|
Tym razem nie będzie to relacja ze spektakularnej akcji, ani zakrojonych na szeroką skalę ćwiczeń tylko zwykły dzień z życia strażaków, jakich w roku wiele. Dzień, w którym strażacy gaszą pożary śmietników i piwnic, suwają niebezpieczne roje szerszeni i os, sprzątają z jezdni plamy olejów i płynów eksploatacyjnych po kolizjach samochodów. Akcje, które nie znajdą swojego epilogu w mediach, a co najwyżej uznanie w oczach dzieci i osób, którym niesiona jest pomoc. Tylko to uznanie, uścisk ręki stanowią często największą wartość. Słychać wesołe okrzyki dzieci. Niespodziewanie odgłosy codziennego osiedlowego życia przeszywa wycie syren. Ludzie przerywają poobiednie drzemki, oglądanie telewizora, podbiegają do okien i z ciekawością wyglądają żeby zobaczyć co się dzieje. Pod blok podjeżdżają samochody tyskiej straży pożarnej: dwa ciężkie i jeden średni. Teraz dopiero widać, że z budynku wydobywa się gęsty, szary, gryzący dym. Strażacy w pośpiechu wyskakują z wozów, wyciągają potrzebny sprzęt i szykują się do wejścia do bloku. Z latarkami w dłoniach, wyposażeni w aparaty dróg oddechowych muszą dokonać wstępnego rozpoznania i zlokalizować pożar. Wokół nich coraz więcej gapiów, dzieci podchodzą najbliżej jak mogą, chcą zobaczyć, jakie skarby kryją wielkie czerwone samochody. Pewnie niejeden z tych małych szkrabów już wie, że w przyszłości będzie strażakiem. Mijają minuty. Wkrótce z dymu wyłaniają się postacie strażaków w maskach, podchodzą do dowódcy i relacjonują to co widzieli w środku. Wiadomo już, że płonie jedna z piwnic. Krótka narada. Trwają przygotowania do ugaszenia pożaru. Ratownicy w czarnych nomexach pracują jak w ukropie. Rozwijane są węże. Strażacy zabierają ze sobą latarki i łom – gdyż konieczne będzie otwarcie boksu piwnicznego – i znów znikają w szarym dymie. Tymczasem inna para wnosi do bloku potężny wentylator, ich zadanie będzie polegać na oddymieniu klatki schodowej i jej przewietrzeniu. Trzeba też pootwierać wszystkie okna na klatce schodowej w całym 11-kondygnacyjnym bloku. W piwnicy strażacy przystępują do ostatecznego natarcia, po zerwaniu kłódki i otwarciu boksu podają jeden prąd wody na palące się przedmioty. Pożar zostaje szybko ugaszony. W środku osmalone i nadpalone gąbki tapicerskie, choinki, stara wirówka. Dokładna rewizja pozwala stwierdzić, że uległy stopieniu jakieś przewody. Informacje te zostają przekazane drogą radiową do dowódcy, który z zewnątrz czuwa nad swoimi podopiecznymi i działaniami, jakie podejmują. Decyduje on o wezwaniu pogotowia energetycznego. Wkrótce pod blok podjeżdżają kolejne dwa samochody, energetycy rozmawiają ze strażakami, po czym wchodzą do bloku, gdyż zachodzi potrzeba zbadania kabli i wykluczenia wszelkich wątpliwości. Pada podejrzenie, że pożar piwnicy to nie przypadek, a celowe działanie człowieka. W tej sytuacji także obecność policyjnego patrolu staje się niezbędna. I choć od momentu przyjazdu pierwszych zadysponowanych jednostek PSP mija ponad godzina tłum gapiów nie rzednie, wręcz przeciwnie coraz więcej osób oplata ciasnym kręgiem strażackie wozy. Pojawiający się na miejscu patrol policji wzbudza dodatkowe zainteresowanie i spekulacje. Wśród obserwatorów krąży zdenerwowana starsza pani, to właśnie spłonęła zawartość jej piwnicy, wywołując to całe zamieszanie. Policjanci po dokonaniu rewizji spalonej piwnicy przystępują do sporządzenia notatki ze zdarzenia. Nieodzowne będą zeznania właścicielki piwnicy. Strażacy powoli zbierają się do odjazdu, pakują do wozów użyty w działaniach sprzęt, zwijają węże. O 19:23 ostatni zastęp wraca do swojej jednostki. Wkrótce odjeżdża patrol policji. Ludzie rozchodzą się do domów. I tylko swąd spalenizny, który czuć jeszcze w bloku przez kilka kolejnych dni, przypomina mieszkańcom o pożarze i akcji strażaków. Tego samego dnia tyscy strażacy wyjeżdżali ze swej jednostki jeszcze 7 razy. Jeden wyjazd dotyczył wypadku samochodowego. Dzień, choć pracowity, skończył się jednak pomyślnie. Nie było ofiar śmiertelnych. Wśród ratowników nie było rannych. Obrażenia odniosły dwie osoby uczestniczące we wspomnianej kolizji samochodów. Jednakże po ewakuacji ich z uszkodzonego pojazdu i opatrzeniu przez lekarza, zosta³y przetransportowane do szpitala w celu dalszych obserwacji. Po¿ar zostar zauwa¿ony o godzinie 17.55 i o tej samej godzinie zg³oszenie zosta³o odebrane przez PSK i PSP. Pierwszy samochód ratowniczo-gaœniczy dotar³ na miejsce zdarzenia po piêciu minutach. O godzinie 19.20 akcja gaœnicza zosta³a zakoñczona. Tekst i zdjêcia: Agnieszka Rękas |