli działająca aktywnie na co dzień OSP raz w roku spotyka się na składkowym przyjęciu, aby uroczyście uczcić jakieś ważne wydarzenie, chyba nie ma w tym nic nagannego? Jestem przekonany, że ludzie we własnych domach, a nawet nierzadko w zakładach pracy, świętują z kieliszkiem alkoholu znacznie częściej, w dodatku dla uczczenia mniej istotnych wydarzeń. Warto także zaznaczyć, że rozrywka w strażackim gronie to prawie zawsze wydatek z prywatnej kieszeni, a nie okazja do pobawienia się na cudzy koszt. A teraz sprawa „blaszek”. Ludzie obserwujący uroczystość z okazji wręczenia sztandaru, otwarcia strażnicy, wielkiego jubileuszu widzą niemałe grupy strażaków występujących do odznaczenia. Widok ten może wywoływać wrażenie, że w pożarnictwie łatwo o medale. Jednak na podstawie niesprawdzonych wrażeń nie powinno się formułować pochopnych sądów. Nierzadko do odznaczenia występuje spora grupa, bo w tej OSP od kilkunastu lat nikt nie był odznaczany. Tym, którzy skłonni są sądzić, że do OSP idzie się po „blaszkę”, proponowałbym przyjrzeć się wielkim rzeszom ochotników, którzy na brązowe medale „Za zasługi dla pożarnictwa” czekali po dwadzieścia, a nawet więcej lat. Znam profesje, w których po kilku latach pracy żądało się co najmniej państwowych Złotych Krzyży Zasługi. Na zakończenie chcę zwrócić się z prośbą do moich kolegów z ochotniczych straży pożarnych. Drodzy Druhowie, tam gdzie możemy, prostujemy wykrzywione opinie. Niech nielogiczne, nieuzasadnione zdania nie sieją zamętu wśród osób, które nie znają bliżej naszej społecznej służby. Dbajmy również o to, aby żadne dziejące się na naszym podwórku wydarzenia nie dawały powodów do nieprzychylnych ocen. Bo nawet pojedyncze przypadki mogą wyrządzać krzywdę nam wszystkim. druh Antoni |